Tak wynika z nieprawomocnego wyroku warszawskiego sądu rejonowego. Powód? Brak ustawowych znamion czynu zabronionego.
Idzie tutaj o głośną sprawę. JK powiedział o JK, że ten ostatni jest agentem "śpiochem" drugiej strony, nawiązując tym samym do rosyjskich agentów "śpiochów". W związku z tym JK wyciągnął daleko idące wnioski co do tego, iż drugi JK najpierw wkradł się w łaski prezesa PiS, załatwił pozytywnie kilka drobnych spraw, czyli uwiarygodnił się, a następnie torpedował ważne śledztwa, w tym dotyczące mafii paliwowej.
Ponieważ proces o zniesławienie dotyka na ogół drażliwych kwestii osobistych, zasadą jest wyłączenie jawności postępowania. Nie wiemy zatem (póki co), jak sąd uzasadnił swoje orzeczenie. Możliwości domniemywań jest wiele, począwszy od wadliwie skonstruowanego prywatnego aktu oskarżenia, a skończywszy na tym, że JK rzeczywiście okazał się agentem drugiej strony.
Janusz Kaczmarek nie ma, oczywiście, lepszego wyjścia, aniżeli zaskarżyć wyrok. Ciekaw jestem jednak, czy nasi "dociekliwi" dziennikarze śledczy podrążą temat i spróbują ustalić, co kryje się za decyzją sądu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)