leszek.sopot leszek.sopot
438
BLOG

Solidarność

leszek.sopot leszek.sopot Rozmaitości Obserwuj notkę 13

Wiele idei sięgnęło bruku. Niektóre nie pozostawały na papierze. Tysiące ludzi usiłowało wprowadzać je w życie. Niektóre bywały zdradliwe, niektóre swą szlachetnością porywały serca. Szlachetną ideą, która nie miała nikomu wyrządzić krzywdy, była idea "Solidarności". To za nią się tęskni i bardzo przeżywa jej upadek. Nie, to nie ona upadła. To, co szlachetne nie otarło się o bruk.

To ludzie, ikony, czy całe elity jej nie sprostały. Nie sprostali jej też szeregowi wyznawcy, którym nie starczyło sił i zdolności, aby kierować się zasadami solidarności, a nie propagandzistom dzielącym ludzi, których chcą zyskać dla swojej a nie wspólnej korzyści. Dziś jakże wielu z tych bezimiennych wyznawców idei "Solidarności" obrzuca innych niewybrednymi wyzwiskami i pomówieniami... Są gorsi od najgorszych komunistycznych aparatczyków. "Solidarności" dziś nie ma. Przy takim zachowaniu elit i "bezimiennych" już jej nie będzie.

Nikt też dziś już nie zrozumie o co wówczas chodziło i jak dziś realizacja idei solidarności miałby się urzeczywistnić.


Anna Walentynowicz słucha w katedrze na Wawelu wykładu o "Solidarności sumień" ks. Tischnera

Solidarność sumień
Słowo „solidarność” skupia w sobie nasze pełne niepokoju nadzieje, pobudza do męstwa i do myślenia, wiąże ze sobą ludzi, którzy jeszcze wczoraj stali od siebie daleko. Historia wymyśla słowa, aby następnie słowa mogły kształtować historię. Słowo „solidarność” przyłączyło się dziś do innych, najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym dniom. Jest takich słów kilka: „wolność”, „niepodległość”, „godność człowieka” – a dziś „solidarność”. Każdy z nas czuje ogromny ciężar ukrytych w tym słowie treści. […]
Przeżywamy dziś niezwykłe chwile. Ludzie odrzucają maski z twarzy, wychodzą z kryjówek, ukazują prawdziwe twarze. Spod prochu i zapomnienia wydobywają się na jaw ich sumienia. Jesteśmy dziś tacy, jacy naprawdę jesteśmy. Wierzący są wierzącymi, wątpiący wątpiącymi, a niewierzący niewierzącymi. Nie ma sensu grać cudzych ról. Każdy chce być nazwany swoim własnym imieniem. To, co przeżywamy, jest wydarzeniem nie tylko społecznym czy ekonomicznym, lecz przede wszystkim etycznym. Rzecz dotyka godności człowieka. Godność człowieka opiera się na jego sumieniu. Najgłębsza solidarność jest solidarnością sumień.
Ksiądz Józef Tischner, Wawel 19.10.1980 r. http://www.znak.com.pl/fragment.php?id=888 (link nieaktualny)


Narada komitetu strajkowego w czasie strajku w sierpniu 1980 r., w środku Anna Walentynowicz i Lech Walesa

Czy ludzie są źli
- Kiedy wybuchł strajk zaczęły się dziać z ludźmi jakieś dziwne rzeczy. Ludzie zrobili się dobrzy. Od razu, w ciągu jednego dnia. Nawet powiem pani, jeden z moich najgorszych prześladowców zaczął tak jakoś odważnie przemawiać do mikrofonu, ale tego nie wytrzymałam już i powiedziałam, jak się zachowywał wcześniej. Sytuacja zrobiła się trochę niemiła i Leszek musiał się trochę uspokoić – Proszę, żeby wszyscy usiedli – powiedział – i zachowali godność, jak przystało na chrześcijanina. Ja sam wyprowadzę tego pana, żeby mu się nie stała krzywda.
I przeprowadził go do bramy, za bramę nawet, poprzez tłum, który tam czekał na niego.
Ten człowiek był tu u mnie i mnie przepraszał.
Wszyscy mnie przepraszają teraz i wszyscy są dla mnie dobrzy i mili. Strażnicy, którzy wykręcali mi ręce, mówią – dzień dobry, pani Aniu – i nawet przepustki nie chcą sprawdzić. Mistrzowie, którzy pilnowali, żebym korzystała tylko z mojej toalety, składają mi gratulacje, a pani Jadzia, która gawędziła ze mną po kobiecemu, powiedziała – jestem z panią, pani Aniu. Poszłam do nich któregoś dnia podczas strajku z dziennikarzem angielskim – jakże się mną ucieszyli. – Musieliśmy, pani Aniu, to wszystko robić, bo baliśmy się – powiedzieli mi. – Ale teraz się już nie boicie? – spytałam. – Nie, teraz nie. I rzuciliśmy się sobie w ramiona. Tak że – ja przypuszczam – ludzie może i nie są źli, tylko się bardzo boją.
(Wywiad Hanny Kral z Anną Walentynowicz, 1981 r.)
http://wiadomosci.onet.pl/4609,117,1243889,4,temat.html (strona nieaktualna)


Pani Anna i Alinka

[...] Kadrowiec w pół godziny przyniósł gotowe angaże. Mało tego, dyrektor dołożył nam po 1500 złotych. Załatwiono też wszystkie żądania Komitetu Strajkowego Stoczni, inne obiecano rozpatrzyć w najbliższym czasie. Wydawało się nam, że jest to zwycięstwo. Wychodziliśmy z budynku „behape”, gdy nagle Alinka Pieńkowska, ta kruszynka, mało tego ludka, a taka odważna, zaczęła krzyczeć: „A co z tamtymi ludźmi!?! Jak my teraz spojrzymy w oczy wszystkim, którzy nas poparli w mieście!?!”
Alinka jest pielęgniarką w przyzakładowym szpitalu. Ona zawsze wszystkim się przejmowała. My teraz do mikrofonu by zatrzymać ludzi, wcześniej już Leszek odwołał strajk. Mikrofony wyłączone, tylko dyrekcja nadaje komunikaty, że strajk się skończył. Ja się rozpłakałam. Wszyscy rozchodzili się do domów. Wszystko zaczynało się rozsypywać. Wtedy Alinka zaczęła biegać między ludźmi i zadawała te same pytania co wcześniej nam. Zatrzymywali się. Słuchali. Ci, którzy jeszcze nie wyszli ze Stoczni, zostawali. W poniedziałek zostali prawie wszyscy. Dzisiaj dwa miesiące od tamtych dni czujemy przeogromne zmęczenie. Jesteśmy na nogach od dziewiątej rano do dziesiątej wieczór. Rozmawiamy z ludźmi. Spotykamy się. Dyskutujemy. Nałkładają się również na to trudności, które stwarza rząd, choćby przez dezinformację społeczeństwa, inaczej rozmawia się z nami, inaczej, czy to celowe, ze związkami starymi, ich mutantami, z ludźmi zaufanymi rządu. W każdym razie CRZZ bardzo nam przeszkadza, dlatego, że chcieliby ludźmi rządzić, a nie wiedzą czego należy się trzymać. Raz po raz pojawiają się w naszych zakładach ulotki, albo podpisane, na przykład przez Front Jedności Narodu, albo też nie podpisane. Potem przyjeżdżają do nas ludzie z Krakowa i nie wiedzą, czy te związki, gdzie oni są, to są ich związki, czy też jeszcze coś innego. Tak więc Leszek zamiast zajmować się jak najszybszym organizowaniem Związków zajmuje się ciągłym wyjaśnianiem, zajmuje się sprawami drobnymi, interwencyjnymi...
("Relacja Anny Walentynowicz", "Punkt" 1980 nr 12)


Lech Wałęsa, Sierpień 1980 r.

Wywalczyliśmy prawo do strajku
Ufaliście mi przez cały czas, a więc wierzcie mi w to, co powiem: uzyskaliśmy wszystko, co w obecnej sytuacji mogliśmy uzyskać. Resztę też uzyskamy, bo mamy rzecz najważniejszą: nasze niezależne, samorządne związki zawodowe. To jest nasza gwarancja na przyszłość! Walczyliśmy nie tylko dla siebie, dla własnych interesów, ale dla całego kraju. Wszyscy wiecie, jak wielka była solidarność ludzi pracy całego kraju z naszą walką.
W imieniu wszystkich załóg strajkujących chcę powiedzieć tym wszystkim, którzy nas poparli: walczyliśmy razem, walczyliśmy także dla was, bo przecież walczyliśmy... wywalczyliśmy prawo do strajku, uzyskaliśmy pewne gwarancje obywatelskie, a co najważniejsze - wywalczyliśmy prawo do niezależnych związków zawodowych. Wszyscy pracujący mają zagwarantowane prawo do dobrowolnego zrzeszania się w związki zawodowe. A więc prawo do niezależnych, samorządnych związków. A teraz z taka samą solidarnością i rozwagą z jak strajkowaliśmy, pójdziemy do pracy. Od jutra rozpoczyna się życie naszych nowych związków zawodowych. Dbajmy o to, aby pozostały one zawsze niezależne i zawsze samorządne, pracujące dla nas wszystkich, dla dobra kraju, dla Polski. Ogłaszam strajk za zakończony.
Stoczni Gdańska 31 sierpnia 1980 r.


Anna Walentynowicz, sierpień 1980 r.

- Rano byłam w naszej przychodni u lekarza. Ktoś powiedział: strajk. Spojrzałam na dźwigi za murem. Stały. Na wszelki wypadek nie wróciłam do domu, tylko do znajomych, pod czterdziestym. Przed dwunastą przybiegła do mnie sąsiadka i mówi – dyrektor przysłał po ciebie wóz. Powiedziałam, ze nie wyjdę stąd i niech podjada pod samą bramę. Samochód podjechał, wskoczyłam i pojechaliśmy. Parę minut po dwunastej weszłam do stoczni. W bramie stały jakieś dwie panie z kwiatami i okazało się, ze były to kwiaty dla mnie. Ktoś powiedział, żebym weszła na koparkę. Weszłam i zobaczyłam ogromny tłum, jak podczas wizyty papieża. Nad tłumem zobaczyłam transparent: „ŻĄDAMY PRZYJĘCIA WALENTYNOWICZ”.
Starałam się nie płakać.
Powiedziałam – dziękuję wam – i zeszłam z koparki.
Następnie wszyscy poszliśmy do Sali bhp, żeby się naradzić, ale resztę już pani pewnie zna, więc nie ma sensu powtarzać.
(Wywiad Hanny Kral z Anną Walentynowicz, 1981 r.)
http://wiadomosci.onet.pl/4609,117,1243889,4,temat.html (strona nieaktualna)

 
Po latach...

Walentynowicz: "Agentura zrobiła z Lecha Wałęsy bożka złotego i kazała nam składać mu hołdy. Był on parawanem, zasłoną dymną dla tych, którzy rozkradali nasz dorobek narodowy – mówi Polskiemu Radiu Anna Walentynowicz".
Wałęsa: "wiele dokumentów dowodzi tego, że Pani Walentynowicz w swoich działaniach przeciwko mnie i "Solidarności" była inspirowana przez bezpiekę. Najbardziej znany przypadek, o którym sama mówiła, to fałszywki przekazane jej przez SB, a wymierzone we mnie. Jak opowiadała, w pierwszym odruchu wyrzuciła je do kosza. Później jednak uwierzyła w nie i wierzy do dziś, a taką wiarę szerzy wszędzie, gdzie się pojawia. Pytam więc, dlaczego dała się przekonać i komu? Dlaczego w pewnym momencie uwierzyła SB i rozsyłała przekazane jej fałszywki?"


Razem pod jednym parasolem

Walentynowicz: "Wałęsa otrzymał Nobla za agenturalną działalność, dokładnie za powstrzymanie radykalnego skrzydła „Solidarności”. Życie potwierdziło tezę, że było to wyłącznie wyróżnienie dla agenturalnej działalności Lecha Wałęsy. Wywiady państw zachodnich prawdopodobnie wiedziały o jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Wałęsa nie był żadnym fenomenem, został wykreowany przez ogromny sztab ludzi. To była mafijna działalność. Wszystko po to, by oszukać naród".

Wałęsa: w jakiej "Solidarności" działała Pani Walentynowicz, skoro nazywana jest "matką Solidarności"? To jasne, że przywrócenie jej do pracy - i mnie - było jednym z pretekstów do ogłoszenia strajku w 1980 roku, ale później Pani Walentowicz nie uczestniczyła już w walce i strukturach "Solidarności". Nam nie pomagała. Matką jakiej "Solidarności" jest więc nazywana? Może ja nie wiem o istnieniu jakiejś innej. "Solidarność" od początku swego istnienia działała na zasadach demokracji. I to w wyniku tych zasad Pani Walentynowicz została wykreślona z listy członków przez legalne struktury Związku. Czy można mieć pretensje do kolegów ze Związku, którzy nie chcieli w swoich szeregach osoby kalającej własne gniazdo ku uciesze komunistów?


Wspólna kolacja w Jamie Michalikowej w Krakowie

Jak nakręceni wciąż mniej więcej to samo:
Walentynowicz: Wałęsa to "Bolek", nowa "Solidarność" pomaga komunie, ukradła nazwę, to zdrajcy
Wałęsa: to ja z żoną obaliłem komunę


17.IX.1980 r., pierwsze ogólnopolskie zebranie założycielskie "Solidarności", od prawej: Walentynowicz, Wałęsa, Bądkowski, Lis

Największym sukcesem SB jest nieustanna wojna zabijająca ideę "Solidarności". Wojna wciąż podsycana przez polityków dla własnej korzyści. Jak wiele karier dzięki niej doszło do skutku, jak wiele dobrych intencji i pomysłów zabito... Na niszczeniu idei "Solidarności" korzystają wszyscy cwani, sprytni i bez skrupułów ludzie, którzy w każdej chwili mogą grać przyjaciół i nieprzyjaciół, aby tylko wyjść na swoje.

Obecnie są obchodzone jakieś obchody. Za rok będą kolejne. Nikt z obchodów nie jest dumny. Ha, może ten, kto stanie za mikrofonem, będzie ulokowany w pierwszym rzędzie, skorzysta na tym, że pokaże się i uściśnie dłoń temu komu się opłaca uścisnąć. Będą dumni ci, którzy będą tłumaczyć jak wielka i wiekopomna była "Solidarność". Ksiądz pobłogosławi. Idea zostanie odprawiona z kwitkiem, imprez się odbędzie. Wszystko będzie więc w porządku. Jedni dokopią drugim. Komuś zostanie przypięty order.

Solidarność pozostała, ale tylko w takiej formie w jakiej przewidział to pieśniarz:

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam.

Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk,
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg...

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...

(Jacek Kaczmarski, Mury)

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości