A to wszystko przez pana panie H. na kogoś być musi. No i jeszcze na tę panią w sklepie, która dopełniła miary.
Bo ja panie H. stwierdziłem na poczatku tego lata, że muszę , po prostu muszę doczytać do imentu co pan napisał. Naczytane przez lata miałem ze 60 % i te 40% jak procenty w dobrej wódeczce ( narody tworzą zdrobnienia tego co kochają) musiałem wychylić i wychylam do teraz.
Czytam i czytam a tam morze piwa , na kufle , na butelki , na dzbanki , dzbany . Rano w południe po południu we dnie w nocy . Wszyscy tak pachniecie piwem , że aż od tych kartek biło.
Ja piwa nie lubię , jedyne jakie czasami potrafię wypić by mi gęby nie wykrzywiło , to Specjal. Ten z herbem Gdańska .
I po kolejnych stronach musiałem piwa,kubki smakowe wbrew mnie uzurpowały sobie ten smak,nie nie chciałem kupić na dzbany , nie chciałem gdzieś w knajpie w pokal z pipy , chciałem kupić jedno ( proszę się nie śmiać panie H. i inni czytający) to zatrzymałem się przy małym sklepiku , w którym nigdy nie robiłem zakupów , i powiedziałem – jednego Specyka poproszę – pani się chyba uśmiechnęła wewnątrz , bo Specjal jest taki oficjalny a Specyk to jak ulubiona zabawka lub imię kochanki , więc pani mnie zapytała – a w zbroi czy w krysztale – chwilkie łapałem o co chodzi i gdy zrozumiałem , Specyk w krysztale , Specyk w zbroi – wiedziałem , że muszę do pana panie H. coś napisać bo ona ta od zbroi i kryształu , była jak z pańskich powieści czy opowiadań i te jej słowa zrobiły mi taką przyjemność , że z dumą odparłem – to dwa poproszę – jeden w zbroi drugi w krysztale.
Bo ciepło jak cholera teraz u nas panie H. i nudno jak cholera panie H. dwie baby się ścigają,która lepsza , która wygra , a obie Panie H. warte jedna drugiej -jedna nadpobudliwa jak przekupa od fląder , druga ma tyle ognia w sobie co baba klozetowa ,gdy wydaje klientowi papier toaletowy,wszyscy bawią się w wymazywanie tego co niedawno powiedzieli i obiecali , ale gdzie im do pana panie H. bo gdy wydrukowano za komuny w nakładzie 20 tys. ten zbiorek pańskich opowiadań i napisał pan , że NSU Sport-Max sciął słup telegraficzny, a wydrukowano , że NSU Sport Marx sciął słup , pracowownicy wydawnictwa dziękowali siłom wyższym , że nie wysłali jeszcze tych tomików do księgarń i odpakowali wszystkie paczki i postawili 20 tys. kropek na te literkę r i to się nazywa wymazać postawić kropkę, a to co u nas to nuda , powiedzeliście nie powiedzieliśmy – ci państwo ten pan . Nuda.
I miałem jeszcze o kilku sprawach do pana napisać,ale robi się popołudniowo i pewnie tam w Niebie , siedzicie sobie we trzech z Valdimirem i Egonem i pijecie jakieś 10 lub 12 stopniowe piwo . Pan mi da znak czy Egon w niebie też co chwila mówi kurwa fix.
A na koniec to sobie zacytuję fragment tego co pan pisał , czyli jak baba nie chciała brać udziału w komunistycznych wyborach. To do następnego panie H. – zastanawiam się czy napisać czy tylko opowiedzieć sobie w duszy.
* * *
Jakież to było proste za komunistów, ale wtedy ciebie nie było jeszcze na świecie... Wszystko było jasne, dziewięćdziesiąt dziewięć procent wybrano już z góry, ale przedstawienie musiało trwać!
— Tam do licha, musimy jeszcze pójść do Wery... dochodzi wpół do pierwszej, a my w Gródeczku zobowiązaliśmy się, że do pierwszej będzie po wyborach... no i ja, jako członek miejscowej rady narodowej, poszedłem z nim, z komisarzem wyborczym, który miał kiedyś drogerię, a że nie wiodło mu się w interesach, został komunistą... i dotarliśmy do parceli między lasami, w ogrodzie rosły drzewa owocowe i dojrzewały czereśnie, napoleonki, chrupki, i komisarz niczym mszał niósł pudełko wyborcze po butach, urnę wyborczą... a tam pośrodku ogrodu była drabina i w koronie napoleonki stała tłusta Wera w krótkich spodenkach i zrywała owoce, i drabina się kołysała... a my staliśmy na dole, pod koroną obsypaną czereśniami, a w górze promieniało wielkie piękne dupsko, nic więcej poza tym dupskiem, i zawieszony na haku u góry drabiny koszyk, i pulchne ręce zrywały z gałęzi i wkładały do koszyka dojrzałe czereśnie...
— Toż ty, dziewucho — zawołał komisarz wyborczy— jesteś ostatnia... — i wyciągał w górę pudełko — zejdź niżej i wrzuć tu swój głos...
A z korony przejrzałych czereśni napoleonek rozległ się donośny głos młodej kobiety:
— A idźcież wy do dupy na raki razem z tymi swoimi wyborami! I tak to wszystko gówno warte!
A komisarz zwinął dłonie w tubę i wołał w górę:
— Cóż to, dziewucho, mówisz? Czemu urągasz i bluźnisz? Demokratyczne wybory, a ty tak?!
Zejdź na dół i weź udział w wyborach, bo nie dostaniesz na Gwiazdkę specjalnego dodatku!
I ja spoglądałem z upodobaniem na to ogromne piękne dupsko na wysokości pięciu metrów na chwiejącej się drabinie i czułem się tak, jakby mi ktoś smarował piersi sadłem, tak piękny był też płynący z góry głos młodej kobiety...
— Wsadźcie sobie w dupę ten wasz dodatek specjalny. Przecież niczego nie zmienicie, mielecie tylko na próżno Jęzorem...
A komisarz zwinął znów dłonie w tubę i wołał w górę:
— Co takiego? Nic się nie zmieni? Znów będzie Boże Ciało, w Nymburku, a i komuniści będą mogli wziąć udział! I nie tylko Boże Ciało, ale będzie też znowu święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii...
A z góry dudnił i wołał głos młodej kobiety, zrywającej nadal czereśnie:
— Austriackie gadanie. Tak jak zawsze. Nic się nie zmieni...
A komisarz wyborczy znów wołał w górę:
— Co? Jeszcze za mało? Nawet ja pójdę i w Boże Ciało poniosę baldachim, i przewodniczący miejscowej rady
narodowej, a trzeci drążek ujmie w swoje ręce ten z bezpieki. No tak —
mówił komisarz i wziął tę urnę wyborczą i zaczął piąć się w górę po drabinie. — Wrzuć tu tę kartę wyborczą...
A z góry dobiegał zgorszony głos kobiecy:
— Na Boga, dziadu jeden, ja tę kartę wyrzuciłam, ale jak się ta drabina połamie, to cię tam na dole tak opaskudzę razem z tym wyborczym pudełkiem po butach...
Komisarz się nie poddał, wspiął się o jeszcze jeden szczebel wyżej i uniósł to pudełko...
— Obeszczę was! Nie chcę brać udziału w wyborach!
— wołał ostrzegawczo z góry grzmiący głos kobiecy... I komisarz wyborczy
powiedział
smutno:
— Co to, to nie! Nie dopuściłabyś do wykonania czynności urzędowych, a to by było jak zbeszczeszczenie hostu... — rzucił mi pudełko wprost w rozłożone ręce i zszedł z drabiny, a będąc już na dole, podniósł nabożnie wzrok w górę i powiedział: — Ależ to, doktorze, piękna dupa, nieprawdaż?!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)