leszek.sopot leszek.sopot
145
BLOG

Kocham moją Madonnę

leszek.sopot leszek.sopot Rozmaitości Obserwuj notkę 25

Dziś w Polsce świętowane są dwie Madonny. Do Czarnej Madonny ludzie zbliżają się na klęczkach. Schody i korytarze są wyrzeźbione milionami nóg i kolan… Przeogromna moc miejsca: wiary, tęsknoty za miłością i szczęściem, zdrowiem i sprawiedliwością. Tu wszyscy są skupieni, tak bardzo cisi i skruszeni.


Częstochowa 1982 r.

 
Do królowej popu idą uśmiechnięci ludzie. Chcą się cieszyć swoją młodością, zdrowiem i radością. Jestem prawie jej rówieśnikiem. Kilka jej piosenek nieodłącznie kojarzy mi się z wydarzeniami z mojego życia. Szczególnie jedna
 
 
kojarzy mi się z moją największą miłością, moją wówczas małą Madonną, która urodziła się 15 sierpnia 1983 roku. Uczyła się chodzić i mówić, a pierwszy raz zatańczyła ze mną w pokoju akademika w takt muzyki o bajecznej wyspie.
15 sierpnia magiczna data. W 1982 roku autostopem wybraliśmy się z moją późniejszą żoną autostopem do Częstochowy. Okłamała swych rodziców, a jej koleżanka skłamała także, że jadą do domku nad jezioro… Tak więc była to grzeszna wyprawa, ba, i bez ślubu.
 

Częstochowa 1982
 

Częstochowa 1982
 
Dotarliśmy szczęśliwie w przeddzień uroczystości. Wieczorem rozbiłem namiot tuż za klasztorem na polu namiotowym. Chwilę później, gdy było już ciemno, rozpoczęła się straszliwa burza z piorunami, które raz po raz uderzały w jasnogórską wieżę. Moja czarnowłosa strasznie się bała, popłakała się. Szeptałem, że nic się nie stanie, że ta burza jest fantastyczna… Było jak pod ostrzałem szwedzkiej artylerii. Brakowało tylko Kmicica i księdza Kordeckiego. Ja to czułem, ona nie. Chciała być ze mną a nie z piorunami.
Jasna Góra to cudowne miejsce. Mistyczny dotyk murów, kamieni, zakamarków...
 

Częstochowa 1982
 
 
Rok później mieliśmy córkę. Byliśmy szczęśliwi – czasem mniej, czasem bardziej. Jak to w życiu bywa. Szczęście trwało krótko, ale czyż nie jest tak, że tylko chwile się pamięta, do których się często wraca, i to chwile pozwalają czuć, że życie miało sens.
 
Moja mała, ukochana Madonna
 
Największą miłością na świecie do dziś jest moja, choć już nie moja, wówczas mała Madonna. Nic tak nie dawało radości i miłości jak dziecko. Gaworzy, chichra się, przytula, stukrotnie oddaje tę miłość, którą sama otrzymuje. Pierwsze kroki, pierwsze słowa i nagle całe zdania podrzędnie złożone i niesamowite zdolności słowotwórcze – np. z wymyśleniem, że jeśli coś śnieży, to i deszczy a nie pada. Albo to, gdy dopiero co nauczyła się mówić, na pytanie ile jest dwa dodać dwa odpowiedziała pewnie i bez zastanowienia: cztery. Oniemieliśmy cali w strachu, że nam dziwadło wyrośnie. Nie wyrosło.
To jej, mojej małej, dziś święto. I tych kilka słów też (taka mała prywata…), aby miała w życiu o wiele więcej szczęścia i miłości ode mnie. Niech się jej wymarzy i spełni podróż na Islę Bonitę bo pewnie dziś nie pamięta jak wówczas z młodym, a dziś starym grzybem tańczyła.
Dla tej, co teraz za górami, za lasami... To wpis dla niej.

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Rozmaitości