Leszek. Leszek.
131
BLOG

Tzw. Teologia Krzyża - 2

Leszek. Leszek. Rozmaitości Obserwuj notkę 4

W każdym razie - jak widać chrześcijanie karmieni są powszechnie nie tyle może Ewangelią ile fałszywą teologią
Ma to rzecz jasna głębsze implikacje ale o tym w następnej notce.

Jakież rodzi więc implkacje głoszenie fałszywej teologi? I czy są one istotne skoro nie zaciemniają czy też nie wypaczają głównego sensu Ewangelii, czyli zbawienia przez wiarę?
Czy zajmowanie się takimi "szczegółami" nie jest przypadkiem talmudycznym dzieleniem włosa na czworo albo co gorsze - nie jest to wszczynaniem sporów "o rodowody" przed czym przestrzega i to nie raz  Paweł czy Jakub?

Obawiam się, że wręcz przeciwnie - bowiem jest to wyraźne zubożenie Ewangelii i pozbawienie jej istotnych elementów.
Cóż łatwiejszego niż powiedzieć - "Zbawienie jest z wiary, uwierz a Ofiara Jezusa załatwia już całą resztę".
Jest to oczywiście prawda, tyle tylko że jednak prawda mocno okrojona.

Cóż bowiem znaczy "uwierz"?
Przecież nie chodzi to tylko o przyjecie intelektem istnienia Boga i tego, czego Bóg dokonał - Pismo mówi, że "Demony również wierzą" a wolno domyslać się, że mają solidniejsze do wiary podstawy jako istoty jednak duchowe.
Częścią owej nowoczesnej teologii jest ślicznie brzmiące twierdzenie o obrzydłym formaliźmie podparte (a jakże) stosownym wersetem :
"który też uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia." z 2 Kor 3 co jakoby dowodzi tego, że "teraz" to już wierni niejako "sami z siebie" wiedzą jak postępować w życiu i deprecjonuje Prawo.
Sami z siebie - bo przecież Bóg w momencie nawrócenia każdemu "prawa swoje na sercu" wypisuje, przeto nie ma potrzeby żadnej ich kodyfikacji.
Rzecz jasna - nie przeczę temu w zaden sposób, choć i ludzie którzy w zyciu o Jezusie nie słyszeli znalazłszy na ulicy sto złotych podświadomie rozglądaja się ukradkiem wiedza bowiem, że to nie ich pieniądze co sugerowałoby że wszyscy coś tam na tym sercu maja zapisane... 
Jednak czytajac Pismo nie poczyniwszy sobie żadnych wcześniej założeń co najmniej trudno jest dojść do wniosku o jakiejś szczególnej odmianie człowieka w momencie nawrócenia z tej prostej przyczyny, że jest on wprost sprzeczny z tym, co mówi ono o naturze człowieka.
Co więcej - dopuszczając taką interpretację należałoby uznać, że Pismo jest do niczego niepotrzebne a to już przeczy choćby temu, co ten sam Paweł w 2 Tym 3 o Piśmie mówi:
"
Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany."
Sporo o tym można by się rozwodzić, ale nie bardzo jest sens - Jezus przestrzega przed "rozwiązywaniem" najmniejszego choćby przykazania (Mat 5), warunkuje wejście do żywota (czyli uzyskanie życia wiecznego a więc zbawienia) od przestrzegania przykazań (Mat 19) i stwierdza wprost, że przestrzeganie przykazań jest oznaką miłosci do Niego (J 14), a co więcej swoją miłość uzależnia od przestrzegania przykazań (J 15).
Przywoływany Paweł w 1 Kor stwierdza w kotekście prawa, że jedynie przestrzeganie przykazań ma znaczenie a Jan w 1 J mówi powtarzając za Jezusem, że kto przykazań nie przestrzega twierdząc że zna Boga - ten kłamie a co więcej - wprost stwierdza, że właśnie na przestrzeganiu przykazań polega miłość ku Bogu.

W poprzedniej notce wykazałem (mam nadzieję) że w żaden sposób nie można twierdzić, jakoby "dwa przykazania miłości" stanowiły całość wymagań Boga wobec człowieka, że nie można twierdzić, jakoby były one kwintesencją Dekalogu czy też że streszczają w sobie Prawo jakie Bóg dał ludziom za pośrednictwem Mojżesza.
Piszę o tym dlatego, że zawsze - ZAWSZE kiedy słyszę od chrześcijan ze "teraz obowiazują nas dwa przykazania miłosci a prawo wypełnił Jezus" towarzyszą temu co najmniej dziwaczne teorie - poczynajac od "teologii wyzwolenia" przez "teologię sukcesu" po pozbawione sensu wywody czy to o predestynacji lub niemożnosci utraty zbawienia i ekumenię.
Opowieści o nieoobowiazujacym jakoby juz Prawie (pomijajac brak umocowania w Piśmie takich twierdzeń) wiodą wprost do tego, co protestanci wszystkich czasów (pisząc "protestanci" mam na mysli ludzi odrzucajacych odstępczy "kościół" katolicki) stawiali jako głowny zarzut wobec katolicyzmu - uzurpacji prawa należnego jedynie Bogu czyli okreslanie wymagań Boga wobec człowieka.

Co ciekawe - wszyscy przy tym upieraja sie, że kto jak kto, ale oni to już na pewno twardo stoja na gruncie Bibli i nawet przez moment nie odstępują od tego co tam napisano.
Nie wypada im zarzucać klamstwa ale czytając na przykład narzekania Pawła tyczace jego zmagań z grzechem powatpiewać należy w prawdziwość twierdzen o "automatycznej" przemianie człowieka a że wskazuje on przy tym na Zakon jako na źródło wiedzy o grzechu - wątpliwości tylko wzrastają.Komu jak komu ale Pawłowi nikt chyba ani żarliwości ani szczerości ani wiedzy odmowić nie może a jednak napisał co napisał...
Więcej - po cóż nam Nowy Testament, jak nie dla nauki?
Wszak Listy adresowane były do tych co te już przykazania mają "na sercu"?

Czym bowiem jest Prawo?
Albo inaczej - jakie są cechy Prawa danego ludziom przez boga i w jakim celu Bóg obarczył nas obowiazkiem przestrzegania go?
Większoąść chrześcijan zgodzi się że Prawo - wszystkie jego zakazy i nakazy, obowiązki i ograniczenia z niego wynikające są dane wyłącznie dla dobra ludzi i są jednocześnie wyrazem Bożej Sprawiedliwości i Miłosci.
Pomijam ciekawe zjawisko, że takiego zdania są zawsze wtedy, kiedy rozmowa toczy się ogólnie na temat (Bożego Prawa ale kiedy zbacza na koniczność jego przestrzegania jak spod ziemi wyskakują "dwa przykazania miłości"...)
Skoro więc jest zgoda co do charakteru prawa jakie Bóg raczył dać ludziom i nie podlega przy tym dyskusji fakt niezmienności Boga - skąd więc pomysł amputacji Zakonu i pozostawienie ogólników w postaci "nakazu miłości"?
Skąd ta chęć tłumaczenia słów Jezusa "Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie." w sposób jakiego nie przyjmie średnionawet rozgarniety pieciolatek?
Oto bowiem wedle tej teologi należy to odczytać jako "nie mniemajcie że przyszedłem prawo znieść ale aby je znieść i choć nigdy ono nie przeminie to własnie przeminęło"...

Powtórzę raz jeszcze - amputacja Prawa do nieporadnych i niewiele mówiących w oderwaniu od całosci przekazu Pisma ogólników to wprost otwarcie drzwi (wraz z wyłożeniem czerwonego dywanu) do tego, by Słowo Boże rozmyć i traktować je instrumentalnie jako narzędzie do wprowadzania najrozmaitszych ludzkich nauk sprzecznych Biblią.

 

 

Leszek.
O mnie Leszek.

Osobnicy o inteligencji niższej lub równej inteligencji owczarka niemieckiego, trolle a także gawędziarze nie potrafiący rozpoznać meritum notki na tym blogu banowani są niezwłocznie i z przyjemnością.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości