Miałem nie pisać o pierwszym numerze Dziennika Trybuna. Słaba promocja, brak strony internetowej, kiepska grafika i słaby tytuł nie wróżą powodzenia. W sumie nie byłoby więc o czym w ogóle rozmawiać. Nie byłoby, gdyby nie pierwsza strona pierwszego numeru. Kuriozum bijące po oczach wielkim zdjęciem wymaga bowiem pochylenia się nad kondycją gazety, która w zapowiedziach miała nieść nowe, świeże spojrzenie na rzeczywistość.
Artykuł postulujący przywrócenie punktów za pochodzenie przy rekrutacji na studia jest przecież tak zabawny, że trudno się powstrzymać od kąśliwych uwag. Stworzyć taki konstrukt myślowy, taki postulat na serio w drugiej dekadzie XXI wieku mógł tylko ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o tym, co się dzieje dookoła. Populistyczny postulat może i brzmi dobrze, ale nie ma żadnego sensu. Niezależnie od strony, z której byśmy chcieli ów wywód skrytykować.
Po pierwsze – nie ma już egzaminów wstępnych. Dziś uczelnie rekrutują nie na zasadzie połowu talentów a raczej w stylu tradycyjnego poboru rekruta czy wręcz okupacyjnej łapanki. Mamy niż demograficzny, a przecież za studentem czy studentką idą konkretne pieniądze. Dziś na historię na Uniwersytecie Jagiellońskim przyjmuje się bez matury z historii, więc po co komu punkty za pochodzenie? Inne media zajmują się tematem braku chętnych do studiowania od kilku miesięcy, ale widać nie do wszystkich jeszcze ta wiedza dotarła.
Po drugie – w XXI wieku mamy nieco inne narzędzia wyrównujące szanse edukacyjne. Wracanie do pomysłu sprzed półwiecza może robi w jakimś sensie dobrze ludziom starszym, pamiętającym oryginalną, pierwotną Trybunę, ale jest równie poważne, jak opiewanie dobrobytu robotników w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Tego po prostu nie da się obronić. I żadne zaklęcia nie pomogą.
Po trzecie – każdy, kto studiował w dużym mieście wie, że większość pobierającej nauki młodzieży pochodzi spoza ośrodka uniwersyteckiego. Oni na te studia dostali się bez punktów za pochodzenie czy protekcji pasa transmisyjnego w postaci swojej organizacji młodzieżowej. Tym młodym ludziom dziś potrzeba raczej akademików, barów mlecznych i ulg na przejazdy kolejowe. Za swych rządów Leszek Miller zabrał większość dopłat do barów mlecznych, a studenckiej braci zafundował obniżenie zniżki na bilety PKP z 50 procent na 33... O tym jednak gazeta milczy.
W efekcie tytuł główny zrobił swoje, choć nie jestem pewien, czy właśnie o taki efekt chodziło redakcji. Większość normalnych ludzi nie sięgnie po następny numer po przeczytaniu podobnych rewelacji, nie mających żadnego związku z tu i teraz. Wszak taka Nowa Fantastyka niczego nie udaje, a pisze o znacznie poważniejszych sprawach. Odwoływanie się natomiast do sentymentu wśród ludzi, którym studia umożliwił poprzedni ustrój również nie zapewni długiego życia. Choćby z czysto biologicznych powodów.
Wszystkim zaś zwolennikom polecam zapoznać się z pojęciem owej słynnej schizofrenii bezobjawowej. Ukuta w Związku Sowieckim, dziś ma się dobrze w umysłach ludzi, którzy nadal wierzą, że Sojusz Lewicy Demokratycznej i jego projekty mają coś wspólnego z lewicowością. O postępie choroby może świadczyć fakt nie odczuwania dyskomfortu z widoku Leszka Millera śpiewającego Mury Jacka Kaczmarskiego i tego samego pana optującego za uchyleniem uchwały Sejmu dotyczącej śmierci Grzegorza Przemyka. Co by nie powiedzieć o Dzienniku Trybuna, jedno jest pewne – stara się jak może, by zostać prawowitą wnuczką swej nieboszczki babki.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)