"»Solidarność« ledwie wtedy dychała, bardzo osłabła" – wspomina w rozmowie z PAP Wałęsa. "W czasie uroczystości rocznicowych sam przychodziłem pod Pomnik Poległych Stoczniowców. Masę ludzi wyjechało, propaganda – wszystko to spowodowało, że ledwo, ledwo już żyliśmy" – mówi o 1983 roku, w którym dostał Nagrodę Nobla.
Sam przychodził bo inni wyjechali, poddali się propagandzie... Czy tak było na prawdę? Nie trzeba dużo pisać. Wystarczą zdjęcia.

Lech Wałęsa przemawia na manifestacji w Gdańsku przy plebanii kościoła św. Brygidy, 31.08.1983 r. Nie mówił do siebie... Fot. moje.

Pochód pod Pomnik Poległych Stoczniowców po mszy w kościele św. Brygidy 31.08.1983 r. Fot. mojego autorstwa

Blokada ustawiona przez oddział ZOMO drogi dojścia pod Pomnik Poległych Stoczniowców, Gdańśk 31.08.1983 r. Fot. mojego autorstwa

Przez blokadę ZOMO nie przepuszczono nikogo oprócz Wałęsy, Gdańsk 31.08.1983 r. Fot. mojego autorstwa

Tłum został przed blokadą. Z milicyjną obstawą Wałęsa sam poszedł złożyć kwiaty. Gdańsk, 31.08.1983 r. Fot. mojego autorstwa.
Wałęsa pod pomnikiem był sam, ale nie dlatego, że ludzie i ja także wyjechałem albo poddałem się propagandzie. Jemu pozwolono przejść. Nam nie.
Prawdziwy kryzys w "S" zaczął się jesienią 1985 r.
Czy może Wałęsa sam świętował przyznanie Nagrody Nobla? W Gdańsku tłum wiwatujących zwolenników triumfalnie podrzucał Wałęsę, gdy ten wrócił z całodziennego grzybobrania, spędzonego z przyjaciółmi w lesie. Później wychylając się z okna swojego mieszkania przemówił do tłumu zgromadzonych: „Myślę, że ci co rządzą zrozumieją, że dialog jest konieczny i że powinniśmy spotkać się przy stole negocjacyjnym. Ci, którzy przyznali mi tę nagrodę rozumieją, że chcemy zmienić sytuację w Polsce w sposób pokojowy. Ani nagrody, ani więzienie nie zepchną mnie z drogi, którą idę”. Korespondentom prasy Zachodniej mówił: „Faktycznym laureatem tej nagrody jest cały polski naród, i to naród cierpiący, narażony na upokorzenia. To, co się dzieje w mojej ojczyźnie, napawa mnie uczuciem wstydu, jest rzeczą hańbiącą, że ludzi wtrąca się do więzień i usuwa z pracy za przynależność do Związku, za dochowanie wierności ideałom, które reprezentował. Rzeczą hańbiącą było zdelegalizowanie »Solidarności«. [...] Nigdy nie zrezygnuję z walki o te idee, o które zawsze walczyłem. Tak jak w przeszłości będzie to walka przy pomocy środków pokojowych”.
Wałęsę dzisiaj przykro jest słuchać. Jest oczywiste, że dzięki jego postawie i temu, że chciało mu się iść pod pomnik czy przemawiać, dłużej można było wierzyć, że jednak nie wszystko jest stracone bo Lechu wciąż walczy. Wcale jednak nie był wówczas sam. Gdyby był nic by nie zrobił. Dzięki tysiącom konspiratorów jego słowa i gesty cokolwiek znaczyły.
Link do informacji z "Dziennika"
http://www.dziennik.pl/polityka/article242081/Lech_Walesa_Jestem_niesmiertelny.html


Komentarze
Pokaż komentarze (52)