Człowiek to sporo lata. Wczoraj udało mi się wracać samolotem wieczorkiem. Dochodzę do swojego rzędu i widzę, że obywatel zajmuje swoje miejsce i tłustym wielkim ramieniem 1/3 mojego miejsca. Siadam. Wygina mnie w prawo. Więc się grzecznie w langłidżu, a co ja umiem, europoseł nieale ja tak, szara myszka, zwracam do obywatela, czy mógłby ewentualnie wziąć pod uwagę, że mój kręgosłup tego nie zniesie.
No to się ciężko obraził. Irlandczyk. Może niech Wałęsa coś powie o tym.
No tak. Ale co robić w takich sytuacjach, czy mówić obywatelowi, że trzeba tyle nie żreć, jakieś sporty uprawiać i nie dotykać spoconym łapskiem współpasażera?
No a jeśli sąsadiem będzie Pudzianowski? To wtedy może się zrobić niewesoło.
Wykorzystałem okazję, i kiedy się drapał w nos, wstawiłem swój łokieć na podłokietnik. Ryzykowałem, ale źyję.
ja rozumiem, że Stany nauczyły ludzi akceptować siebie w każdym kształcie jaki jego jest, tylko chyba ta akceptacja nie powinna wpływać na innych.
I tu wchodzimy na grząski grunt wpływu na innych. Jadę dziś do centrum. Wjeżdżam na Trasę "Ł" i co ja widzę? Gruby pas wymalowany między prawym pasem a środkowym. I coż to oznacza?
Ono jedynie oznacza to, że władze miasta postanowiły wpłynąć na nas i kompletnie zakorkować Łazienkowską Trasę. Za chwilę zrobią to samo z Wisłostradą i będzie dowod na to, że w mieście są korki i że trzeba ratować stolicę, i że do miasta na zmianę będą wjeżdżać parzyste i nieparzyste numery. Zakrokowali Jerozolimskie robiąc jeden pas na moście Poniatowskiego, spowolnili wszystkie ronda debilnym ustawienie świateł, no i oczywiście Trasa WZ wzorem Poniatowskiego zablokuje okolice Placu Bankowego w promieniu kilometra.
Słuszne to i sprawiedliwe.
Inne tematy w dziale Rozmaitości