ladynoprofit ladynoprofit
710
BLOG

Lot na jednym silniku, albo...

ladynoprofit ladynoprofit Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Nie jest tajemnicą dla mych wiernych Czytelników, że kocham latać.

Powiedzieć kocham, to nic nie powiedzieć.

Jest w tle głowy myśl, że zawsze coś może się stać, ale taka jakaś anemiczna ta myśl,  no słabizna - że nie psuje mi zabawy.

Z drugiej strony mało kto zalogowany na pokład uświadamia sobie mocno, że właśnie oddaje swoje życie w dłonie kapitana lotu.

Gdy niedawno wspomniałam o mej miłości do latania, moja znajoma Kasia -podrzuciła mi swój filmik, z najgorszego dnia swego życia. 28 kwietnia - dzień po mych urodzinach. Co przeżyła - na filmie jej autorstwa.

No ale, kiedy Ona mi o Mediolanie, to ja jej historię, w której nie uczestniczyłam - dziękować Bogu, ale która zahaczyła o mnie.

Jeden z moim Czytelników - Polak na obczyźnie, ale od dziecka. Wykładowca uniwersytecki teozof -  opowiedział swoją historię życia. Jak to najpierw rumuński TIR zdmuchnął z autostrady jego żonę. Na amen...

Chwilę potem zmarł jego ojciec, więc jego córka Helena studiująca w Mediolanie - wsiadła w samolot, by być na pogrzebie dziadka.

I niestety.

Za wiki:

Do katastrofy doszło na mediolańskim lotnisku Linate 8 października 2001. Samolot MD-87 linii lotniczych SAS, lot nr SK686 do Kopenhagi, zderzył się w czasie startu z odrzutowcem Cessna Citation. W wyniku zderzenia zginęły wszystkie osoby na pokładzie obu samolotów (110 na pokładzie MD-87 i 4 w Cessnie), a także 4 osoby pracujące w sortowni bagażu, w którą uderzył samolot.

Pilot dyspozycyjnej Cessny z 4 osobami na pokładzie poprosił kontrolę naziemną o wytyczenie trasy na pas startowy. Kontroler z wieży nakazał kołowanie na północ drogą "Romeo 5" oraz zgłoszenie zatrzymania na przedłużeniu pasa 36R (tym samym omijając aktywny pas startowy). Pilot jednak błędnie skręcił w drogę "Romeo 6" prowadzącą bezpośrednio na pas startowy.

Jednym z momentów, w którym można było zapobiec katastrofie, było zgłoszenie przez pilota Cessny minięcia drogi "Sierra 4", która nie była zaznaczona na oficjalnej mapie lotniska i o której istnieniu nie miał pojęcia kontroler. Pilot, nic nie przeczuwając, kontynuował kołowanie drogą "Romeo 6", gdy dojechał do linii postoju przed pasem skontaktował się z wieżą - jak się później okazało po raz ostatni. Zameldował, iż stoi w punkcie zatrzymania (w jego i kontrolera mniemaniu przed północną płytą postojową) i oczekuje na zezwolenie na kontynuowanie kołowania. Kontroler zezwolił na kontynuowanie kołowania po "głównej płycie postojowej" i głównej drodze kołowania" (nazwy również sprzeczne z oficjalnie obowiązującymi), jednakże w rzeczywistości Cessna wjeżdżała na pas startowy.

W tym samym momencie skandynawski MD-87 linii lotniczych SAS dostał zgodę na wjazd na pas startowy i rozpoczęcie rozbiegu, od innego kontrolera. Cessna ruszyła z miejsca chwilowego postoju, kierując się nieświadoma niebezpieczeństwa dalej po drodze "Romeo 6". Gdy MD-87 osiągnął znaczną prędkość, Cessna wyjechała na pas. Piloci MD-87 widzieli Cessnę przez ułamek sekundy (prędkość MD-87 wynosiła około 75 m/s, a widoczność była na poziomie 50m), ale nie mogli w żaden sposób zareagować. Uderzenie miało miejsce z prawej strony MD-87. Uszkodzenie przedniego, prawego i lewego podwozia oraz uszkodzenie prawego silnika spowodowały prawie natychmiastową utratę wysokości (samolot na 9 s wzniósł się w powietrze) i MD-87 uderzył w znajdująca się w okolicach końca pasa sortownię bagaży mediolańskiego lotniska. Zginęło 118 osób.

Często mówi się, że była druga katastrofa - akcja ratownicza. Dopiero pięć minut po zderzeniu na lotnisku rozległ się alarm, a po około 25 minutach znaleziono cessnę na pasie startowym. Cztery z pięciu osób na pokładzie cessny zginęło na skutek zatrucia dymem, czyli przeżyli katastrofę, ale nie dostali pomocy na czas.
Przyczyna katastrofy

Główną przyczyną katastrofy był brak systemu, który monitoruje pozycje samolotów na płycie lotniska — odpowiedzialność spada tutaj na władze lotniska, które dopuściły do tego, że przez 3 lata dostarczony system nie został zamontowany. Podobną winę ponosi kontroler ruchu naziemnego, który mógł kilkakrotnie zauważyć pomyłkę.

____

Został mu jedynie syn. Ma metalowa kapelę i żyje w Irlandii.

I kiedyś, ten mój Czytelnik mówi do mnie - jadę do ciebie, to znaczy płynę przez Bałtyk. Bo  wywalam sporą kasę na terapię... a 15 minut rozmowy z  tobą  przywraca mnie życiu skuteczniej niż klinicysta.

No i przypłynął.

Jacht zalogował w porcie i pociągiem do mego miasta.

W tym samym dniu niespodziewany telefon od przyjaciólki, że będzie w moim mieście i chce się spotkać.

Mówię jej, to jedziesz ze mną do knajpy na spotkanie z Henrikiem.

I tak się stało.

Gdy tenże poszedł  "przypudrować sobie nosek",  przyjaciólka do mnie,  a dziewczyna po moim kierunku:

 - Słuchaj, niby po polsku tokujecie, ale ja nic z tego nie rozumiem.

Gdy pękła druga butelka dobrego trunku zaprosił nas do swego hotelu.

Sama bym nie poszła, ale we dwie..

Pokazał nam fotografie tragicznie zmarłej córki Heleny - przepiękna dziewczyna..

Widziałam jak biedny hamuje łzy...

W pewnym momencie Henrik pyta moją przyjaciółke, czy ona być może nie ma potrzeby "przypudrowania sobie noska"

Na co ona:

 - Nie, w żadnym razie...

Henrik:

 - A może jednak, bo wiesz, różnie to bywa...

Ona:

 - Nie no skąd, wiedziałabym, że muszę.

No nic, pożegnałyśmy się, na drugi dzień miał jechać  zwiedzać Kraków, którego nigdy nie widział.

Następnego dnia telefon.

Odbieram. A w słuchawce:

 - Pierd...ę Kraków, ja chcę Lady!

Spotkaliśmy się w innym, ale także uroczym miejscu. Przez kilka godzin taki roznosił nas śmiech, że myślałam, iż nie doczołgam się do domu.

Na drugi dzień miałam autentyczne zakwasy mięśni brzucha.

On, szalenie inteligentny, otwarty, błyskotliwy -  nie miał problemu zapodać mi jaką to wg niego jestem kobietą.

I mój szok - pozytywny -  ale i kolejny atak śmiechu, bo jego plastyka opisu to epicka powieść:o)

Wyjaśnił mi dlaczego w hotelu tak gonił moją przyjaciólkę do WC. Bo chciał mnie przytulić. Choć na chwilę i bez świadków...

Gdy trochę poważniej się zrobiło, przemyciłam, iż znalazłam w sieci komputerową symulację tragedii w Mediolanie, ale waham się czy mu zapodać.

On:

 - Daj. Teraz już jestem gotów..

Gdy wrócił do Danii - zaproponował mi małżeństwo..

Cudowny,...naprawdę, zabawny....naprawdę - ale moje serce nie drgnęło... Nie, nie obraził się, wziął na klatę..ale w takiej sytuacji oczywistym było...że znajomość rozejdzie się po kościach...

Cieszę się, że dane mi było go poznać.

"Bycie szczerym może nie da ci wielu przyjaciół, ale zawsze tych właściwych". John Lennon

Dziś poznałam osobiście kolejnego mego Czytelnika. Cudowne spotkanie, ale miało podwójny charakter.

Przemycił, że jak nie pojawia się w typowej godzinie mej aktywności wpis, to czuje rodzaj niepokoju. Miłe:o)

A cytat?

Dziękuję Wam wszystkim, którzy trzymaliście za mnie dziś kciuki. Cokolwiek - to bardzo ważne, czułam to wsparcie, Waszą obecność..

 

Filmik Kasi z Mediolanu..

 

Zakochana w suwerenności. Smakoszka autentyzmu. Ze słabością do erekcji intelektu. ministat liczniki.org

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości