Dzisiejsze upokorzenie to jest łączny produkt poczucia ignorancji i impotencji.Impotencja bierze się stąd, że różne sprawy nas zaskakują. Zygmunt Bauman
Tradycyjnie - kilka mych spostrzeżeń po salonowym Live z Rolexem.
Inicjację zaliczył via skype - ale szczytowania nie mogło być - bo jak sam Rolex zażartował, on był spiskowcem stojącym za wywrotką techniczną.
Jedna rzecz mnie wczoraj uderzyła - że gdyby nie znać wpisów Rolexa - widz miałby spory problem z usytuowaniem jego preferencji politycznych.
Zauważyli to także sympatycy Blogera i sklasyfikiwali to jako wadę wczorajszego spotkania. Nie tyle wadę Rolexa - bo jakże to tak, co uchybienie Igora - który podał nam na urealnionej tacy bezbarwnego blogera.
Przed samym wywiadem egzaltowane sygnały radości - że gościem będzie wreszcie porządny człowiek.
A priori pojawiły się podziękowania dla samego Igora za sam pomysł - by już chwilę po livie zaczęło się dezawuowanie dziennikarza, za formułę wywiadu.
Zawsze powtarzam - najpierw jest człowiek, daleko potem polityka.
Nieświadomie i Rolex udokumentował tę kolejność.
Skanowałam go więc jako faceta, a nie autora swych wpisów.
Rzadko zdarza się, by wypowiedź ustna była bardziej skonkretyzowana, spójna, niż słowo pisane.
U Rolexa właśnie tak jest.
Z lekkością, wyraźną swadą obrabia wątek, nie gubiąc waloru ekonomii słowa.
GPS konkluzji mocno przypięty do głównej nitki autostrady zagadnienia. Zero dróg krajowych, objazdów - no ale emigrant:-)
Paradoks polega na tym, że w wywiadzie jawi się jako wyrazisty facet - bo jego pióro tym nie pachnie.
Właściwie tylko jeden głos znalazłam podkreślający zalety tego wywiadu - ze wskazaniem błogosławionego dystansu - który jest wartością deficytową nie tylko w polityce, ale i na tym portalu.
Dominują skargi, że Igor nie wydobył z Rolexa, to co najważniejsze.
Moment.
Jeśli dysponuje się blogiem gościa - tam nasycić swe oczkiwania. Wywiad, to nie drapaczka świądu naszych oczekiwań.
Dysponowali marnymi 30 minutami - a gospodarz ma prawo do takiej czy innej kompozycji kontekstowej tego czasu. Akces Rolexa też jest tam mocno wpisany.
Jeśli sięgnąć po aspekt body language - to wczorajszy gość wypada najlepiej z tych, którzy byli przed nim.
Wyraźny luz, swobodnie rozstawione kolana, żadnego przykurczu mięśni twarzy, czy porażenia splotu słonecznego.
Pozostawię kwestię, czy to efekt takiej czy innej osobowości, czy już kilka lat w innych realiach - przyjaźniejszych dla biografii.... jak podkreśla sam Rolex.
Bo zawsze jest tak, że inaczej zareaguje Japończyk, którego goni fala tsunami - niż dziennikarz odległej stacji TV opisujący biegnącego Japończyka.
Skąd u mnie zestawienie Rolexa ze smakowitym obrazem filmowym Lęk pierwotny?
Tu nawet nie chodzi o palestrę.
Jest taki moment, w którym Rolex niejako rozróżnia siebie, swoją postawę: na faceta tam w studio, na emigranta, na zakotwiczonego w Anglii mężczyznę - i na zakręconego Rolexa na Salonie 24.
Niby detal - ale wyjaśnia wiele.
Lookając na niego wczoraj - nie przyjdzie do głowy pojęcie, jakiego sam użył - zakręcony.
Lęk pierwotny, mnogość scen tego filmu - rozgrywa się na sali sądowej.
Analogia jednak kryje się w rewelacyjnie przemyślanej strategii oskarżonego.
Kto zna - ten wie o czym mowię.
Na filnalne pytanie wydymanego snadnie Ryśka, że nie było więc żadnego Roya /socjopatyczna osobowość oskarżonego/, chłopak odpowiada:
- Nie było żadnego Arona! /wycofana, nieporadna, cicha osobowość/.
Niezadowoleni z wywiadu chcieli zobaczyć Roya.
A dostali Arona.
Tylko co Rolex odpowiedziałby na pytanie R. Gere?
Że jak to z nim naprawdę jest?
:))))


Komentarze
Pokaż komentarze (31)