ladynoprofit ladynoprofit
521
BLOG

Pół litra Odwagi

ladynoprofit ladynoprofit Rozmaitości Obserwuj notkę 10

Milczenie i słowo w walcu wiedzy, kiedy spaja ich adekwatność zaistnienia.

Nie kopią się po kostkach, choć czasem przytulają się do siebie, gasząc granicę ich rozróżnienia.

Słowo jak słowo - czasem spływa nurtem po szyi z upału przez siebie poczynionym.

Cisza wymaga słuchu absolutnego.

Tak jak uważny kochanek nigdy nie zapyta, czy miała. On wie.

Słowo bez ciszy nie ma wartości. Odwrotnie podobnież.

Jest taki atawistyczny lęk przed usłyszeniem siebie, najbardziej gdy usta zasznurowane brakiem okazji do ich uchylenia.

Zewnętrzny szum kusi - zostaw swój świat - tyle mam towaru do przemyślenia.

Tylko że me słowo dla innych to kruszec. Ja tu jestem jedynym jubilerem. Bo we własnej sprawie.

A jeśli tak - nie poparzę tombakiem karminu mej intencji zamkniętej w splocie głosek czy liter.

Bo to boli /mnie boli/, zawstydza, rozpościera się martwicą post factum.

Dlatego nie.

Muszę wiedzieć i czuć zanim zanim koperta frazy wysłana z mej duszy.

Ale tu konieczny jest też inny walc.

Wysoki Pan Kontynent tego, co wokół mnie i Malutka ja z nosem na wysokości jego piersi.

To nic, że tętno-takt przemyśleń i wsłuchań innymi korytarzami krwiobiegu. Ważne by nie pod prąd w imię zabawy w kontestację.

Odmienność tak, ale już nie zabawą w nią.

Bo i odmienna anatomia szansą na zespolenie.

To walc. Ten pierwotny, oczywisty.

Tylko czasem tęsknota, by ktoś ujął za łokieć, kibić, czy po prostu dłoń i wyprowadził pod odseparowane wyborem niebo od innych tańców, dla nowych okoliczności - o których mówią - że warto dla nich żyć.

A może się mylą w kolektywnym złudzeniu...
Ale gdy to wiemy, gdy rozumiemy, że nikt z nas nie ma monopolu na prawdę, że nie doświadczamy na co dzień prawdy absolutnej, możemy nie utożsamiać się z nawykowym, chaotycznym umysłem.
Renata Arendt - Dziurdzikowska

Kiedy się trafia na karykatury intelektualne, etyczne, moralne - przychodzi na myśl refleksja Krzysztofa Ligezy:

"Polska to dzisiaj groteskowe, pogrążone w politycznym rozpasaniu, gospodarczym chaosie i społecznym marazmie państwo, wzdłuż i w poprzek którego snują się hordy sparciałych umysłów, zgangrenowanych ambicji, opustoszałych serc i zdruzgotanych sumień.

Kraj, w którym historię objaśniają nie księgi, lecz cmentarze. Państwo dryfujące oceanem ludzkich krzywd: zapomnianych zbrodni, bezkarnych katów i niemych pomników wzniesionych nad grobami milczących Ofiar. Ani sprawiedliwe, ani praworządne. Zafałszowana historia, utytłana teraźniejszość i zrujnowane perspektywy.
Kraj utraconych złudzeń i niespełnionych oczekiwań. Zmarnowanych szans i bezpłodnych obietnic. Jałowych projektów i nonsensownych rozstrzygnięć.

Kraj, w którym patologia zawłaszczyła normę, a grzech rozpełzł się po ulicach. I nawet jeśli „Jeszcze Polska nie zginęła...”, to sam nie wiem.

Kwadrans przed śmiercią każdy jest jeszcze żywy, a to państwo bardzo już cuchnie. Ono nawet z wierzchu nie wygląda przyzwoicie – a wewnątrz gniją polskie dusze. Jak to parę lat temu ujął Stanisław Michalkiewicz: „Smród wywołany rozkładem państwa po prostu zapiera dech, ale wszyscy udają, że tego nie zauważają, usiłując zachowywać się, jak gdyby nigdy nic”.

Najbardziej ekonomiczna forma bycia. Nie tracisz energii na udawanie kogoś innego. Sobie i innym oszczędzasz rozczarowań. Sprawy wyjaśniają się szybciej: albo jesteś akceptowany, albo ta osoba, nie jest dla ciebie.

Najważniejsza, jest świadomość. Jeśli ktoś ma głęboką świadomość swojej osoby, jest dobrze „zainstalowany” w swoim wnętrzu, to jest sobą zawsze. Takie bycie jest różnorodne, wielobarwne, ale zawsze prawdziwe.

Paweł Deląg powiedział kiedyś, że słowo potrafi rozładować napięcie znacznie lepiej, niż lewy sierpowy. I wbrew pozorom jest to stanowczo bardziej męskie rozwiązanie sporu.

Wolność to bycie z ludźmi, słuchanie ich i rozumienie bez osądzania. Tymczasem mężczyzna walczy. Drugi człowiek jest po to, by się z nim zmierzyć. I wygrać. Pokonać przeciwnika.

Los ciągle mnie wpycha do muzeum zgubionych penisów.

To pytam ciecia, dlaczego gubią.

On znudzony unosi brew i mówi:

- Wszystkie klejnoty w gablotach to od asekurantów i lękliwych bez powodu.

Wystawione - nie podniecają, są aseksualne, smutne w swej alienacji od właściciela.

Czasem jedna łza na główce, bo zapomniała wyschnąć w tęsknocie za swym panem.

I tylko me zdziwienie, że można być sprawnym seksualnie, choć penis w gablocie.

Chcę innych doświadczeń, niż owo stęchłe muzeum.

Delikatności mężczyzny w stanowczym uścisku mej dłoni.

Męskiej stanowczości w delikatności rozumienia mnie.

By jego wejście we mnie nie było reakcją na argument lędźwi, ale argumentem na potrzebę smakowania mnie wyżej, bardziej, mocniej - niż anatomia pochwy.

Żyć za mało - to nie zawsze nasz wybór.

Ktoś musi polać....

Choć od czasu do czasu...

Łyskaczem Odwagi...

 



Zakochana w suwerenności. Smakoszka autentyzmu. Ze słabością do erekcji intelektu. ministat liczniki.org

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości