46 obserwujących
1193 notki
657k odsłon
126 odsłon

Nikt mi nie da następnej szansy

Wykop Skomentuj3

„Tym się różni PiS od PO. To jest partia demokratyczna, która daje mi całe instrumentarium i mówi: «Walcz, chłopie!»”. Nikt mi jednak nie pozwoli przegrać tych wyborów, następnych i prezydenckich. Nikt mi nie da następnej szansy”, mówi przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Łukasz Pawłowski: Co pana różni od Mateusza Morawieckiego?

Grzegorz Schetyna: To, że on jest populistą. Mam też większe doświadczenie w polityce, bardziej stabilne poglądy i nie podlegam prezesowi Kaczyńskiemu.

ŁP: Pytamy nieprzypadkowo, bo panowie jesteście z jednego miasta, zaczynaliście w jednej organizacji: Solidarności Walczącej. Kiedy rozeszły się wasze drogi?

On nie mógł być aktywnym działaczem Solidarności Walczącej.

ŁP: Twierdzi, że był. To samo mówił mi Wojciech Myślecki, który go do niej wprowadzał.

Być może dopiero pod koniec lat 80. Morawiecki był synem jednego z najbardziej poszukiwanych ludzi w Polsce, a w związku z tym osobą pod specjalnym nadzorem, ponieważ cały czas obserwowała go Służba Bezpieczeństwa. Nie da się w takiej sytuacji – kiedy funkcjonuje się publicznie – być członkiem tajnej organizacji tropionej przez SB.

Tomasz Sawczuk: Można jednak powiedzieć, że wywodzicie się panowie ze wspólnego środowiska. Jak to się stało, że wasze drogi się rozeszły?

Moja droga polityczna zaczęła się podczas strajków w 1981 roku, kiedy rozpocząłem studia. Czasami bywa tak, że kilka lat różnicy zmienia całą życiową drogę. Ale rzeczywiście środowisko studentów Instytutu Historii we Wrocławiu, gdzie studiował także Morawiecki, było sobie wtedy bardzo bliskie, także w sensie poglądów. Jeśli szukać paraleli między mną a Morawieckim, powiedziałbym, że bardzo podobnie podążaliśmy od lat 80.

ŁP: Do kiedy?

Czas wspólnej drogi, ewolucji poglądów, budowania pozycji – to wszystko skończyło się w 2014 roku, kiedy on zostawił współpracę z Tuskiem, a wybrał Kaczyńskiego.

ŁP: Dopiero w 2014 roku?

Myślę, że tak. Miałem z nim kontakt jeszcze wtedy, kiedy był prezesem banku, był w Radzie Gospodarczej przy premierze, współpracował bezpośrednio z Tuskiem i Janem Krzysztofem Bieleckim jako szefem Rady. Bardzo intensywna była ta współpraca.

ŁP: Naprawdę?

Nie ze mną.

ŁP: Z Tuskiem?

Tak.

ŁP: Twierdzi pan, że Mateusz Morawiecki blisko współpracował z premierem Donaldem Tuskiem?

W sensie zaangażowania w Radę Gospodarczą, w doradzanie. Przecież mówiło się, że ma być kandydatem na ministra finansów, pamiętacie?

ŁP: To są pogłoski.

No właśnie, „mówiło się” [śmiech]. Ale okazało się, że Morawiecki wysiadł na przystanku PiS i wylądował u Kaczyńskiego.

TS: Czyli mogłoby się skończyć tak, że bylibyście w jednej partii?

Jeżeli nie zboczyłby z tej drogi, to tak.

TS: Jak pan rozumie jego decyzję?

Koniunkturalizm. Nie znam tego Morawieckiego, którego słyszę od trzech lat.

ŁP: A jakiego pan zna? Tego, którego słychać na nagraniach z restauracji Sowa i Przyjaciele?

Znam go jako człowieka, który robi karierę w banku, bardzo inwestuje w siebie i jest absolutnym liberałem, Europejczykiem, osobą otwartą. Nigdy bym nie pomyślał, że może skończyć między Brudzińskim a Suskim. A dziś widzę ewolucję – i to nie tylko u niego, ale u całej rodziny.

TS: Teraz jesteście panowie liderami – Morawiecki jednym z liderów – dwóch obozów politycznych, które prowadzą starcie niemal na śmierć i życie. 30 lat temu takie linie podziałów były nie do pomyślenia.

Zdarza się.

TS: Co się zdarzyło?

Rok 2005. To był początek podziału. W 2002 roku Platforma i PiS szły razem do wyborów samorządowych. Razem ustalaliśmy listy. Kaczyński mówił wtedy Tuskowi, żeby na rozmowy wysłać po jednym najbardziej zaufanym człowieku, aby uzgodnić warunki współpracy. Tusk wskazał mnie, a Kaczyński – Jasińskiego, który potem został szefem Orlenu, a wcześniej był w PZPR.

Cały czas koordynowaliśmy aktywność w ramach parlamentarnej opozycji. Wszystko pękło w 2005, kiedy PiS zaczęło w kampanii atakować Platformę. Pamiętacie ten słynny spot ze znikającymi towarami z lodówki?

TS: Oczywiście, Polska solidarna przeciwko Polsce liberalnej.

Przyczyną była rywalizacja Lecha Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem w wyborach prezydenckich. Jarosław Kaczyński uważał, że Lech musi być prezydentem i to jest warte każdej ceny.

TS: Pan opowiada tak, jakby realne przyczyny tych podziałów były bardzo płytkie. A dziś podziały wydają się bardzo głębokie.

To kwestia czasu. Rów Mariański też nie od razu był głęboki.

TS: Dziś te różnice są bardziej realne niż wtedy?

Tak, bo dziś są obudowane prawdziwymi emocjami, historią, kolejnymi wyborami i rządami PiS-u w latach 2005–2007 oraz zwłaszcza od 2015 roku.

ŁP: Pytamy o to wszystko, bo chcielibyśmy, żeby odniósł się do tego często stawianego zarzutu, że de facto różnice między PO a PiS-em są niewielkie, a biografie polityczne polityków obu partii podobne. Z Morawieckim, jak sam pan powiedział, rozeszliście się ledwie w 2014 roku.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale