Jestem, podobnie jak bohater jednego z polskich filmów, niespotykanie spokojnym człowiekiem. Dziś jednak zwyczajnie nie mogę, po prostu złe słowa cisną mi się na usta. Tak złe, że te mówione przez pana Wilka właściwie nie są wulgarne. Tematem dzisiejszego dnia są bowiem taśmy, z których możemy się dowiedzieć na przykład, że referendum organizuje się po to, by przejąć władzę. Albo że polityka jest taką bestią, że ludzie ją uprawiający dogadują się w zaciszu własnych gabinetów i to przy pomocy języka bliskiego budowlańcom. Jeśli kogoś taka informacja w ogóle dziwi, to faktycznie jest baranem.
Barany milczą i barany robią to, co się im każe. Dziś mamy tego najlepszy dowód. Senat przyjął ustawę o wydłużeniu okresu rozliczeniowego. Nikt się nie zająknął słowem na ten temat, z lewa czy z prawa, z dołu czy z góry, nawet ci niepokorni dziennikarze, którzy zajęci są korzystaniem z fruktów tropienia układów. Albo gadaniem w kółko o islamizacji Europy. A tymczasem polska rodzina właśnie umiera. I nikt nie płacze nad jej grobem.
Niestraszna nam islamizacja, drodzy zatroskani rodacy, niosący rodzinę na sztandarach. Niestraszne nam związki partnerskie. Nowe prawo zlikwiduje o wiele większy odsetek polskich rodzin niż wam się wydaje. Przepracowani ludzie nie będą w stanie się porozumieć ze sobą, więc będzie więcej rozwodów. Dom stanie się jedynie noclegownią, bo przecież nigdy nie będzie wiadomo, na jak długo wychodzi się do pracy. Dzieci staną się luksusem dla elit, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zdecyduje się na dziecko w chwili, gdy nie jest pewien dnia ani godziny pracy. O zarobkach nie wspominając. Tam, gdzie urodzą się dzieci, kobieta nie będzie miała szans na żadną pracę. Jak ma zapewnić opiekę, skoro nie wie, jak długo będzie w pracy? To już się dzieje w mojej firmie, gdzie nagle się okazało, że osoby na pełnym etacie pracują po 9 godzin dziennie. Oczywiście, niby pracują o te 2-3 dni w miesiącu mniej, ale tylko dlatego, że pracodawca jeszcze respektuje prawo pracy. Tak czy inaczej, przedszkola dłużej otwarte kosztują więcej, niż pensja minimalna, jaką zarabiają kasjerki. Zamężne jeszcze może mają jakieś szanse, samotne nie. Ale nikogo to nie obchodzi.
W takiej Francji jutro mielibyśmy w Paryżu 2 miliony ludzi na ulicach, zwołanych przez związki zawodowe. W Polsce obaj przewodniczący największych central związkowych są zbyt zajęci podlizywaniem się partiom politycznym na kongresach, a szumne zapowiedzi strajku generalnego w przyszłym kwartale można sobie między bajki włożyć. Opozycja jest zajęta dyskutowaniem w mediach, a lewicowe podobno partie waleniem się nawzajem po głowach. Dziennikarze piszą o wystających majtkach Radwańskiej.
I dlatego właśnie baranami pozostaniemy. Nawet nie zauważymy, kiedy i jak dojdziemy do rzeźni.




Komentarze
Pokaż komentarze