Gazeta Wrocławska alarmuje, że dotąd sprzedało się jedynie 11 tysięcy biletów na mecz Śląska Wrocław z Hanowerem 96. A mecz już jutro. Winę za ten stan sprzedaży ma ponosić brak reklamy, jak tłumaczą ludzie od tych spraw w klubie. Najwidoczniej skrępowani krótkością dźwigni, która mogłaby poruszyć ich handel. I pewnie nic do tego przykrego stanu sprzedaży nie ma wynik ostatniego meczu z Widzewem czy kompromitacja w eliminacjach LM. Gdyby tylko była kasa na reklamę, można by sprzedać komplet biletów i jeszcze przy okazji zapełnić strefę kibica w Rynku. Kwestia funduszy po prostu.
Co tu zresztą mówić o wynikach na boisku. Po reakcji trenera Lenczyka na wynik losowania było już wiadomo wszystko. Rywal jest atrakcyjny dla kibiców, a o zwycięstwie pomyślimy. Na razie musimy zgrać obrońców ze sobą, na rewanż powinno być już wszystko świetnie. I wtedy będziemy grać jak z nut. Ja, w swojej ignorancji, zawsze myślałem, że widowisko tworzą dwie drużyny. Im lepiej one grają, tym kibice bardziej radośni. Ale ja nie jestem trenerem mistrza Polski. I z całą pewnością nie znam się na psychologicznej motywacji zawodników. Ja, jak głupi kibol jakiś, patrzę na wyniki. A te szczególnym optymizmem nie nastrajają. Zapewne dlatego, że klub nie wykupił czasu antenowego w największych stacjach telewizyjnych. Gdyby tak uczynili, na pewno patrzyłbym na wyniki Śląska zupełnie inaczej. I pewnie kupił bilet na jutro.
W ogóle całe to utowarowienie piłki nożnej nie jest oczywiście niczym nowym. Nowe jest tylko dla naszego miasta, które po latach wiary w to, że wolny rynek nie pozwoli takiemu dużemu miastu nie mieć silnej drużyny piłkarskiej, postawiło na zgoła socjalistyczny pomysł dofinansowywania prywatnego przedsięwzięcia z kieszeni podatników. Tudzież wybudowania za publiczne pieniądze obiektu, który został oddany we władanie prywatnej spółce, nad którą nie ma publicznej kontroli. Oczywiście, wszystko to nasi drodzy politycy uczynili jedynie ku chwale i promocji marki Wrocławia, a nie dla zdobywania głosów w wyborach.
Im więcej tak sobie czytam o zbliżającym się meczu, tym lepiej widzę szerszy obraz. We współczesnym sporcie aby osiągnąć wyniki, trzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. A już w polskim zwłaszcza, biorąc pod uwagę ilość i zarobki działaczy sportowych. Zatem wyłaniający się szerszy obraz niesie tylko jedno przesłanie. Pan prezydent Dutkiewicz musi znowu sięgnąć do kieszeni. Szkoda tylko, że do naszych, podatniczych. I wcale nie głębokich.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)