Drugi dzisiaj wpis, bo nie sposób tego nie zapisać - nie tylko w pamięci...
Stoję w kolejce na poczcie i kogo widzę?
Moją pierwszą miłość! Piotra D.
Nie widzieliśmy się ponad 20 lat! Wyemigrował do USA, był tam maklerem giełdowym w NY, pracował na Manhattanie . Wrócił do Polski po 11 września wiadomego roku.
Ale nie wiedziałam, gdzie się ponownie zalogował w Polsce.
Prawie codziennie jestem na poczcie i właśnie 14 lutego spotykam go...
Byliśmy z tego samego miasta, ale poznaliśmy się nad morzem. Zaczęliśmy chodzić ze sobą w Tatrach...
Gdzieś w archiwum bloga są wspomnienia z tej miłości.
Po zderzeniu z nim, byłam na kawie u znajomej i ona do mnie:
- To spotkanie z pierwszą miłością także dla mnie jest prezentem w Walentynki. No coś niesamowitego!
Opowiedziała mi, jak kilka lat temu w Rzymie spotkała swoją pierwszą miłość. Oboje byli wtedy w szoku.
A clip?
Pewnej nocy w Tatrach Piotr tłumaczył mi słowa tego numeru - znał doskonale angielski, bo często latał do rodziny w Anglii.
Inne tematy w dziale Rozmaitości