Jakoś tak się dzieje, że pracę naszych parlamentarzystów widać jedynie w telewizjach wszelakich. I to tylko wtedy, kiedy powiedzą coś tak głupiego, że już nie można dłużej udawać, że się nie słyszało. Po występach wielu dziwnych postaci płci obojga, przyszła także pora na posła Godsona, skądinąd do tej pory sprawiającego wrażenie bardzo sympatycznego człowieka. Poseł doznał jednak pomroczności jasnej i powiedział, że jak komuś nie pasuje praca w niedzielę, to może sobie zmienić pracę. Potęga stojąca za tym zdaniem poraziła mój umysł w sposób równy teorii kopernikańskiej. To takie proste – jutro zmieniam pracę i problem z głowy.
Nie wątpię, że osobie tak wszechstronnie wykształconej jak poseł Godson, znalezienie nowej pracy przychodzi z dziecinną wręcz łatwością. Nawet w Łodzi, w której został doceniony za swą pracę społeczną. Niemniej jednak chciałbym zobaczyć pana posła na spotkaniu z wyborcami, którym mówi takie rzeczy. Na przykład w Wałbrzychu, gdzie bezrobocie właśnie sięgnęło 35 procent. Czy i tam wystarczy zmienić pracę, by żyło się lepiej?
Pan poseł wpisuje się w liberalną nowomowę, w której chcieć znaczy móc. Nie masz pracy? Wyjścia są dwa – albo zostaniesz roszczeniowym leniem na zasiłku albo założysz firmę. Kto chce być nieudacznikiem? Nie widzę chętnych. Wybór jest zatem oczywisty. Pewnie, że fajnie jest prowadzić własny biznes, nie mieć szefów i tak dalej. Kłopot w tym, że opisujące biznesowe sukcesy media nie piszą i o tym , że zazwyczaj około 40 procent nowych firm upada w pierwszym roku swojej działalności. Zapewne nie pasuje to do obrazka, w którym człowiek szczęśliwy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem.
Ja, podobnie jak wrażliwy poseł Kalisz, także rozmawiam ze sprzątaczkami. I odkryłem, że pani, która sprząta w jednym z centrów handlowych we Wrocławiu, prowadzi firmę. Działalność gospodarcza została oczywiście na niej wymuszona, ale przecież „chcącemu nie dzieje się krzywda”, więc jak chcesz jeść, to nie marudź. Pani podczas przerwy opowiadała mi, jak cudowne stało się jej życie. Żadnego urlopu, żadnego chorobowego, po prostu spełnianie się w pracy, która jest sensem życia człowieka. Jak chce odwiedzić rodzinę w Gdańsku, to czeka na święta. I to te dwudniowe, bo inaczej się nie da.
Chętnie usłyszałbym, co ma do powiedzenia poseł Godson w tej sprawie. Zapewne, że pani sprzątająca jest sama sobie winna, bo nie ma dwóch fakultetów i tym samym przegrywa na starcie. Albo doradziłby jej zmianę pracy, na przykład na urzędniczą, gdzie będzie pracowała od 7 do 15 od poniedziałku do piątku. Pewnie zapisanie się do partii rządzącej znacznie zwiększyłoby jej życiowe szanse.
Łatwo, zbyt łatwo ferować wyroki ze szklanego ekranu, żyjąc w wyimaginowanym świecie okrągłego domu na Wiejskiej. Należałoby jednak przyjąć do wiadomości, że większość ludzi to przedmioty, a nie podmioty owego mitycznego rynku pracy. I to nie zawsze ze swojej winy. O czym pomyśleć polecam nie tylko w niedziele i święta.




Komentarze
Pokaż komentarze (40)