Na swojej stronie internetowejPrzemysław Gosiewski podaje o sobie nieprawdziwe informacje. Już w pierwszym akapicie można przeczytać:
„Ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie rozpoczął działalność opozycyjną. W 1984 związał się z Niezależnym Zrzeszeniem Studentów Uniwersytetu Gdańskiego, a w 1985 roku został jego szefem”.
Gosiewski jedynie luźnie współdziałał ze strukturami nielegalnego NZS – głownie przy kolportażu. Był bardziej aktywny w działalności samorządu studentów na wydziale PiA oraz samorządu uczelnianego podczas protestów związanych z przygotowywaną przez władzę zmianą ustawy o szkolnictwie wyższym w 1985. Gdy samorządy studenckie zostały rozwiązane na wszystkich uczelniach wyższych w kraju niektórzy członkowie NZS i samorządu studentów pod koniec 1985 r. próbowali zorganizować na powrót działania NZS na wszystkich wydziałach. Gosiewski odmówił współudziału w tej inicjatywie tłumacząc, że woli zajmować się działaniem w klubie turystyki pieszej, który to otrzymał dofinansowanie od władz uczelni. Tym samym nie można go w tym czasie uważać za członka NZS, ale co najwyżej za sympatyka Zrzeszenia. Twierdzenie, że był szefem NZS na Uniwersytecie Gdańskim jest nieprawdopodobnym kłamstwem.
Gosiewski został przyjęty do NZS we wrześniu 1986 r., po ogłoszeniu amnestii przez władze i ujawnieniu się jawnych struktur "Solidarności", podczas konspiracyjnego zebrania studentów w DS. 10, na którym ostatecznie została podjęta decyzja o wznowieniu działań pod szyldem NZS. Od tego momentu Gosiewski stał się jednym z najbardziej aktywnych członków NZS na uczelni. Został przewodniczącym Zrzeszenia na UG dopiero pod koniec 1988 r. Pod jego kierownictwem działalność NZS podupadła, a w końcu NZS przestał na UG istnieć.
Kilka zdań dalej można przeczytać kolejne nieprawdziwe informacje:
„Od 1989 roku pełnił funkcję wiceprzewodniczącego NSZZ »Solidarność« na stanowisku kierownika biura ds. kontaktów z regionami Komisji Krajowej »Solidarność« oraz uczestniczył w organizowaniu pierwszego zjazdu »Solidarności«”.
Gosiewski nigdy nie był wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Podawanie, że kierownik jakiegoś biura był jednocześnie wiceprzewodniczącym Związku jest tak absurdalne, że trudno to komentować.
Równie absurdalna jest informacja o tym, że uczestniczył przy organizowaniu pierwszego zjazdu NSZZ „Solidarność” w 1981 r. 17-letni Gosiewski nie był wówczas organizatorem czegokolwiek. Bardzo wielu młodych ludzi pomagało wówczas przy organizowaniu I Zjazdu „Solidarności”, także członkowie NZS. Wśród nich na pewno nie było Gosiewskiego.
Na kolejne zmyślenia Przemysława Gosiewskiego natknąłem się w opublikowanych niedawno wywiadach. W jednym z nichtwierdzi, że:
„– Chciałem studiować historię. Okazało się jednak, że tata, który z wykształcenia był historykiem, wziął moje dokumenty i przepisał na wydział prawa. »Historyk to nie najlepszy zawód dla mężczyzny« – tłumaczył. Na początku byłem na niego piekielnie obrażony. Dzisiaj uważam, że dokonał słusznego wyboru. Historia to dobre hobby – twierdzi Gosiewski”.
Prawda jest inna. W ciągu roku akademickiego 1983/84 Gosiewski pojawił się na Uniwersytecie Gdańskim i chciał przenieść się z pierwszego roku studiów z Poznania do Gdańska. W dziekanacie dowiedział się, że jest niemożliwe przeniesienie się z jednej uczelni na drugą w czasie roku akademickiego i jednocześnie zmienienie kierunku studiów. Dlatego o pomoc zwrócił się do samorządu studentów. Prosił o pomoc, tłumaczył, że ma kłopoty w Poznaniu, że spotkały go jakieś nieprzyjemności, że z Gdańskiem bardziej czuje się związany, że będzie miał stąd bliżej do domu i jeśli się nie przeniesie, to go ze studiów w Poznaniu wyrzucą. Samorząd zgodził się mu pomóc. Zostało napisane pismo do dziekana PiA z prośbą o przychylenie się do prośby studenta. Z powodu pisma samorządu studentów Gosiewski został przyjęty na wydział PiA UG.
W tym samym wywiadzie pojawia się wypowiedź Gosiewskiego z dziwnymi informacjami:
„– W 1986 roku postępowanie przeciwko mnie wszczął wydział ds. walki z terroryzmem wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku. Odpalałem petardy z ulotkami. Huku było co niemiara. Ale i efekt niezły Uznali, że podpadam pod paragraf z terroryzmem. Dostałem nawet wezwania na przesłuchania, ale w końcu mi odpuścili”.
Nie są znane informacje o tym, aby w 1986 r. Gosiewski odpalał jakieś petardy z ulotkami i był z tego powodu wzywany na przesłuchania do SB. Niezrozumiałe są jego słowa o tym, że mu „odpuścili”. Informacje o przesłuchaniu Gosiewskiego przez SB pochodzą z jesieni 1988 r., kiedy to był po raz pierwszy zatrzymany podczas zebrania KKK NZS w Warszawie.
Gosio, czy też Przemol, był lubiany chyba przez wszystkich. Pracowity, aktywny i zaangażowany. Był bezpośredni, miał poczucie humoru. Wówczas były zupełnie inne czasy. Nikomu nie przychodziło do głowy, że ktoś może zmyślać i tworzyć legendy. Wydawało się, że wszyscy będą uczciwi, honorowi, prawi i sprawiedliwi...



Komentarze
Pokaż komentarze (81)