Właśnie wróciłem z wakacji, spędzanych niejako w towarzystwie naszego drogiego Pana Prezydenta (byłem m.in. w Juracie). Ponieważ postanowiłem kompletnie oderwać się od świata i w ten sposób odpocząć, po powrocie zostałem w dwójnasób zaatakowany wszelkiego rodzaju newsami, które docierały do mnie wcześniej tylko w strzępkach i jedynie, gdy sąsiad na kempingu włączył radio w samochodzie.
Muszę przyznać, że do wszystkiego, co się dzieje podchodzę teraz z totalnym luzem. Zupełnie, jakby te wszystkie przepychanki nie dotyczyły niczego i nikogo poza samymi posłami, którzy z upodobaniem taplają się w swoim własnym bagnie. Mam wrażenie, że nadają ogromną rangę sprawom, które w ogóle nie mają znaczenia. Nie odczuwam jednakowoż, bym żył w państwie podsłuchów i inwigilacji - przynajmniej tak długo, jak długo na podsłuchu jest nie mój telefon, a jakiegoś posła. Jest więc tak, jakby gospodarka i naród szedł w swoją stronę, własną drogą, a gdzieś na poboczu tej drogi kotłowali się zajadle nasi kochani wybrańcy narodu.
Kryzys rządowy i w ogóle kryzys parlamentarny jakoś mnie nie zaskakuje. Gorzej, że w trakcie kampanii przedwyborczej pada zwykle wiele obietnic, a aktualny rząd próbuje przeforsować jak najwięcej populistycznych ustaw. Przy takim obrocie spraw, często występujące kampanie przedwyborcze są po prostu głęboko szkodliwe. Tego właśnie obawiam się tym razem.
Europa Środkowa idzie naprzód, ale bez Polski. Czesi, jak się niedawno dowiedziałem, właśnie uchwalili podatek liniowy. Dołączyli tym samym do grona innych krajów w regionie, które tę formę opodatkowania wprowadziły. Nie pochwalam tego rozwiązania na dłuższą metę, jako budującego rozwarstwienie majątkowe w społeczeństwie, ale zdecydowanie jestem za zastosowaniem go na jakiś czas, gdy idzie o przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Nie ma nic lepszego na rozruszanie i tak już całkiem zgrabnie funkcjonującej gospodarki jak podatek liniowy i uproszczenie przepisów podatkowych.
Co naszych rządzących jednak zajmuje? Nagrywanie wszystkich rozmów pomiędzy członkami tego samego rządu (na wszelki wypadek) i podwyżka płacy minimalnej (co nie ma żadnego sensu, ale ładnie brzmi i przyda się w kampanii wyborczej).
Mam jednak nadzieję, że społeczeństwo nam mądrzeje i nie da się nabrać przynajmniej na tę najtańszą kiełbasę wyborczą. Głupio by było wybrać znów tych samych ludzi do takiego samego rządu. Z drugiej strony, chyba największy "tumiwisizm" wyborczy (czyli niską frekwencję w głosowaniach) powoduje frustracja, że oto tak naprawdę nie ma kogo wybrać do tego całego parlamentu...
Nie wiem dlaczego, ale to też mnie coraz mniej obchodzi. Chyba jeszcze działa powakacyjne zrelaksowanie - i oby działało jak najdłużej, chociaż wiem, że już za jakiś czas znów zacznie mnie polityka interesować, obchodzić i denerwować.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)