Pamięć, że wkrótce umrę, była najważniejszym instrumentem ułatwiającym mi podejmowanie kluczowych życiowych wyborów.
Bo niemal wszystko, czego chce od nas świat - nasza duma, nasze obawy przed zbłaźnieniem się i porażką - nikną w obliczu śmierci, a zostaje tylko to, co naprawdę ważne. Pamięć o tym, że zaraz umrzesz, to najlepszy sposób na uniknięcie pułapki, która ci mówi, że masz coś do stracenia. Przed światem stoisz nagi. Nie ma powodu, byś nie podążał za głosem serca. S.Jobs
Uważa się, iż wszystko rozgrywa się pomiędzy: miłością a lękiem.
Istnieje też mniej popularna teza, że pomiędzy: strachem a wstydem.
Niby pokrewne tandemy stanów emocjonalnych - ale nie do końca tożsame.
Co nas bardziej tresuje, dyscyplinuje, knebluje: strach czy wstyd?
I kolejne pytanie: czego dotyczy wstyd, czym jest tak naprawdę?
Ten atawistyczny wstyd powoduje, że nawet osoby od urodzenia niewidome - zawstydzone... chowają twarz w dłoniach - by nie było widać ich wstydu.
Ale wstyd ewoluował.
Nagość ciała już nie jest problemem, natomiast duszy wciąż i wciąż.
Temat seksu nie jest już wstydliwym tabu - ale tylko pozornie.
Zalani jesteśmy nagą ikonografią, potrafimy opwiedzieć dowcipy erotyczne, zdradzić detale techniczne z alkowy - ale mało kto potrafi o własnej seksualności - która obejmuje więcej niż strefę genitalną, pozycje i księgowość orgazmów.
Nie wstydzimy się kraść, oszukiwać, deprecjonować bliźnich - ale imadło wstydu odbiera oddech, gdy mamy sięgnąć po mocno zakopaną intymność naszych przeżyć emocjonalnych.
Dokonał się specyficzny transfer wstydu - który drzewiej był naturalnym echem występków, nieprawości - a obecnie odpala się przy prawdzie.
I nie przy każdej prawdzie.
Prawda nienawiści, pogardy - swobodna jak latawiec bez dłoni na sznurku.
Zawstydza nas dobro, piękno - nasze i innych.
Dlatego moderacja czynu, słów poprzez ławę przysięgłych Wstydu straciła na znaczeniu. Przysięgli przekupieni przez strach.
A strach knebluje sumienie, koroduje wartości - jest tak silnym bodźcem, że i wstyd już nie ma znaczenia. Dlatego nie pojawia się w ogóle.
I paradoks. Bo nie ten strach, który starają nam się wmówić inni - ale ten siedzący w kucki przy drzwiach kuchennych, którego się wstydzimy i nigdy nie przyznamy się do jego obecności pod dachem naszych emocji.
Ale on jest - objada się zawartością lodówki kompleksów, zamrożonych zranień, zamarynowanych odrzuceń etc.
Strach może być demiurgiem naszych czynów - zwłaszcza wtedy, gdy nie ma szans przejść przez filtr wstydu.
Każdemu z nas zdarzyło się wstydzić za kogoś innego - nawet jeśli to obca nam osoba.
Bywają sytuacje, że wstyd pojawia się a priori.
Można pomylić go ze strachem, lękiem - ale to pure wstyd.
Jeszcze nic sie nie dokonało i nie dokona się - bo już pulsuje w nas wstyd.
To niedobry wstyd - bo odbiera nas światu, innym, szansom.
On też nie bierze się próżni.
Przykre wspomnienia tak przeczołgają zamiar - już sam zamiar - że ląduje on w koszu zaniechania.
Wstyd powinien chronić, a nie obcinać skrzydła.
Czy wystarczy świadomość śmierci, by uwolnić się od więzów wstydu? Czy nieuchronność faktycznie zbliża nas do rzeczy ważnych, istotnych?
Tak powinno być, jest to więcej niż logiczne.
Z drugiej strony co tam śmierć - która zamyka księgę życia, jeśli jeszcze otwarte stronice pachną świeżą farbą drukarską wstydu, albo strachu...
Inne tematy w dziale Rozmaitości