Można mieć podwójne standardy. Jeden na użytek oficjalny i drugi tajny. To był świat PRL. Wówczas standard pisania pod pseudonimem ze względu na grożące represje był czymś zwykłym. Rzadko jednak oznaczał, aby piszący miał inne poglądy w realu, aby wahał się je przedstawiać. Anonimowość wynikała jedynie z tego, że teksty ukazywały się w wydawanych niezgodnie z prawem podziemnych pismach.
Jak bowiem oceniać człowieka za jego poglądy skoro inne ma oficjalne a inne np. w Internecie. Jak osądzać np. to, co pisał pod pseudonimem w latach 80. w podziemnych pismach mając na uwadze to, co dziś wypowiada oficjalnie przed kamerami? Czy przypominanie jego słów i ujawnianie, że pod pseudonimem np. „Rycerz” kryje się Jan Kowalski jest nieprzyzwoite, bo są/były to dwa różne światy?
Nie pochwalam podwójnych standardów. Nie podoba mi się to, że dla niektórych obłuda życia w realu to normalność, bo trzeba zarobić na chleb. Ta obłuda nakazuje ukrywanie swoich poglądów i doprowadza do knucia, obgadywania za plecami. Jest powodem szerzenia się kłamstw, nieuczciwości i promuje świat gier i pozorów. Taki jest zwykły skutek „dwójistnienia”.
Za życie w zgodzie z określonym, jasnym i przejrzystym standardem można zapłacić słono. Jest to cena za uczciwość.
To, co zrobiła redakcja „Dziennika” jest wstrętne. Zwykły podły szantaż do tego ubrany w piórka empatii: to tłumaczenie – inni panią potraktują gorzej... Twarde i podłe życia standardy. Posługiwanie się hakami i przynętą. Albo dyskutuje się z treścią i argumentami, albo wychodzi się na podłą istotę jakich pełno jest i w Internecie (bo tu łatwo o takie zachowania bez żadnych standardów). Jednak… czy jeśli internauta przyznaje się do tego, że inne poglądy ma na co dzień oficjalnie a inne w necie, to czy należy się z tym godzić bo czyż to jest dobre postępowanie? Co w życiu znaczy „dobre” – czy oznacza „korzystne”?
W tym, co napisała kataryna uderzyło mnie to jedno – w realu nie może być znana ze swoich poglądów bo nie udawałyby się jej interesy. Żyje więc w zgodzie z dwoma standardami – świata realnego i Internetu. Dlatego trudno jej bronić bez żadnych zastrzeżeń. Czyż nie jest przykładem zachowań z tego świata, którego chyba nikt nie powinien akceptować? Bo jak można, co innego mówić prosto w oczy czy do kamery, a co innego robić w życiu, jak można innych przekonywać do pewnych zachowań, do działania w imię pewnych ideałów, a samemu chować ustawiać się zawsze tak jak wieje wiatr, aby zarobić jeszcze więcej. Czyż właśnie za to nie krytykuje się wielu polityków i dziennikarzy?
Broniłbym kataryny, gdyby nie powiedziała, że dla korzyści materialnych ukrywa w realu swoje poglądy: „Nie mogę sobie wyobrazić pisania tego, co piszę i robienia tego, co robię zawodowo. Tego się nie da połączyć. A z bloga jest mi łatwiej zrezygnować”. Nie można się wyzbywać swoich poglądów i rezygnować z pisania ze względu na szantaż. Pisać oczywiście nadal jako kataryna, a nie „Jan Kowalski”. Jeżeli kataryno tak postąpisz jak zapowiedziałaś to rację przyznasz „Dziennikowi”.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)