Czego po ośmiu latach prezydentury będzie brakowało George’owi W. Bushowi? Nie polityki, nie błysku fleszy i nie największej władzy na świecie. - Najbardziej będzie mi brakowało lotów Air Force One, tego że nie przejmowałem się korkami i kuchni Białego Domu - mówi w wywiadzie ustępujący prezydent USA.
Też mi wiadomość - powie ktoś. A moim zdaniem to wiadomość bardzo ważna. Bo ona pokazuje nie tylko kim są politycy. Ona pokazuje również, czym jest polityka. Co pokazuje? Że politycy, to nie żadni nadludzie, ale tacy sami śmiertelnicy, jak my wszyscy. Że polityka jest taką samą dziedziną ludzkiej działalności jak układanie chodników z kostki betonowej. I jedno i drugie można robić dobrze, przynosząc pożytek wielu ludziom. I jedno i drugie można sfuszerować, powodując, że iluś ludzi poniesie szkodę.
Politycy i media w jednym są zgodni. Usiłują przedstawić politykę jako działalność wyjątkową, wyjętą spod zasad rządzących całą resztą ludzkiej egzystencji, w tym przede wszystkim niepodlegajacą normom moralnym. Natomiast politycy mają się jawić „zwykłemu” człowiekowi jako postacie znacząco wyrastające ponad szary tłum, a więc posiadające zdecydowanie więcej praw, mogące złamać znacznie więcej ogólnoludzkich zasad i przepisów oraz w ogóle wymagające szczególnej ochrony. Bo przecież sprawują władzę. Nawet jeśli ten czy ów polityk w kampanii wyborczej brata się ze społeczeństwem i narodem, prezentując się jako ten zwykły i normalny, „jeden z nas”, to niemal natychmiast po zdobyciu jakiejś funkcji daje znać, że to była tylko gra pozorów, bo przecież on nie jest jakimś tam zwykłym Kowalskim, tylko „wybrańcem”. Kimś, komu należą się przywileje za sam fakt, że udało mu się zdobyć poparcie jakiejś liczby głosujących (nie musi to być zresztą wcale wielka liczba).
Wypowiedź kończącego urzędowanie amerykańskiego prezydenta dowodzi nie tylko, że jest on zwykłym człowiekiem, chociaż przez osiem lat decydował o losach sporej części ludzi zamieszkujących ziemski glob. Pokazuje, jak wielką wagę przywiązuje on do przywilejów, dzięki którym nie musiał znosić mniej lub bardziej drobnych uciążliwości codziennego życia, doświadczanych przez miliony potomków Adama i Ewy.
Kilka dni temu na trasie Warszawa-Katowice musiałem razem z całym tłumem innych kierowców ustąpić pędzącej niezgodnie z przepisami kolumnie limuzyn eskortowanych przez kilka radiowozów. Nie wiem, kto jechał, bo szyby były zaciemnione. Pewnie jakiś ważny przedstawiciel władzy. Nie wiem, jaka to wielkiej wagi sprawa dała mu prawo, aby jechać dwa razy szybciej niż w tym miejscu było wolno. Ale z troską myślę, co on pocznie, gdy zdarzy mu się stracić władzę. Czy będzie w stanie wrócić do korków i zwalniania co chwilę do siedemdziesięciu kilometrów na godzinę?
Tekst wygłoszony na antenie Radia eM
Na piątek: Zatrzymywanie zegarów


Komentarze
Pokaż komentarze (2)