Joanna Kluzik-Rostkowska założyła stowarzyszenie polityczne, które na razie przypomina mi wyrób czekoladopodobny z czasów PRL. Być może z czasem Polska otrzyma wyrób pełnowartościowy, smaczny i zdrowy. Tego nie wiem, ale wiem, iż argument Marka Migalskiego (jednego z założycieli) o trafionej dacie założenia (trzecia rocznica rządów PO) jest wyjątkowo słaby. Ważniejsze jest bowiem moim zdaniem to, że w najbliższą niedzielę odbędą się wybory samorządowe.
Załóżmy, że PiS osiągnie bardzo słaby wynik w najbliższych wyborach. Co powie nam prezes Stowarzyszenia? Że przewidywała taki obrót rzeczy? A co odpowie na pytanie, że sama przysłużyła się do wyniku, który teraz kontestuje?
Prawdziwym sprawdzianem Stowarzyszenia będzie jego stosunek do głównych partii politycznych oraz do mediów. Z ciekawością i zainteresowaniem będę przyglądał się jego pierwszym działaniom. Widać, że JK-R chciałaby koncentrować się na kwestiach społeczno-gospodarczych. Z drugiej strony nie wiem, czy Stowarzyszenie będzie w ten sposób atrakcyjne dla większej grupy wyborców. Jak znam polskich funkcjonariuszy mediów, członkowie Stowarzyszenia będą ciągani w stronę wyrazistych poglądów i wypowiedzi. Czym to się może skończyć? Jeśli mają siłę wulkanu, wtedy stać ich będzie na nową jakość, włącznie z powstaniem partii. Jeśli nie, skończy się na mało odczuwalnych ruchach tektonicznych i drobnych infradźwiękach.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)