leszek.sopot leszek.sopot
116
BLOG

Pytanie do red. Terlikowskiego

leszek.sopot leszek.sopot Polityka Obserwuj notkę 5

Wczoraj napisał pan w notce, że 4 czerwca jest "rocznicą wielkiego oszustwa", gdyż strona opozycyjna zgodziła się na zmianę reguł wyborczych,  aby "do parlamentu weszło choć trochę więcej czerwonych". Chodzi panu zapewne nie o II turę wyborów, ale o los listy krajowej, którą społeczeństwo potraktowało jak referendum i jednoznacznie wskazało, że odrzuca komunistów. Jednak to nie "S" zadecydowała o wydaniu przez Radę Państwa dekretu  zmieniającego w czasie trwania wyborów prawa wyborczego, lecz komunistyczna władza. Co miała zrobić "S"? Co miał zrobić wybrany wówczas do Sejmu Marek Jurek?

Nie pamięta pan z pewnością, co wówczas napisali w oświadczeniu przedstawiciele w Państwowej Komisji Wyborczej KO "Solidarność". Przypomnę fragment: "Jeżeli racje państwowe nie pozwalały na pozostawienie sprawy uzupełnienia składu Sejmu nowo wybranemu parlamentowi, to należało jednakże przesunąć termin wyborów II tury tak, aby nie czynić z kalendarza wyborczego zupełnej fikcji i dać szansę nowym kandydatom przedstawienia się wyborcom, a tym ostatnim dokonania przemyślanego wyboru. Powstrzymuje nas od podania się do dymisji jedynie świadomość dramatycznych konsekwencji, które ten krok mógłby za sobą pociągać". Takie było stanowisko "S" - jasno i wyraźnie pisano i mówiono o swoich zastrzeżeniach. Ani nie zezwolono na "oszustwo", ani tego nie ukrywano. Natomiast wszyscy sobie zdawali wówczas sprawę, że wciąż karty do gry trzyma w swych rękach tylko jeden gracz.

Wczoraj stwierdził też pan, że "Włączenie się w obchody Kościoła nic nie zmieni, bowiem faktów odnoszących się do 4 czerwca to nie zmieni, i nie zakończy dotyczących owych faktów dyskusji. Kościół zaś firmując tego rodzaju święta tylko uwiarygadniałby jedną ze stron politycznego sporu. Stronę zresztą, która w znaczącym stopniu przyczyniła się do zbudowania Rywinlandii, raju dla postkomunistów". Zaraz poproszę pana, aby na tych "stronach politycznego sporu" w 1989 r. umieścił pan Marka Jurka, którego dziś tak pan wychwala, ale wcześniej jeszcze poproszę o ustosunkowanie się do słów o "firmowaniu tego rodzaju święta" przez Kościół.

Kościół "firmował" to, co się działo w 1989 r. od początku do końca. Jeśli pan dziś zabrania mu udziału w uroczystościach, które są efektem jego działań przed 20 laty, to przekreśla również, albo uważa za niebyłe, to wszystko do czego wówczas Kościół wzywał. Czy odrzuca pan, uważa za oszustwo, słowa biskupów, którzy podczas posiedzenia plenarnego na Jasnej Górze w dniach 1–2 maja z satysfakcją witali pomyślne zakończone rozmów Okrągłego Stołu oraz wezwali do udziału w zbliżających się wyborach. Wyrazili przekonanie, że wybory „stanowić będą ważny krok na drodze do upodmiotowienia społeczeństwa i odchodzenia od monopolu »jedynego przewodnika« [...]. Szansa, jaką dają wybory, winna być wykorzystana przez wiernych w poczuciu odpowiedzialności za wspólne dobro narodu, jakkolwiek pozostaje świadomość, że obecne wybory są tylko pierwszym krokiem do pełnej podmiotowości społeczeństwa”.

Czy to, że biskupi z pełną świadomością tego, że jest to jedynie "pierwszy krok" a mimo to nakłaniali społeczeństwo do udziału w wyborach, zachowali się źle, bo było to "wysławianiem Wojciecha Jaruzelskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego czy Czesława Kiszczaka" - bo skoro dziś udział w uroczystościach byłby ich wysławianiem a nie społeczeństwa, które wówczas zrobiło "pierwszy krok do pełnej podmiotowości". Skoro pan odwraca wszystko do góry nogami z tym pisaniem kto kogo by świętował, to i ja pozowliłem sobie na to samo, wmawiając panu, że i wówczas biskupi z pełną świadomością pomagali czerwonym a nie społeczeństwu. A może tak właśnie pan uważa, bo to przecież powinno wynikac z pańskiego tekstu. Skoro dziś pan widzi taki skutek, to gdzieś w postępowaniu Kościoła tkwią tego przyczyny...

Dziś pan napisał o Marku Jurku, że nie startuje się w wyborach dla zwycięstwa lecz dla idei: "Nie zdobędzie i co z tego? W obronie życia występuje się niekoniecznie po to, by odnieść zwycięstwo. Święty Maksymilian Kolbe też przegrał. Tu chodzi o znak sprzeciwu, o wskazanie na to, co jest wartością, a nie o zwycięstwo jako takie". 

Można tej tezie przyklasnąć, ale czy pan redaktor pamięta jak to było w 1989 r.? Jakże łączy się ten dzisiejszy tekst, niby nie związany ze wczorajszym, właśnie przez osobę Marka Jurka, którego zetstawia pan ze świętym Maksymilianem Kolbe. Co za przesada...

Wówczas narodowi konserwatyści nie uważali kompromisu z komunistami, umów Okrągłego Stołu i udziału w wyborach za zdradę. Cześć z nich krytykowała jedynie niedemokratyczny, ich zdaniem, sposób wyłaniania kandydatów.

 

1 kwietnia 1989 r. podczas poszerzonego spotkania Tymczasowego Zarządu Środowisk Ruchu Młodej Polski oceniano ostatnią fazę obrad Okrągłego Stołu, kwestię wyborów na Sejmu i Senatu oraz problem organizacji kampanii wyborczej przez stronę opozycyjno-solidarnościową. Zdecydowana większość uczestników spotkania opowiedziała się za aktywnym uczestnictwem RMP w wyborach. Stwierdzono jednocześnie, że „kampania ta musi odzwierciedlać pluralizm opozycji i gwarantować różnym środowiskom politycznym możliwość przedstawienia własnych programów wyborczych”. Wyrażono również przekonanie, że powinny być przeprowadzone konsultacje ze środowiskami politycznymi skupionymi w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie, a w poszczególnych regionach powinny się odbyć konsultacje środowisk politycznych z komitetami organizacyjnymi „Solidarności”. RMP postanowił ostateczną decyzję, co do udziału w wyborach, podjąć do połowy kwietnia 1989 r. po dyskusjach przeprowadzonych w poszczególnych środowiskach młodopolskich. Decyzję uzależniono od koncepcji zaproponowanych przez „Solidarność”.

Aleksander Hall na posiedzeniach Komitetu Obywatelskiego protestował przeciwko sposobowi układaniu list wyborczych i publicznie zapowiedział, że nie stanie do wyborów. Wspierał go wówczas Jan Rokita, który jednak wszedł na listę wyborczą w Krakowie. Hall w liście do Komitetu ostrzegał, że „Społeczeństwo oceni nas również podług tego, na ile staraliśmy się uszanować jego rzeczywisty pluralizm, w jakiej mierze uwzględniliśmy wielość i różnorodność niezależnych inicjatyw społecznych i politycznych”. Walendziak, który przed wyborami czerwcowymi wyjechał na stypendium do Stanów Zjednoczonych popierał stanowisko Halla i umacniał go w przekonaniu, aby nie kandydował. Takie samo stanowisko miał Tomasz Wołek. W opozycji do stanowiska Halla wobec wyborów był Jurek, który znalazł się na listach kandydatów opozycji w czerwcowych wyborach. Został wówczas za to bardzo ostro skrytykowany przez własne środowisko. Natomiast Marian Piłka, któremu mimo starań nie zaproponowano miejsca na liście postanowił kandydować w województwie łomżyńskim w opozycji do „Solidarności” jako kandydat niezależny.

Udział w wyborach okazał się jakże korzystny dla Marka Jurka. Czy poczuł on wiosną 1989 r. skąd wieje wiatr i jak należy się ustawić, aby wbrew swojemu środowisku, wbrew zasadom demokracji, które zdawało się popierać jego środowisko, a i wbrew postawie Halla, Chrzanowskiego, Jana Olszewskiego czy i Mazowieckiego, kandydować do Sejmu, czy też wykazał się wówczas swoją niezłomnością w imię zasad - jak Maksymilian Kolbe?

Nadmienię, że dzisiejsza postawa Marka Jurka podoba mi się bardziej niż ta sprzed 20 lat, ale ja nie piszę o zdradzie, która miała mieć miejsce przy wyborach czerwcowych w 1989 r., ale o święcie kiedy to społeczeństwo przekreśliło kandydatów popieranych przez PZPR traktująć te wybory jak referendum. Dziś trzeba mieć głowę w obłokach, aby myśleć, że łatwo byłoby osiągnąc coś innego. 

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka