Ostatnio przeczytać można było we wrocławskiej Gazecie Wyborczej wzruszający tekst, w którym pan Huskowski opowiada o tym, że segregacja śmieci jest fajna, a on i jego rodzina używają tej formy ruchu od lat. Pojawiają się kolejne teksty z wrocławskimi znanymi o tym, że warto segregować, że jest fajnie i nowocześnie. Bardzo to ładne jest, przyznaję. Czuję się przekonany. Niestety, mam jednak wrażenie, że kolejny raz dostaję od ludzi władzy coś w rodzaju „pigułki po”.
Od co najmniej dwóch lat wiedziano (i przygotowywano) śmieciową rewolucję. Jak każda rewolucja, również i ta nie wprowadza nowego systemu bez ofiar. W imię lepszej przyszłości można zgodzić się na pewne niedociągnięcia, niedogodności, a może i nawet na zejścia śmiertelne. Niewątpliwie jednak byłoby łatwiej szturmować twierdze starego porządku, zapełnione ponad miarę odpadami, gdyby jednak głównodowodzący wydali mapy przed bitwą, a nie w jej trakcie. Jak dostaję gęsiej skórki od widoku marszałka Jurkowlańca z co drugiego billboardu, to trudno mi zrozumieć, dlaczego nie wydano tych pieniędzy na kampanię informacyjną. Pan Jurkowlaniec mógłby zrobić sobie fotkę na tle nowych ładnych kubłów z o wiele większym pożytkiem dla obywateli. Jako gospodarz – a tak się przedstawia – powinien dbać o zdrowie swoich gości. Tym bardziej, że ci goście, w tym niżej podpisany, składają się na i na pensję i na promocję twarzy pospołu.
Przykład idzie z góry, magistrat więc też odpuścił informację. Dostaliśmy piękne pocztówki z okazji ukończenia kilku inwestycji, o czym przecież i tak trąbiono wszędzie, ale nie dostaliśmy żadnej informacji na temat tego, co robić po 1 lipca tego roku. Tak, informacja była w sieci, ale nawet ja wiem, że nie wszyscy mają komputery i internet, a śmieci produkują wszyscy. A wiedza na temat odpadów została zaszeregowana przez urzędników do kategorii wiedzy tajemnej.
Oczywiście, firmy odbierające odpady również się wzorowały na tym, co z idzie z góry. W efekcie pierwsze informacje dotarły grubo po tym, jak się pojawiły problemy z zalegającymi odpadami. Niektórzy nadal nic nie wiedzą. A śmieci – niczym arystokraci na plaży – leżą i pachną.
W efekcie śmieciowej rewolucji po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że informacje, jakich udzielają nam ludzie decydujący o jakości naszego życia, są śmieciowe. Traktowani jako zło konieczne, jako zbędne ogniwo w łańcuchu przyjemności płynących z władzy, najwidoczniej już przywykliśmy. I odpady z pańskiego stołu bierzemy za wspaniałe dania. Przykłady konsultacji społecznych przeprowadzanych już po podjęciu decyzji (ACTA), konstrukcja budżetu obywatelskiego w czasie całych dwóch tygodni w stolicy Dolnego Śląska to tylko pierwsze z brzegu przykłady arogancji władzy. Skoro jednak istnieje na to społeczne przyzwolenie, władza nie będzie dążyć do zmiany. Zmianę mogą wywalczyć jedynie obywatele. Ale to pewnie nastąpi dopiero po sezonie urlopowym.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)