Od kilkunastu już lat regularnie odwiedzam filię numer 57 Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ulicy Szewskiej. Kiedy poszedłem w tym tygodniu oddać wypożyczone książki dowiedziałem się, że bibliotece grozi zamknięcie. Pojawiły się nieporozumienia co do dalszego wynajmowania pomieszczeń, a miasto nie kwapi się do przekazania bibliotece nowego lokalu. Przyszłość placówki pozostaje pod znakiem zapytania.
Ta konkretna biblioteka ma ogromne znaczenie dla czytelników. Z uwagi na położenie w samym centrum jest jedną z najczęściej odwiedzanych. Korzystają z niej nie tylko mieszkańcy Wrocławia, ale również ogromna liczba osób studiujących w naszym mieście. Bogaty księgozbiór sprawia, że można tam znaleźć wiele książek potrzebnych do nauki czy pisania prac. Personel zawsze służy pomocą w poszukiwaniach potrzebnych pozycji czy zwykłą informacją na temat ostatnich nowości na półkach. Bardzo duży księgozbiór, liczący około 70 tys. woluminów, przyciąga ponad 15 tys. czytelników.
Od kilku lat przy Szewskiej istnieje także Biblioteka Turystyczna, jedyna tego rodzaju w mieście. Dla wielu osób stanowi ona miejsce, do którego udają się, planując swoje wakacyjne wojaże po świecie. Przewodniki, mapy, książki podróżnicze pomagają w ustaleniu miejsc, które po prostu warto odwiedzić.
Nie samym wypożyczaniem książek żyje biblioteka. To właśnie tam organizowane są regularne spotkania z pisarzami i pisarkami, pokazy slajdów i prelekcje z podróży w różne zakątki globu. Gdy nie ma spotkań, można oglądać wystawy fotografii podróżników. Działa też Dyskusyjny Klub Książki. Sporo się dzieje przy Szewskiej 78.
Rozumiem, że ten akurat lokal jest nieco zaniedbany, że problematyczny stan prawny nie służy temu miejscu. Wielokrotnie jednak pisałem o tym, że jakoś nie przekonuje polityka dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu. Tworzenie wielkich centrów w miejsce kilku lokalnych, mniejszych bibliotek nie służy mieszkańcom. W multi centrach trudno odnaleźć ciszę i spokój, trudno też zachować liczbę woluminów. Odległość sprawia, że starsi ludzie muszą rezygnować z częstszych odwiedzin, a przecież przychodzą tam nie tylko po to, by pożyczyć książki czy przejrzeć prasę, ale także porozmawiać z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.
Dziwi mnie, że nasze miasto, dumnie noszące miano Europejskiej Stolicy Kultury, zdaje się nie dbać o jedną z podstawowych instytucji tejże kultury. Pozbawienie mieszkańców dostępu do bogatej oferty kulturalnej w samym centrum miasta nie mieści mi się w głowie. Wydaje mi się, że warto wspierać nie tylko nowe inicjatywy, powstające z okazji ESK 2016, ale także takie, które legitymują się wieloletnim dorobkiem. Inaczej zwiększony udział wrocławian i wrocławianek w kulturze pozostanie jedynie życzeniem wyrażonym na papierze.
Największym problemem w całej tej sprawie jest jednak brak woli dialogu z mieszkańcami. Instytucja po raz kolejny wie lepiej. Wydaje nasze pieniądze w sposób, który uważa za jedynie słuszny. W tym wszystkim człowiek traktowany jest po macoszemu, co z całą pewnością przekłada się na zatrważająco niski poziom czytelnictwa w Polsce. Tylko protest mieszkańców uratował bibliotekę na Olszewskiego, czy i tym razem trzeba uciekać się do akcji czytelników? Chyba tak, stąd pomysł akcji https://www.facebook.com/events/125440464325659/?notif_t=plan_user_joined. Być może się uda.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)