krzysztofmroczko krzysztofmroczko
426
BLOG

Związkowe pikniki

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 7

 Wiecie państwo, kto to jest „piknik”? W kibicowskim slangu to ludzie, którzy przychodzą na mecze bardzo rzadko, najczęściej wtedy, gdy drużyna wygrywa. Albo jak akurat panuje moda na kibicowanie. Piknik siedzi, nie śpiewa, je paluszki i coś tam pije. Piknik nie robi nic, by jego drużyna wygrała. Piknik się bawi.

Jak tak patrzę na ostatnie protesty związkowe, to mam pewność, że i związki stały się piknikowe. Ot, jest wycieczka autobusem, jest spacer ulicami stolicy (albo innego miasta), jest nawet obóz pod namiotami, rozbijanymi od czasu do czasu tu i tam. Ładna pogoda sprzyja podróżowaniu, więc ta forma rozrywki cieszy się względnie dużą popularnością. Sponsorowane przez największe centrale wycieczki zapewniają przy okazji pięć minut ich szefom w telewizji. Wszyscy są zadowoleni. I tylko przysłowiowy Kowalski ma coraz mniej nadziei na to, że kogokolwiek w ogóle obchodzą jego problemy.

Płaczą nasi związkowcy często, że poziom uzwiązkowienia mały. Pewnie, że mały, jak nie robią nic, by przyciągnąć ludzi. Nigdzie nie słyszałem o jakichś wydarzeniach, które organizowałyby związki. Same marsze i miasteczka to za mało. Może trzeba poszerzyć ofertę? Na przykład szkolenia z zakresu prawa pracy. Coś tam Solidarność próbowała z Demokratycznym Zrzeszeniem Studenckim, ale jakoś cicho o akcji, która odbyła się bodaj dwukrotnie. Skąd ludzie mają wiedzieć, co i dlaczego daje im związek, skoro sam związek wymaga bycia związkowcem, by dostąpić zaszczytu wysłuchania działaczy? Prasa związkowa gdzieś tam istnieje, ale inne media już nie bardzo. Związki mogłyby się też zajmować organizowaniem życia lokalnych społeczności, ale tu również brak działań. W efekcie co roku coraz więcej ludzi rezygnuje z udziału w zabawie.

Inna kwestia. Umowy cywilnoprawne miały już nie być przeszkodą w przyjmowaniu do związku. I co? I nic, bo ważniejsze jest potrząsanie mityczną szabelką na ulicy. Nic to nikomu nie dało dobrego, ale przecież jakoś stwarza pozory działania. Kilka setek tysięcy młodych – i nie tylko młodych – ludzi pozostawionych jest samym sobie, ale panowie przewodniczący zajęci są wystąpieniami w telewizji śniadaniowej. A podstawa działania w drugiej dekadzie XXI wieku, czyli możliwość wstąpienia do związku przez sieć nie istnieje w ich pojęciu rzeczywistości.

Nie piszę tego wszystkiego po to, by dojść do konkluzji, że należy pozbyć się związków zawodowych. Wręcz przeciwnie – potrzeba nam związków silnych i dynamicznych, potrafiących nie tylko bronić swych członków w sytuacjach kryzysowych, ale przede wszystkim działających na co dzień w społeczeństwie. W przeciwnym razie nadal będzie tylko można zaobserwować te same twarze, starzejące się rok po roku i nadal wyobrażające sobie, że 10 milionów Solidarności może coś zdziałać. Nie może, bo ani tych milionów dziś nie ma ani tamtego ustroju. Obecne warunki zmuszają do zmiany i taktyki i strategii. Niestety, zapowiadanie strajku powszechnego z wyznaczaniem miejsc zbiórek i ścisłym ograniczeniem dat, w jakich będzie się on odbywał, pokazuje, że dziś związki zawodowe nie mają żadnego pomysłu na to, by zmienić swą sytuację. W efekcie za lat kilka związki zawodowe nad Wisłą przejdą do historii. I wówczas nawet pikników nie będzie, bo kto załatwi im transport?

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka