W nocy tak szybko odpłynęłam uspokojona, że nie zdążyłam zgasić TV.
O poranku - na granicy strefy onirycznej i przebudzenia pojawiła się muzyka. Była w takim klimacie, że nie postawiła mnie na nogi - odpłynęłam słodko ponownie - ale jedno słowo z tła - zarejestrowałam.
Potem wg hasła - poszukałam w necie.
Tak, jak z definicji jestem odporna na reklamy - także z wiedzą o podprogowych próbach uwiedzenia - tak potrafię docenić warsztatowo zrobiony spot.
Czyli montaż, tempo zmian ujęć, tło muzyczne, ekspozycja detali etc...
To nie reklama sprawiła, że kocham fotografować.
Pierwszy aparat dostałam, gdy miałam 10 lat i nie dlatego, by zarazić mnie pasją - tylko, że pasja już we mnie pulsowała i prezent był odpowiedzią na ów głód.
Muza, która przebiła się przez mój sen - pochodzi z reklamy.
Pomysł spodobał mi się szalenie.
Nie tylko dlatego, że świetnie zrobiony projekt - ale dlatego, że sprawnie eksplikuje główne nerwy mej pasji.
Mogę spokojnie powiedzieć, że aparat jest moim organem wewnętrznym.
Gdy okresowy brak - czuję się jak po amputacji...
Intencjonalność...
Nie trzaskam fot dla efektu artystycznego. Uzyskany jest przypadkiem.
Moja pasja wywodzi się z chęci zatrzymania chwili, by nie uronić pozornie banalnego zdarzenia, by wydrwić nurt czasu.
By wracać do formaliny ujęcia i przeżyć....ponownie.
Fotografia jest moim wzruszeniem, zabawą, przeżyciem wielobarwnym, nawet gdy.... czerń i biel.
Tak więc owa reklama z poranka i mała galeria z opisem fotek.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)