Można pisywac felietony bez odnoszenia się do faktów historycznych. Można w takich felietonach puszczać wodze fantazji i opowiadać bajki. Ma się do nich odpowiedni stosunek. W Polsce jednak wielu "publicystów" opowiada bajki, ale podpiera się "nibyhistoriozofią" opartą na gdybydologi. Takim specem od manipulowania gdybydologią jest gwiazda gazety "Rzeczpospolita" R. Ziemkiewicz - od dziś obrońca tych, którym stała się krzywda, których okradziono.
Ziemkiewicz, gdy pisywał jeszcze na salonie.24 nie ukrywał, wręcz manifestował, swoją pogardę dla ludzi biednych. Pysznił się tym, że obchodził sylwestra po tej stronie drogi, gdzie zostały zbudowane – w czasie tej, jego zdaniem, okropnej III RP – cudowne domki jednorodzinne. O godz. 0.00 wyszedł z teściem na dwór by zapalić kilka sztucznych ogni i wybrzydzać na brudny plebs strzelający rakietami w gwiazdy. Musiał w noworoczny dzień pokazać pogardę. Dziś pokazał swoją pychę i arogancję dla uczciwości i prawdy, którymi jak błazen niezdarnie próbuje się maskować.
Czytam w Rzepie, że pochyla się z czułością nad na tymi, którym „ukradziono spektakl”, czyli „największe życiowe osiągnięcia” – sierpniowy strajk i całą „Solidarność”. Boże kochany, Ziemkiewicz pochyla się nad tymi, którym coś skradziono, pokrzywdzonymi! Niech spojrzy, ujmie się i weźmie w obronę tych z drugiej strony drogi. Tu mógłby się w życiu popisać swoją empatią i współczuciem. Gdzie tam. On musi pisać dla szmalu, a od biedy i nędzy odwróci się plecami. W życiu nic konkretnego nie zrobił dla słabszych.
Pisze tenże znawca historii, że Wałęsę wprowadził do WZZ Wyszkowski – bzdura. Pisze, że Wałęsa nie brał udziału w przygotowaniach do strajku w sierpniu 1980 r. – bzdura. Twierdzi, że Wałęsa jako szef strajku wierzył „wówczas jeszcze we władzę ludową i w to, że zło płynie jedynie z »wypaczeń«”. Trzeba być załganym człowiekiem wymyślającym na poczekaniu to, co może się lepiej sprzedać by coś takiego pisać by znalazło miejsce na łamach poważnej gazet, ale skoro tej gazecie to pasuje by płacić za bzdury.
Był pan, panie Ziemkiewicz, wówczas w stoczni, rozmawiał z Lechem, czytał lub odsłuchiwał rozmowy na Sali BHP lub negocjacje ze stroną rządową? Komu pan tak nędzne kłamstwa wciska, po co robi pan wodę z mózgu czytelnikom? Jak nisko trzeba upaść by twierdzić, że ludzie w stoczni wówczas oklaskiwali i nosili na rękach człowieka, który mógłby im wpajać wiarę we władzę ludową, w słuszność systemu realnego socjalizmu „bez wypaczeń”. Robaki zalęgły się w czyjejś głowie. Wszyscy wiedzieli, że tylko tyle można było wówczas wywalczyć - właśnie ten nieszczęsny "socjalizm bez wypaczeń". Ziemkiewiczowi chyba się marzy, aby doszło do zburzenia Bastyli - choć on nie z tej opcja a przeciwnej.
Dalej bzdury pisze, że hala Olivia była już przygotowywana na zjazd nowej „Solidarności” mającej powstać w wyniku esbeckiej operacji „Renesans”. Czyżby wywieszono na niej flagi „Solidarności”, wstawiono krzesła, zmontowano stół prezydialny i dekoracje? Gdzie się pan, panie Ziemkiewicz, tego doczytał, albo – w jaki sposób to pan sobie wybzdurzył? Kiedy ten zjazd zamierzała rozpocząć esbecja?
Dalej ten „wybitny” publicysta edukuje dzisiejszych czytelników, że sierpień ’80 zakończyłby się krwawo, „gdyby komuniści nie mieli przekonania, że mają Wałęsę pod kontrolą. Zresztą gdyby nie to przekonanie, prawdopodobnie Sierpień zamiast pokojowym zwycięstwem skończyłby się krwawą katastrofą”. To jest bzdura na miarę przedszkolaka, który nie potrafi logicznie myśleć, nie potrafi czytać, lecz słucha jedynie bajek. Dowiaduję się bowiem od „publicysty”, że WSZYSTKO ZALEŻAŁO OD JEDNEGO CZŁOWIEKA! Nie o to tylko chodzi, że jest to kolejna totalna bzdura, ale o to, że to jest absolutne sprzeczne z założoną na wstępie tezą, że Wałęsa coś komuś ukradł. Jak mógł ukraść, skoro to od niego zależało jak potoczyły się negocjacje i dzięki niemu nie doszło do przelewu krwi? Tez Ziemkiewicza brzmi więc: strajk sierpniowy = Lech Wałęsa.
Ziemkiewicz pisze dalej, że „jeszcze przez dobre dwa miesiące po internowaniu Wałęsa nie odmawia jednoznacznie udziału w odtwarzaniu »Solidarności«”. Panie Ziemkiewicz, zechciej pan przyjąć do wiadomości, że operację „Renesans” prowadzono od momentu wprowadzenia stanu wojennego do czasu rozwiązania „Solidarności” w październiku 1982 r. Czy wie pan kiedy z internowania wrócił Wałęsa?
Dalej jest insynuacja, że internowani byli pewni, że Wałęsa ich zdradzi i pójdzie na współpracę z komunistami (jednocześnie twierdzi Ziemkiewicz, że ci wówczas internowani od dawna wiedzieli, że to agent SB – to jak to było panie „publicysto”). Dalej brnie w gdybydologię mającą jak najbardziej poniżyć Wałęsę. Jest co krok w tym tekście przykładów na kłamstwa. Jak coś takiego mogło przejść do druku? Chyba tylko z powodu z góry postawionej tezy zgodnej z linią redakcji. Dobry jest dla autora każdy, nawet najmniej moralny chwyt, który z miejsca zamienia się w kolejne gdybanie. Ohydny tekst, w którym kpiną jest jego ostatni akapit mający sytuować autora po stronie prawdy, która w jego wydaniu ma być „ciekawa”.
Rzepa jest ważnym ogólnopolskim dziennikiem. Drukując takie teksty jak tekst Ziemkiewicza zasługuje na miano szmatławca celowo rozprowadzającego w społeczeństwie kłamstwa.
Można i należy krytykować ludzi na świeczniku, ale przy zachowaniu zasad uczciwości i rzetelności, etyki dziennikarskiej. Ziemkiewicz tym tekstem, jak i wieloma innymi, ubabrał się gorzej niż Urban w stanie wojennym, w którego wystąpieniach też często nie było krzty prawdy.
Tekst Ziemkiewicza
http://www.rp.pl/artykul/9157,197754_Potomek_cesarza_Walensa.html


Komentarze
Pokaż komentarze (58)