Miałem ułamek nadziei, że Ludek Dorn o mnie zapomni. Nieoficjalnie dowiedziałem się jednak, że będę wśród około tuzina zaproszonych na rozmowę z marszałkiem Sejmu o nowych relacjach dziennikarsko-poselskich. Już w najbliższy piątek.
Spośród pełniących obecnie sejmową służbę reporterów mam najdłuższy, bo 18-letni staż. Nie wypada mi nie pójść, choć będzie to pewnie przed południem, gdy zwykle wiozę dzieci ze szkoły (robotę mam po południu). Nie wypada mi nie pójść, choć byłoby mi wygodniej. Zawsze mówię to, co myślę. Nie potrafię być wyrazicielem obaw większości, że dojdzie do ograniczenia swobód medialnych w Sejmie. A sam uważam, że swobody te są... nieco zbyt duże, o czym pewnie wkrótce skrobnę szerzej.
Nie będę tam sam, więc swobody pewnie zanadto nie ucierpią - zresztą nie sądzę, by Dorn miał szczególnie krwiożercze zamiary. Ale gdy ogół dziennikarzy sejmowych dowie się o mojej zdradzie (choć nie kryję tych poglądów od dawna), mogę mieć parę trudnych tygodni. Nic to - obym nie miał większych problemów.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)