Pod Trybunałem Konstytucyjnym było dziś nudno. Skoro marszałek wysłał wniosek, a sędziowie mieli naradę, to pewnie radzą o wniosku - uznali nasi wydawcy i wysłali nas z wozami transmisyjnymi pod siedzibę TK w Al. Szucha. A tu wstępu do środka nie ma, biuro prasowe nic nie wie, dym z komina nie leci i w ogóle informacji zero.
Dopiero późnym popołudniem ustaliłem, że wniosek z Sejmu nie będzie dziś badany. Wcześniej musiałem robić na drutach, tak jak konkurencja. By przekonać widzów, że wszyscy jesteśmy równi, zapewniłem w jednym z lajfów, iż ekipa TVN24 obok mnie też nic nie wie. I dodałem z lekko przekornym uśmieszkiem, że różni nas jedno: Oni stoją na trawie, a my z publicznej TV takich rzeczy nie robimy.
Cóż, po pierwsze, był to przejaw pozamerytorycznej walki z konkurencją i za to się już kajam. Po drugie, taka to była prawda, że aż gówno prawda. Pod TK stałem na chodniku, a oni na trawie - ale pod Kancelarią Premiera zwykle jest akurat odwrotnie. TVN24 staje na legalnym parkingu przy gmachu i lajfuje z chodnika. My anteny mamy słabsze i by złapać satelitę, stajemy po drugiej stronie Al. Ujazdowskich. Wóz zajmuje ścieżkę rowerową, a ja stoję zwykle na wąskim trawniku między ścieżką a jezdnią.
Częściowo usprawiedliwia mnie jakże niespawiedliwe potraktowanie mediów przez TK. TVN24 dostała zgodę na postawienie wozu na trybunalskim parkingu, my - nie. Stojąc przy ulicy musieliśmy wrzucać haracz do parkomatu - ja z własnej kieszeni, a wóż może z Waszego abonamentu... Ale pewnie z kieszeni załogi.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)