Eryk Lande Eryk Lande
35
BLOG

Chora sytuacja w służbie zdrowia

Eryk Lande Eryk Lande Polityka Obserwuj notkę 0
Żadne sprawy polityczne nie były w stanie mnie tu ściągnąć. Komentowanie czegokolwiek, co dzieje się aktualnie w polityce byłoby strzępieniem języka nadaremno. Nie tylko dlatego, że kampania tak krótka siłą rzeczy nie może być merytoryczna, a zamiast wojny na argumenty mamy wojnę na słowa i oszczerstwa. Mnogość spotów wyborczych, w których partie prześcigają się w szyderstwach w zasadzie już po mnie spływa, ponieważ widząc informację, że za moment wyemitowane będzie ogłoszenie wyborcze, po prostu zmieniam kanał. Wolę już oglądać reklamy.
Poza tym doskonale wiem, na kogo oddam swój głos i nie zmieni tego już nic, co powie oponent "mojej" partii. Nie widzę za stosowne podejmować decyzji o oddaniu swojego głosu w wyborach na podstawie tego, co o popieranej przeze mnie partii mówi jej konkurent. Oczywiste jest przecież, że nie będzie jej chwalił, a raczej wyciągnie wszystkie mozliwe "haki" i pseudohaki (jak dziadek w Wehrmachcie, którego sprawa pewnie jak bumerang jeszcze powróci w tej kampanii, szczególnie w jej końcówce).

Inna natomiast kwestia przyciągnęła dziś moją uwagę - służba zdrowia.
Od dziś zwolnienia wielu lekarzy nabrały rzeczywistości i tym sposobem mamy chyba najgłębszy jak dotąd kryzys w świadczeniu usług zdrowotnych. Z dosyć dużym niepokojem zastanawiam się, czy jeśli ja lub któryś z członków mojej rodziny będzie potrzebował pomocy lekarskiej, to w ogóle taką pomoc uzyska. Myślę też o ludziach, którzy w ciężkim stanie są ewakuowani ze szpitali, gdzie lekarze masowo zrezygnowali z pracy a ci, którzy mogliby ich zastąpić, nie robią tego ze względu na źle pojętą solidarność z kolegami. Słyszałem dziś w Zetce o sytuacji, w której ciężko chory na guza mózgu pacjent o mało co nie przekręcił się w karetce, którą miał być ewakuowany do innego szpitala. Na szczęście udało się go uratować, ale zastanawia mnie, ilu ludzi musi umrzeć, by lekarze wreszcie się nimi należycie zajęli? Są inne formy protestu niż zabijanie ludzi...
Nie można nie poprzeć OZZL, kiedy widzi się liche pensje i nadmiar pracy, jaką obarczeni są specjaliści. Nie można też jednak ich popierać w momencie, kiedy zagrożone jest zdrowie i życie pacjentów. W skrajnym przypadku nie mówiłbym tu o powoływaniu lekarzy w kamasze, ale o odbieraniu im prawa do wykonywania zawodu. Nie żartuję! Jeśli lekarz naraża życie pacjenta i/lub odmawia udzielenia mu pomocy, działa wbrew przysiędze Hipokratesa. Szczególnie, gdy lekarz, jak podobno się zdarzyło, mówi, że rezygnując z pracy w szpitalu niewiele traci, bo ma jeszcze dwie inne prace. A więc co? Parafrazujemy jeden z niedawnych rządów i stwierdzamy "lekarz sam się wyleczy"? A pacjent niech zdycha, jako zakładnik w potyczce z rządem? Przypominam, że kto bierze zakładników i szafuje ich życiem by osiągnąć jakieś swoje cele jest nazywany terrorystą a nie wojownikiem o miłość, wolność i sprawiedliwość. Na ogół. Przypominam to, co już chyba kiedyś napisałem tutaj - jeśli ktokolwiek podczas tego protestu umrze z powodu masowego strajku lekarzy, odpowiedzialni za to ludzie powinni być pociągnięci do karnej odpowiedzialności jak za nieumyślne zabójstwo. Zaniechanie pomocy też jest formą przyczynienia się do śmierci przecież.

Nie mówię, że nie można negocjować. Negocjacje powinny być przeprowadzone i konsensus winien być osiągnięty. Niestety, w sytuacji, kiedy co najmniej jedna strona nie ma zamiaru ustąpić ani na krok, to żadnego porozumienia być nie może. Stracą na tym lekarze, stracą pacjenci, a najmniej straci rząd, ponieważ wydaje się, że wyborcy coraz częściej są zniecierpliwieni nie tyle stanowiskiem polityków, co lekarzy. I wcale nie dziwię się tym ludziom, którzy na swojej skórze odczuwają skutki wszystkich tych strajków, wybuchających co chwila w innym szpitalu w Polsce. To są zwykle ludzie zarabiający mniej niż lekarze, nierzadko żądający 200% podwyżki. A co ma powiedzieć bibliotekarka zarabiająca 900 zł na rękę? Albo nauczyciel, niewiele lepiej opłacany? Lekarze świadczą usługi pierwszej potrzeby i wiedzą o tym doskonale. Dlatego ich pozycja przetargowa jest tak mocna. Niemniej jednak, stawiając rząd pod ścianą uzyskają tylko tyle "nie mamy więcej pieniędzy, więc wyjeżdżajcie z tego kraju, skoro nie możemy się dogadać". I prawdopodobnie będą musieli tak zrobić. Nie ma fizycznej możliwości uzyskania tak dużego zwiększenia nakładów pieniężnych na służbę zdrowia w tak krótkim czasie - prof. Religa ma rację, to wymaga kilku lat. I byłbym skłonny wierzyć, że tym razem faktycznie w ciągu tych kilku lat sytuacja uległaby zmianie.
Zresztą, na protesty lekarzy jest rada, którą w dodatku oni sami także proponują... Sprywatyzowanie wszystkich placówek opieki zdrowotnej byłoby dobrym pomysłem, moim zdaniem. Klimat ku takiemu posunięciu jest sprzyjający, a sama prywatyzacja byłaby dobrą radą na efektywne wykorzystanie pieniędzy, które już płacimy na opiekę zdrowotną. Bez konieczności podwyższania składek.

Szczególnie interesujące jest nasilenie protestów właśnie teraz, przed wyborami. Z jednej strony, każda z partii jest w stanie obiecać dowolną rzecz, byle tylko zyskać lekarskie poparcie. Jednocześnie, trudno uznawać wyborcze obietnice za realne do spełnienia i naiwnością byłoby twierdzić, że to, co teraz wygrają lekarskie środowiska, zostanie w ogóle im dane po wyborach.
Co więcej, nie ma żadnej mozliwości uchwalenia jakiejkolwiek sensownej strategii naprawy służby zdrowia w sytuacji, gdy parlament uległ samorozwiązaniu. Rząd nie jest w stanie zrobić wiele w takiej sytuacji, czegóż więc spodziewają się po nim lekarze?

Dziś wchodzi w zycie ustawa o tzw. podatku Religi. Nowy podatek to chyba jedyny znany Polakom sposób na zwiekszenie wpływów do budżetu. Na szczęście PZU, a za nim prawdopodobnie inne firmy ubezpieczeniowe, oświadczyło, że podwyżki cen nie będzie. Posunięcie słuszne, bo pozwoli uniknąć wojny cenowej do czasu, w którym Trybunał Konstytucyjny zdecyduje, czy ustawa wprowadzająca rzeczony podatek Religi w ogóle jest zgodna z prawem. (O ile pamiętam, do TK własnie tę ustawę skierowano). Mam nadzieję, że nie jest - też jestem kierowcą.

W ogóle OC oraz sposób jego naliczania od pojemności silnika (jakby stareńka skoda 120 z silnikiem 1200 ccm była bardziej "wypadkogenna" i skłaniająca do szaleństwa niż podrasowane seicento sporting 1100 ccm) jest rzeczą śmieszną i niesprawiedliwą, ale to już temat na zupełnie inną wypowiedź.

Eryk Lande
O mnie Eryk Lande

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka