Eryk Lande Eryk Lande
12
BLOG

Efekt uboczny

Eryk Lande Eryk Lande Polityka Obserwuj notkę 0

Chyba najbardziej zajmującym polskie media tematem jest tandem "pielęgniarki-preambuła" (a'propos preambuły konstytucyjnej, która KONIECZNIE MUSI mieć zapis o chrześcijańskich korzeniach Europy, co zapewne stanie się kolejną kwestią, za którą Polacy będą "umierać"). Przy okazji dyskutowanego na wszystkie strony wątku protestów pielęgniarek oraz swoistego przeciągania liny pomiędzy pielęgniarkami a premierem, który z sobie znanych przyczyn koniecznie chce prowadzić negocjacje poza swoim miejscem pracy, warto wspomnieć o efekcie ubocznym protestów środowisk lekarskich.

Narasta fala protestów. Po lekarzach strajkują pielęgniarki. Na pomoc przybieżeli im górnicy. Może niebawem Polskę obejmie fala strajków pracowników budżetówki porównywalna tylko rozmachem z Sierpniem '80? Zastrajkują policjanci, strażacy, nauczyciele, bibliotekarze, górnicy... Przyłączą się wszyscy, którzy uzyskują swoje skromne dochody z wiecznie niedopiętego budżetu państwa i raźno z emerytami pomaszerują na parlament.

Groźba takiego scenariusza może wywołać przyspieszenie reform, a więc sytuację zbawienną dla wszystkich, nie tylko grup zawodowych bezpośrednio zainteresowanych. Pytanie tylko, czy rząd będzie umiał się na reformy zdecydować i czy będzie w stanie je przeprowadzić przy niechętnym udziale dwóch populistów-koalicjantów.

Jakiś czas temu czytałem interesujący artykuł: http://wiadomosci.onet.pl/1415534,2677,1,1,kioskart.html Opisuje on losy prywatyzacji całej służby zdrowia na dość sporym obszarze - w Chorzowie. Można potraktować to jako poligon doświadczalny, zaś wyniki okazały się obiecujące, choć może przedstawione są w nazbyt optymistyczny sposób.

Pisząc o reformach, jakie może przyspieszyć fala strajków, miałem na myśli właśnie zwiększenie zakresu prywatyzacji i rozwinięcie projektów sprywatyzowania służby zdrowia w Polsce. Prywatyzacja jest bardzo dobrym i skutecznym sposobem pozbycia się rzeszy protestujących lekarzy i pielęgniarek spod parlamentu. Zawsze można powiedzieć "teraz to już nie nasza sprawa". To samo dotyczyłoby górników i sprywatyzowanych kopalń.

Pozostałe grupy zawodowe również by na tym skorzystały. O ile trudno sprywatyzować policję (i prawdopodobnie nikt nawet nie może sobie wyobrazić takiego kroku, z gruntu radykalnego), to zaoszczędzone na utrzymywaniu nierentownego górnictwa czy też nieefektywnych placówek służby zdrowia pieniądze mogłyby z powodzeniem podnieść płace pozostałych pracowników tzw. budżetówki.

Sama idea prywatyzacji służby zdrowia niestety budzi w społeczeństwie gwałtowny sprzeciw. Spowodowane jest to - jak większość obaw i lęków człowieka - niewiedzą. Przeciętny Kowalski poprzez "prywatną służbę zdrowia" rozumie odpłatne gabinety lekarskie, horrendalnie wysokie ceny i zamianę "kopert" na oficjalne "cenniki". Innymi słowy - płacić będzie trzeba i to słono, a państwo grosza nie dorzuci.

I błąd! Prywatna służba zdrowia opierać się ma na samodzielnym dysponowaniu pieniędzmi uzyskanymi zarówno ze świadczeń oferowanych odpłatnie pacjentom, jak i refundowanych przez NFZ. Cała idea prywatyzacji służby zdrowia jest sensowna i służy bardziej rozsądnemu gospodarowaniu zarówno pieniędzmi płynącymi ze składek zdrowotnych, jak i sprzętem, jakim dysponują obecnie szpitale. A sprzęt ten, jak powszechnie wiadomo, dzisiaj często stoi bezużytecznie, ponieważ - szczególnie pod koniec roku - skończyły się pieniądze na refundowanie diagnostyki, do której służy. Nie bez znaczenia jest też jednoczesne oddłużenie tonących aktualnie w kredytach szpitali, które jako prywatne spółki mogłyby normalnie upadać.

Powstaje pytanie - dlaczego nigdy politycy (ani dziennikarze...) nie starają się pokusić o rzeczowe wyjaśnienie sprawy? Jeśli wyborca będzie WIEDZIAŁ, to nie będzie się BAŁ. I może POPRZE... Może wszyscy mają społeczeństwo za debili, którzy i tak nie zrozumieją, o co w tym całym prywatyzowaniu chodzi??

Nawiasem mówiąc, ładny przykład na taki brak informacji mamy przy okazji dyskutowania nad systemem głosowania zwanym pierwiastkowym. Chyba jeszcze w żadnym popularnym programie informacyjnym nie widziałem wyjaśnienia, na czym w zasadzie miałaby się opierać ta metoda i jakie są z niej zyski, a jakie straty. Panowie politycy do spółki z panami dziennikarzami (i paniami) stwierdzają "warto umierać za pierwiasetk, bo jest lepszy". Tak, to świetnie... Bardzo dużo wyjaśnia. Gdzie te czasy, kiedy gazety zajmowały się danym tematem przez kilka tygodni, naświetlając go z każdej strony...

I tą dygresją kończę...

Eryk Lande
O mnie Eryk Lande

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka