Jak byłem chłopcem, to książka Aleksandra Kamińskiego była jedną z moich ulubionych. Przeczytałem od tego czasu sporo o okupacji i Powstaniu Warszawskim, nie tylko beletrystyki dla młodzieży, ale także wspomnienia, analizy polityczne i wojskowe. Przeczytałem sporo, ale mam wrażenie, że wiem coraz mniej. Powodem tego jest chyba to, że wszystkie te głosy – tak podobne dzisiejszym dyskusjom każdego roku – pomijają jedną zasadniczą cechę człowieczeństwa. Brak w książkach emocji po prostu. My, ludzie, nie jesteśmy przecież maszynami i podejmujemy decyzje nie tylko w oparciu o logikę. Tak chyba było i w przypadku Powstania.
Proszę sobie wyobrazić – na ile to możliwe – potworne obciążenie psychiczne ludzi w czasie okupacji. Nie myślimy o tym, a przecież każde wyjście z domu mogło skończyć się dla ówczesnych warszawiaków aresztowaniem, wywózką, obozem koncentracyjnym lub rozstrzelaniem na ulicy. Każdy dzień mógł być tym ostatnim, każde rozstanie z bliskimi ostatecznym. Do tego dochodziły sprawy związane z utrzymaniem się przy życiu – zdobyciem pracy gwarantującej względne bezpieczeństwo, zdobywanie żywności czy opału na zimę. Jeśli zaś ktoś jeszcze uczestniczył w życiu Państwa Podziemnego, jeszcze bardziej podatny był na ogromny stres, którego nie jesteśmy w stanie pojąć.
Jeszcze mniej rozumiemy decyzje młodzieży. Skazani przez Niemców na życie drugiej kategorii, nie mieli nawet szans odnieść się do czasów pokoju. Żyli życiem nienormalnym do granic wytrzymałości ludzkiej. Młodzi ludzie ryzykowali życiem chodząc do szkoły. Czas wolny musieli spędzać w domach, nie mogąc iść do kina, teatru czy na mecz piłki nożnej. Nie mieli czego czytać i gdzie publikować, bo podziemne wydawnictwa to jednak nie to samo, co publiczna dyskusja. Żyli patrząc na zagładę getta, na masowe łapanki, na trupy rozstrzelanych na ulicach. Widzieli losy swoich koleżanek i kolegów, więzionych i zabijanych za najmniejsze próby oporu. Czy to dziwne, że woleli ginąć niż nadal tkwić w takim życiu?
W tamtych czasach nienormalności mówienie o Powstaniu w kategoriach racjonalnego podejmowania decyzji na podstawie dostępnych danych jest moim zdaniem czynnością zupełnie jałową. Albo przynajmniej nie na miejscu. Dlatego najlepiej w tym dniu, w tej godzinie, poświęcić powstańcom minutę ciszy. Krzyczeć na siebie nawzajem możemy w dni powszednie.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)