Tak sobie czytam co powiedziała pani marszałek Kopacz po wizycie w Chinach i nie mogę z podziwu się wydostać. Tak wielkiego sukcesu nie mieliśmy chyba od czasu wejścia do Unii Europejskiej. Każda sprawa po prostu powala. Skutki odczujemy wszyscy. Nie bardzo wiadomo tylko, czy to będą te pożądane przez nas skutki.
Weźmy taką obietnicę realizacji przez Chińczyków inwestycji infrastrukturalnych. Wedle już przerabianego scenariusza, chińskie przedsiębiorstwo budowało nam autostradę. Skończyło się ucieczką firmy i strajkiem przyjezdnych pracowników w sprawie zaległych pensji. Mniemam, że tę sprawę już załatwiono? Scenariusz drugi też nie napawa zbytnim optymizmem. Jak pokazują przykłady, nawet wyremontowanie na własny koszt linii, jak miało to miejsce w przypadku IKEI, nie gwarantuje, że państwo czegoś nie zepsuje. Jak będzie, czas pokaże.
Bardzo podoba mi się też punkt o współpracy w dziedzinie ekologii. Jak wiadomo, Chiny przodują w ochronie środowiska. Świadczą o tym wyniki z Google po wpisaniu frazy „katastrofy ekologiczne w Chinach”. Jeśli zaczerpniemy zatem w tym kraju porady, na pewno poprawi się nam jakość życia. Taki smog przestanie być lokalną krakowską atrakcją i rozpłynie się po całym kraju. Podobnie będzie zapewne z rzekami, które szybko zaczną mienić się kolorami tęczy. Z drugiej zaś strony nie wydaje mi się, żeby strona chińska była zainteresowana realizacją wariantu polskiego w dziedzinie ekologii, czyli ochroną środowiska poprzez likwidację przemysłu.
Ogromnie istotne są słowa o tym, że Polska może się stać bramą wjazdową Chin do Europy. Nie oszukujmy się – to już się dzieje, i to nie tylko w przypadku Chińczyków. W podwrocławskiej Wałbrzyskiej Strefie Ekonomicznej jest koreańskie LG, które korzysta z umiejscowienia fabryki na terenie UE do zwolnień celnych. Co więcej, korzystając z pieniędzy od rządu, otrzymanych w gotówce i w formie zwolnień podatkowych, ustala dumpingowe ceny sprzętu AGD, czym wykańcza konkurencję. Przy tym swoim pracownikom płaci 1100 – 1200 złotych miesięcznie, nie pozwalając na zrzeszanie się w związki. Ten przypadek doskonale opisuje to, co już przyjęliśmy z Chin. Tania siła robocza, uzależniona całkowicie do zagranicznego inwestora. Gdybyśmy chociaż potrafili robić podróbki...
Najbardziej jednak urzekły mnie słowa o współdziałaniu w sferze demokratyzacji. Zapowiedziano między innymi utworzenie komisji bilateralnych w celu wymiany doświadczeń związanych z dialogiem społecznym. Powstaje pytanie, kto od kogo będzie się tu uczył. Czy PO sprzeda ideę Tuskobusa towarzyszom z KPCh? Czy to jednak my zaczerpniemy pomysł wprowadzenia policyjnego terroru w celu obrony wartości nadrzędnych, jakimi są władza i pieniądz? Po tym, co ostatnio dostała polska policja w sprzęcie i ustawodawstwie, trudno stwierdzić jednoznacznie, kto tu jest państwem uczącym drugie demokracji.
Trudno tak naprawdę powiedzieć, co z tego wszystkiego wyniknie. Jedno jest natomiast pewne. Urzędnicy w obu krajach już planują zakupy podczas delegacji. Wszak i w ten sposób można realizować ideę wzmacniania wymiany gospodarczej. I demokracji, rzecz jasna.




Komentarze
Pokaż komentarze (28)