Słabą kopią Moniki Olejnik okazał się dzisiaj Kamil Durczok. Właśnie oglądam w TVN i dyskusję z udziałem Rotfelda i Roszkowskiego. Kamil Durczok starał się, jak mógł, by przeforsować tezę, iż Andrzej Wajda przemówił głosem skrzywdzonego ludu, który w skrytości ducha nie chce widzieć pary prezydenckiej na Wawelu, tylko boi się głośno przemówić. Durczok znowu poruszył wątek pt.: "Kto za tym stoi?" i powołał się przy tym na odgłosy prasy zagranicznej, w której znowu głośno o tym, że w Polsce spokój dobiegł końca (znowu ten Kaczyński, tym razem pewnie Jarosław).
Na głos rozsądku Roszkowskiego liczyłem apriorycznie. I nie zawiodłem się. Mile zaskoczony jestem również postawą Rotfelda, który w delikatny sposób kilkakrotnie skarcił Durczoka w ten sposób, że mamy teraz super poważne problemy logistyczne (przyjazd największej świty w historii Polski), a tymczasem media koncentrują się na wątkach nieistotnych, przesądzonych i kompletnie niepotrzebnie podgrzewają atmosferę, podczas gdy miliony ludzi oczekują powagi i skupienia.
Durczok kilka razy zafundował widzom grymas na twarzy, dzielnie usiłował pociągnąć wątek sięgając po wydruki z portali internetowych, ale ponieważ rozmówcy w studio byli w tej sprawie wyjątkowo zgodni, odpuścił sobie. Ba! Był chyba lekko skonfundowany, że Rotfeld nie tylko nie podchwycił podrzuconego przezeń wątku z inicjatywą Wajdów, ale odniósł się doń z dużym dystansem.
Oj, Durczok, Durczok, w tym miesiącu nie będzie ekstra premii!


Komentarze
Pokaż komentarze (22)