Eryk Lande Eryk Lande
31
BLOG

Są książki, które działają jak katalizator

Eryk Lande Eryk Lande Polityka Obserwuj notkę 1

Są książki, które działają jak katalizator.
Zmuszają do myślenia i wnioski z tych myśli wzmacniają, wyostrzają ich kontury i uwypuklają pewne drobiazgi, na które nigdy nie zwrócilibyśmy uwagi.
Uciekam z polityki i świata w taką książkę.
Ona znów wiąże się z polityką, na powrót mnie w nią wtłacza, bo nierozerwalnie wiąże się z teraźniejszością i z tym, co wokół mnie. Nie udała się próba zamiany "dziś" na "wczoraj" - ponieważ "wczoraj" nie przeminęło. Udaje "dziś" w sposób idealny, nie kamufluje się nawet.
Po prostu nic się nie zmieniło.

Co czytam? Jakiś czas temu minister edukacji zareklamował Gombrowicza. Naturalnie, że sięgnąłem po książkę autora, którego członkowie Ligi Polskich Rodzin okrzyknęli antypatriotą i antypolakiem. Czytany ostatnio w liceum, dziś nie traci na atrakcyjności. Przeciwnie nawet, upływ lat sprawił, że dojrzałem do Gombrowicza... a może po prostu dziś mocniej dotarło do mnie to, czego uczono mnie w szkole. Szczęśliwie, nauczycielka przeważnie rozumiała, czego uczy, nie poprzestając na stwierdzeniach "Gombrowicz wielkim pisarzem był".
Przeczytałem "Trans-Atlantyk", wielką krytykę hipokryzji i polskiej nadętości. Książkę, w moim odczuciu, patriotyczną właśnie.
Przeczytałem "Ferdydurke", nastawionego na krytykę ślepego posłuszeństwa w odbieraniu świata, na obnażanie bezsensu i pozerstwa. Stawiającego pod znakiem zapytania suche słowo "autorytet", czasami nadużywane.


Czytam teraz "Dzienniki".
Spostrzeżenia Gombrowicza i wszystko, co do polskiego piekiełka się odnosi, choć pisane przed pięćdziesięciu laty dziś wciąż pozostają aktualne. Zmienił się ustrój, zmieniła się polska emigracja i Polacy w kraju... a jednak jest tak, jakby nie zmieniło się nic. Małość, szermowanie słowem "patriotyzm" czy "polskość", zaślepienie ideą i sam idealizm. To wszystko w nas trwa.

Codziennie u Giertycha czy Wierzejskiego widzę napompowany patriotyzm, który oni rozumieją jako afirmację polskiej ksenofobii, zacieranie wszystkich błędów (cóż to, czy naród polski nie ma wad?? A jeśli ma, to czemu ich nie poprawiać?) i nachalne wpajanie pewnych idei bez wyjaśniania sensu tego wpajania.

Kaczyński (jeden i drugi) nie zachwyca nas swoim brakiem poczucia humoru i "rwaniem się do szabelki" za każdą sugestię, że robi coś źle. Skłócony ze wszystkimi, nie ma żadnych doradców, bo po co mu oni, skoro i tak się mylą? I chyba tylko Andrzej Lepper nie udaje, bo mimo wszelkich prób wciśnięcia go w jakąś formę on po prostu jest sobą. Tylko czy to właśnie miałby być ideał Polaka?
Póki nie wyzwolimy się z antagonizmów, nie wyzwolimy się ze źle zdefiniowanej "polskości", to wszystkie te przywary narodowe, jakie z uporem piętnował autor "Trans-Atlantyka" pięćdziesiąt lat temu pozostaną z nami na następne dziesiątki lat. Może jakaś nadzieja jest w emigracji dzisiejszej, z której spora część wróci do Polski i przywiezie cząstkę innego świata w sobie, a potem cząstkę tę spróbuje zaszczepić w innych Polakach.

Wracam do czytania.

Eryk Lande
O mnie Eryk Lande

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka