Eryk Lande Eryk Lande
19
BLOG

Czegoś tu nie rozumiem...

Eryk Lande Eryk Lande Polityka Obserwuj notkę 0
Rząd cały czas rozgrywa opinię publiczną kontra lekarze i pielęgniarki. Wszystko sprowadza się do pokazania, że strajkujący mogą dostać to, o co walczą, czyli podwyżki, jednak stanie się to kosztem społeczeństwa.
Zgoda, do tego momentu widoczna jest linia obrony premiera Kaczyńskiego, który najwyraźniej stara się usunać lekarzom i pielęgniarkom grunt spod nóg, pozbawiając ich poparcia społecznego. Kiedy pacjent będzie miał do wyboru zostać wyleczonym lub dać pieniądze na podwyżkę dla lekarza oczywiście zagłosuje przeciwko temu ostatniemu.
Jednak sytuacja pod Kancelarią Premiera wydaje się być fałszywym zagraniem Jarosława Kaczyńskiego. Konsekwentne odmawianie spotkania się z przedstawicielkami środowiska pielęgniarskiego we własnym miejscu pracy budzi zdziwienie, tak samo jak lekceważące wypowiedzi ("o ile pamiętam, było to coś w rodzaju "widocznie lubią mieszkać pod namiotem"). Oczywiście, pytanie, czemu pielęgniarki tak bardzo upierają się przy rozmawianiu z premierem akurat w kancelarii. To stanowisko jednak nieco łatwiej zrozumieć - chcą pilnować szefa rządu oraz utrzymać "zdobyte" stanowisko. Mają zapewne słuszne obawy, że jeśli raz opuszczą kancelarię oraz miejsce przed nią, to już nie będą w stanie tam wrócić.
O wiele trudniej zrozumieć, czemu premier tak upiera się przy innym miejscu negocjacji.
Cała sytuacja z punktu widzenia przeciętnego obywatela jest niezrozumiała. PiS wciąż mówi o dobrej woli, ale proponuje rozmowę w miejscu oddalonym od kancelarii. Z drugiej strony, pielęgniarki sprawiają wrażenie, jakby nie na samej treści rozmów, ale miejscu, w którym się odbędą zależało im najbardziej.

Warto się zastanowić, jakie są w ogóle możliwe scenariusze tej rozgrywki. W to, że lekarze i pielęgniarki nic nie ugrają nie wątpię. Chyba że posuną się do zagrań wziętych rodem z górniczych protestów i zdemolują kilka rządowych budynków. Niemniej jednak pieniędzy na podwyżki "od zaraz" po prostu nie ma i wątpię, czy w ponaciąganym już przecież ponad miarę budżecie one się w ogóle znajdą. Tym bardziej, że środowiska lekarskie niedawno już sobie podwyżki wywalczyły.
Z kolei niespełnienie ich żądań zmusi strajkujących do podjęcia jakichś działań, możliwie zgodnych z ostrzeżeniami i zapowiedziami. Wątpię jednak, czy wszyscy lekarze zgodnie zwolnią się z pracy. I wątpię, czy wszyscy, ramię w ramię z pielęgniarkami wyjadą na Zachód w poszukiwaniu zajęcia. Prawdopodobnie strajki będą się nasilać, zwiększy się ich częstotliwość, ale doprowadzi to raczej do wzrostu niezadowolenia pacjentów niż rządu (który, parafrazując znane hasło, powie, że "sam się wyleczy"). Ugięcie się przed żądaniami lekarzy i pielęgniarek byłoby dla PiS zbyt niebezpieczne. Partia musiałaby wtedy stawić czoła kolejnym strajkom źle opłacanych ludzi - pracowników tzw. budżetówki. Na to nie może sobie pozwolić.
Trudno też sprostać postulatom strajkujących, którzy jednoznacznie odrzucają wszelkie propozycje inne niż te, z którymi oni sami występują - np. stopniowe podwyżki rozłożone na kilka lat. Mozna ich zrozumieć, oczywiście. W końcu harują ciężko i są źle opłacani. Niemniej jednak to samo może o sobie powiedzieć mnóstwo ludzi, którzy za kiepskie państwowe pensje w granicach 1000 zł muszą jakoś utrzymać siebie i rodzinę. U nich hasło "chcemy zarabiać 7 tysięcy" budzi tylko zniecierpliwienie.

Z zainteresowaniem czekam więc na dalszy ciąg wydarzeń.
Eryk Lande
O mnie Eryk Lande

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka