Nikt chyba nie lubi rozmów kwalifikacyjnych o pracę. Głupie pytania pań z kadr, którym się wydaje, że psychologiczne testy mówią coś o człowieku, męczące klepanie wyuczonych regułek o kreatywności, pracy zespołowej i szeregu innych zaklęć, których nikt nie rozumie. Najgorsze w tym wszystkim dla mnie jest jednak pytanie: To ile chciałby pan zarabiać? To pytanie sprawia, że właściwie już wiem, że nie mam ochoty pracować w danym miejscu. Jeśli oni nie wiedzą, za ile chcą mnie wynająć, to o co w ogóle chodzi? Pewnie, że chciałbym zarabiać jak najwięcej. Nie przyszedłem się przecież targować. Tym bardziej, że nie mam wielu atutów w ręku, bo przecież to ja chcę coś sprzedać. Być może jakimś rozwiązaniem tej sytuacji byłoby podawanie płac w ogłoszeniach. W innych krajach to działa i jakoś ludzie nie narzekają. U nas pomysł jawności płac pojawił się dość nieoczekiwanie.
Ogłoszenie go sprawiło, że od rana wrze w internetach. Pomysł OPZZ dotyczący jawności płac jest komentowany szeroko, od prawa do lewa. Z prawej krytyka jest jeszcze dość zrozumiała, wszak wolność pojętą jako indywidualizm mają wypisaną na sztandarach. Krytyka pochodzi także z pism kojarzonych z lewicą, a lewicą nie będących – jak Polityka czy Gazeta Wyborcza, gdzie znowu króluje źle pojęty liberalizm. Na lewicy zaś widoczna radość i deklarowane poparcie. W sumie nic specjalnego się nie dzieje, wystarczy przeczytać jedynie nagłówki, treść jest mocno przewidywalna. Jedni chwalą, inni ganią, argumenty mniej lub bardziej dziwne. Debaty jednak jakoś nie widać.
Kłopot w czym innym, jak zwykle zresztą. Polacy nie są przyzwyczajeni do tego typu otwartości. Nie są przyzwyczajeni do chwalenia się swoimi zarobkami. U nas wszystko musi być ukryte. W przeciwieństwie do takich Anglosasów, którzy szczycą się tym, ile są warci. Tam każde ogłoszenie od razu zawiera wysokość wynagrodzenia. My na razie wolimy ukrywać ile zarabiamy, używając do tego różnych pozorów i wybiegów, mówiąc o wolności osobistej na przykład. W imię tej źle pojętej wolności nadal tkwimy w niewoli. Walczymy bowiem o wolność od, zapominając o tym, że prawdziwą wolnością jest wolność do. Swoboda wyboru powinna być podstawą. A jak podejmować wybory bez wiedzy? Znajomość wysokości płac pozwoliłaby zapewne na lepsze rozeznanie sytuacji. Do tego jednak trzeba odważyć się myśleć, a na to niewiele osób ma odwagę. I dlatego pomysł jawności płac jeszcze długo nie zyska społecznego uznania.
A szkoda, bo takie posunięcie mogłoby sprawić, że nasz kraj wreszcie mógłby wydostać się z zapaści istnienia wspólnotowego. W pojedynkę zaś niewiele można zbudować. O czym przekonujemy się każdego dnia.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)