Nie byłem też, nie jestem i nie będę premierem, i stać mnie na apel do sadowników - zacznijcie się ubezpieczać - i mediów: nie twórzcie mitu klęski w sadownictwie.
Przymrozki w maju to rzadkość, trudno uchronić sad przed ich skutkami. Ale to nie jest rzecz w Polsce nieznana, a na świecie hodowcy chronią się przed pogodą dzięki ubezpieczeniom. Śpią spokojniej i w nocy nie zerkają nerwowo na termometr.
Media, te niby pro- i niby antyrządowe, zgodnie trąbią o klęsce. Jaka klęska? Prognozy uwzględniające efekt przymrozków głoszą, że tegoroczne zbiory będą tylko minimalnie niższe od średniej 10-letniej. Rozumiem, że lokalnie szkody mogą być gdzieniegdzie duże, że niejeden sadownik popadnie w kłopoty. Ale wrażenie klęski powstaje tylko, gdy rok obecny rzucić na tło 2006 - roku klęski urodzaju. To jednak najwyraźniej zbyt skomplikowane, by zanieczyszczać newsy takimi analizami.
PS. 22:45 - qmpel dosłał mi link do znaczącej mini-ankiety.



Komentarze
Pokaż komentarze (67)