Torby ciężkie. Najczęściej o zmierzchu. Gdzieś chyłkiem na umówiony punkt. Jak złapią to może być i kilka lat. Z poddasza do piwnicy, z piwnicy do mieszkania, kilka sztuk co dzień na uczelnię. Przez moje ręce przeszło kilkaset trzytomowych kompletów – rozeszło się błyskawicznie. Była to książka prof. Leszka Kołakowskiego Główne nurty marksizmu.
W mrocznych czasach stanu wojennego, gdy świat w koło przypominał epokę stalinizmu, po raz pierwszy zetknąłem się z Kołakowskim. Nie tylko rozprowadzałem ciężkie tomy, ale przede wszystkim książkę przeczytałem. Później szukałem jego innych prac. W podziemiu coraz częściej zaczęły pojawiać się ważne pozycje. Setki bardzo wartościowych książek, ale żadna nie była chyba tak starannie wydana i tak rozchwytywana.
Druk trzytomowego wydawnictwa podjął się jeszcze przed stanem wojennym Piotrek Kapczyński. W tym celu wraz z wtajemniczonymi osobami zapobiegliwie poupychali w różnych miejscach kilka ton papieru. Piotrek m.in. u swojej babci w Sopocie, pod tarasem w domu przy ul. Słowackiego (już w stanie wojennym, gdy ściśle współpracowaliśmy, często po wizycie u mnie szedł do babci, nie mówiąc mi, że mieszka tuż obok i u niej jest magazyn – mieszkałem kilka domów dalej).
Piotrek druk rozpoczął w Gdyni na Grabówku. Stan wojenny przerwał pracę nad jej wydaniem. Właściciele lokalu, gdzie drukowano książkę, przenieśli parę ton papieru w kilka dni na strych. Gospodarz mieszkania był architektem. Szybko zaprojektował a później sam ulepił z papierowych ścinków ściankę, którą ustawił na strychu i obsypał ją kurzem. Wyglądała jak stara. Tak to wszystko konstrukcyjnie pasowało, że nie było widać, że cokolwiek za ścianą może być. Zrobił znakomitą skrytkę. Tam przeleżały wydrukowane strony książki przez cały 1982 r., kiedy najpilniejszym zadaniem było drukowanie i kolportaż podziemnych ulotek i pism. Najpierw wiosna miała być nasza, a później władza zlikwidowała „Solidarność”. Wciąż najpilniejsza była akcja bieżąca. Po wizycie papieża w 1983 r. w końcu przyszedł czas na wydanie książki. O mało nie pokrzyżowała planów wakacyjna wpadka.
21 lipca 1983 roku grupa przyjaciół wyznaczyła sobie weekendowe spotkanie w domku nad jeziorem Chmielno na Kaszubach. Kapczyński pojechał tam z narzeczoną. Jak się okazało, w domku bezpieka urządziła kocioł. Zatrzymano go razem z Krzysztofem Wyszkowskim i innymi. Po aresztowaniu i wypuszczeniu Kapczyńskiego bezpieka zrobiła wiele rewizji wśród ludzi z nim związanych. Prawie nieustannie był śledzony. Dlatego też skrzynki kontaktowe i lokale zostały zmienione, a jego miejsce w strukturze podziemnej „S” zajęli inni ludzie. Postanowił dokończyć druk Kołakowskiego i wszystkie egzemplarze obłożyć w twardą okładkę. Kołakowski trafił do kilku tysięcy domów, przeczytało go być może i kilkaset tysięcy ludzi.
Zaczął drukować w piwnicy domu Karoliny Kokot – w Jelitkowie przy ul. Kaplicznej. Drukował inne książki (m.in. Zagadkę śmierci Stalina) oraz „Przegląd Polityczny”, którego pierwsze numery były redagowane przez Donalda Tuska, Jacka Kozłowskiego i Wojtka Dudę (pierwszy numer ukazał się wiosną 1983 roku).
Problemem nieodłącznie związanym z drukiem był kolportaż. Poza wpadką kolporterów „Serwisu Informacyjnego” w 1982 r., nie było z nim większych kłopotów. Trudniło się nim wiele osób, m.in.: Irena Dubyna, Feliks i Zbyszek Dąbrowscy, Jacek Kozłowski, Mariusz Gawron, Marek Kubasiewicz, Tomasz Matulaniec oraz ja i współpracujące ze mną osoby z NZS. Kolporterzy przeważnie trudnili się jeszcze zbieraniem informacji i przekazywaniem ich podziemnym redakcjom.
Dlaczego to wszystko przypominam? Dlatego, że wówczas najbliżej się ze zmarłym filozofem zetknąłem. W pewnym sensie od filozofa zależał mój los. Bo gdybym wpadł... Czy kiedykolwiek bieżące życie bardziej zależało od filozofii? Nigdy. Kołakowski dał mi wówczas i adrenalinę i wiedzę. Dał wiedzę tysiącom ludzi w stanie wojennym. Z tamtych dni pozostały tylko wspomnienia. Z marzeń już nic. Oby już nikt swojej kariery, życia i wolności nie ryzykował za wolność słowa, za filozofię, z którą dziś nikt się nie liczy, nie poważa, chyba że na pokaz. Wskazówki filozofów w świecie wolnego rynku... budzą jedynie uśmiech na twarzach ludzi dążących do maksymalizacji zysku. W ubiegłym stuleciu rozwalały imperia...
Nieliczni z uporem, mimo represji, książki jak promyk nadziei rozprowadzali wśród zwykłych zjadaczy chleba, z których niektórzy są dziś bardzo ważnymi osobami w państwie. Czy te ważne dziś osoby pamiętają o tych, którzy ryzykowali i walczyli o wolność słowa i myśli? Pamiętają o co i dla kogo ci nieliczni ryzykowali?


Komentarze
Pokaż komentarze (74)