Tak w imieniu polskiego społeczeństwa zadecydowali w 1996 roku posłowie wybrani w wolnych i w pełni demokratycznych wyborach. Byli to posłowie PSL i SLD.
„Władze polskie na czele z Wojciechem Jaruzelskim starały się wprowadzić reformy i kreować politykę dialogu społecznego. Ta właśnie polityka w połączeniu z korzystnymi zmianami w ZSRR doprowadziła do radykalnych zmian systemu ustrojowego w Polsce. Zmiany te miały charakter bezprecedensowy w skali całej Europy i były impulsem oraz przykładem dla podjęcia podobnych zmian przez naszych najbliższych sąsiadów. [...] Decyzje podjęte 12 i 13 grudnia 1981 roku okazały się w historycznej perspektywie zwycięstwem rozsądku i troski o najwyższe dobro państwa” – napisano w zakończeniu sprawozdania sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej z prac nad wnioskiem o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej i karnej osób związanych z wprowadzeniem i realizacją stanu wojennego, pod którym podpisali się posłowie SLD i PSL.
„Zwycięstwo rozsądku”
Posłowie orzekli, że stan wojenny, czyli „zwycięstwo rozsądku i troski”, nie był wprowadzony po to, aby zlikwidować dialog społeczny lecz po to, aby go wprowadzić i jednocześnie uszczęśliwiając naród reformami gospodarczymi. Sprawozdanie Komisji „z przeprowadzonego postępowania w sprawie wniosku wstępnego »o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu oraz do odpowiedzialności karnej« 26 osób w związku z wprowadzeniem i realizacją stanu wojennego” przypomniało czasy PRL-u. Komisja przekonywała, że wprowadzenie stanu wojennego było zwycięstwem rozsądku Wojciecha Jaruzelskiego nad – w domyśle – rozhisteryzowanymi członkami 10-milionowej „Solidarności”. Albowiem „Solidarność”, polityka jego kierownictwa, godziła w wartość najwyższą, „jaką jest wolność narodu i państwa”. A w konsekwencji: „destabilizacja w Polsce mogła wpłynąć wysoce negatywnie na sytuację w Europie Środkowej i Wschodniej. Mogła wręcz odwrócić bieg historii i w skrajnym przypadku stać się przyczyną konfliktu ogólnoświatowego”.Posłowie rządowej koalicji doszli do wniosku, że obalenie ustroju komunistycznego w Polsce jest zasługą ludzi, którzy zdecydowali się stan wojenny wprowadzić by... ten ustrój chronić.
W ten sam sposób można argumentować, że Polska ponosi winę za wybuch II wojny światowej, gdyż gdyby polscy burżuazyjni przywódcy zgodzili się na korytarz, na oddanie Gdańska i uczyniliby także jakieś ustępstwa na rzecz ZSRR, to nie byłoby wojny, ale „niestety” zabrakło wówczas rozważnego przywódcy Wojciecha Jaruzelskiego, który stosując politykę „mniejszego zła” (poddanie się bez walki pod dominację ościennych mocarstw) uchroniłby przed śmiercią wiele milionów ludzi.
Obrońcy stanu wojennego, by uwiarygodnić tezę o zwycięstwie rozsądku, powołali się też na uchwałę Sejmu PRL z 21 lipca 1983 roku, w której napisano: „Historyczna zasługa w ocaleniu kraju, skutecznym i rozsądnym wyprowadzeniu go znad skraju przepaści przypada Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego, dowódcom Wojska Polskiego, którzy wzięli na swe barki ciężar odpowiedzialności w tym przełomowym okresie”. Z tego cytatu jasno wynika, że to nie Sejm ani rząd PRL dźwigał na „swych barkach ciężar odpowiedzialności”, lecz generałowie i to oni odpowiadają za wprowadzenie stanu wojennego, a że ówcześni posłowie, w przeszło półtora roku od wprowadzenia stanu wojennego, pozytywnie go ocenili cóż to za argument? Gdyby nawet surrealistycznie założyć, że byliby niezawisłymi posłami to czyż ci posłowie wyrażający wolę „ludu pracującego miast i wsi” nie byli zagrożeni aresztem, karą banicji, wyrzuceniem z pracy?
„Osłona psychologiczna”
Najbardziej zdumiewający jest fakt, że posłowie doszli do wniosku, iż w chwili ogłoszenia stanu wojennego Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego nie działała(!), gdyż jej pierwsze posiedzenie odbyło się 14 grudnia 1981 roku: „Nie znaleziono żadnych dowodów na to, aby WRON »koordynowała i administrowała wprowadzenie stanu wojennego«, gdyż w momencie wprowadzenia tego stanu WRON jeszcze nie istniała”.
Doszli natomiast do wniosku, że słowa generała Jaruzelskiego, który 13 grudnia 1981 roku powiedział w przemówieniu telewizyjnym, że WRON „ukonstytuowała się” i „jest administratorem stanu wojennego”, były… „zwrotem retorycznym”.
Czym była więc zdaniem postpeerelowskich posłów WRON? Otóż „była przede wszystkim swoistą »osłoną psychologiczną«, zastosowaną w związku z wprowadzeniem stanu wojennego”, a jej celami strategicznymi były: „konsolidowanie i wychowanie społeczeństwa w duchu budowy ustroju socjalistycznego, przywrócenie więzi władzy z ludźmi pracy, umacnianie gospodarki narodowej przez wdrożenie reformy gospodarczej, pogłębienie treści i form współpracy z krajami RWPG oraz przetrwanie imperialistycznej blokady ekonomicznej, wypracowanie i wdrożenie nowych zasad polityki kadrowej”.
„Wielkie idee socjalizmu”
Ze sprawozdania Komisji dowiedzieliśmy się także, że stan wojenny oraz działania WRON nie złamały żadnego punktu ówczesnej Konstytucji PRL, albowiem: „stanowisko PZPR, w zakresie pewnych ogólnych wytycznych miało, zgodnie z art. 3 ust. 1 Konstytucji PRL, charakter wiążący organy państwowe. Zatem jeżeli kierując WRON Wojciech Jaruzelski realizował postanowienia art. 3 ust. 1 Konstytucji PRL a decyzje, uchwały i zalecenia WRON były zgodne ze stanowiskiem PZPR w tych sprawach, to działania takie miały podstawę prawną w ówczesnej Konstytucji”. Czyżby?Jakie były naczelne zadania określone w ówczesnej Konstytucji. W preambule zapisano, że obowiązkiem władz państwa jest „umacnianie państwa ludowego” oraz „urzeczywistnianie wielkich idei socjalizmu”. Dalej mogliśmy czytać, że „Polska Rzeczpospolita Ludowa jest państwem socjalistycznym”, że „przewodnią silą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza”, że „Polska Rzeczpospolita Ludowa ochrania i rozwija socjalistyczne zdobycze polskiego ludu pracującego miast i wsi, jego władzę i wolność”.Gdyby literalnie zinterpretować „wielkie idee socjalizmu”, to jest przecież oczywiste, że wszyscy członkowie PZPR byli w grupie przestępczej, bowiem działali wbrew ideom a więc i konstytucji, bo jedną z „wielkich idei socjalizmu” było, by „lud pracujący miast i wsi” sam o sobie decydował.
Aż dziwne, że na podstawie tych głównych idei Konstytucji PRL nie zamknięto nikogo za kratki. Może dlatego, że już nikt nie wie, co to były za idee. Za nierealizowanie tych ideałów powinni być pociągnięci do odpowiedzialności nie tylko autorzy stanu wojennego, ale i cała rzesza partyjnych aparatczyków.
„Wzgląd na bezpieczeństwo państwa”
Postpezetperowscy i postzeteselowcy przyznali w sprawozdaniu, że stan wojenny mógł być wprowadzony tylko wówczas, gdyby zagrożone było bezpieczeństwo państwa. Oczywiście zadecydowali, że było, gdyż władze „miały pełne i obiektywne podstawy do tego, aby obawiać się zbrojnej interwencji wojsk Układu Warszawskiego”. Podstawy do obaw to każdy może mieć, że np. meteoryt spadnie. Nie przedstawiono dotąd żadnego dowodu na to, że gen. Jaruzelskiemu postawiono jakiekolwiek ultimatum, że do jakiegoś terminu ma „załatwić problem własnymi siłami”. Do dziś nie przedstawiono też dowodów, na podstawie których można twierdzić, że zimą 1981 na 1982 r. ZSRR planował zbrojną interwencję. Wręcz przeciwnie, pojawiły się dokumenty potwierdzające, że w ZSRR uznano, że jedynym możliwym wariantem poradzenia sobie z „polskim problem” jest by Polacy sami z sobą się rozprawili. Dalej posłowie stwierdzili, że działania opozycji zmierzały do zmiany systemu ustrojowego PRL (ale czy w sposób zgodny z ówczesnym prawem czy też w drodze zamachu stanu?), drastycznie pogorszyła się sytuacja gospodarcza (czyż nie spowodowały to nieudolne rządy ekipy tow. Edwarda Gierka? Według danych GUS z 1982 roku strajki i protesty spowodowały utratę tylko 0,8 proc. czasu pracy).
W sprawozdaniu podkreślono także, że wzrosła aktywność radykalnych działaczy PZPR (czyli, że bezpieczeństwo Polski było zagrożone przez Stowarzyszenie „Grunwald” lub Forum Katowickie). Oskarżono „Solidarność”, że z jej powodu mogło dojść do „powstania rozruchów i walk wewnętrznych na skutek procesów żywiołowych bądź podjęcia takich działań przez niektóre odłamy opozycji, bądź też świadomej prowokacji ze strony tych, którzy dążyli do wzrostu napięcia w Polsce”. Był to zwyczajny argument gdybologiczny, na poparcie którego nie można znaleźć żadnego znaczącego przykładu z okresu legalnego działania Związku. Uznano, że przebieg i wyniki posiedzenia Prezydium KK „Solidarność” w Radomiu, oraz posiedzenie KK 11–12 grudnia w Gdańsku „stanowiły wystarczające powody dla uznania przez władze (w tym przez Radę Państwa), że tracą one kontrolę nad sytuacją, co tym samym powoduje zagrożenie bezpieczeństwa państwa. W Radomiu odbyła się długa dyskusja, podczas której padło wiele krytycznych głosów pod adresem rządu, który obarczono odpowiedzialnością za fiasko negocjacji oraz za szereg posunięć potęgujących niepokój w kraju. Rząd natomiast musiał się przestraszyć słynnych słów Wałęsy o „targaniu się po szczękach” oraz zapowiedzi, że to nie „Solidarność” wezwie do protestów lecz, że odpowie na siłowe działania władzy w postaci najpierw 24-godzinnego strajku po uchwaleniu przez Sejm nadzwyczajnych uprawnień dla rządu, a w przypadku ich wprowadzenia w życie – strajkiem generalnym. Wiadomo, że rozkaz o stanie wojennym został wydany około południa w sobotę 12 grudnia. O tej porze obrady KK jeszcze trwały, skąd więc władze mogły wiedzieć jak one przebiegły? „Solidarność” zapowiadała jedynie, że w przypadku ograniczenia wolności obywatelskich będzie się broniła.

„Doktryna Breżniewa”
Wydaje się, że najpoważniejszym argumentem, jakim posłużyli się obrońcy stanu wojennego była przywołana w sprawozdaniu „doktryna Breżniewa”. Przytoczono jej treść, z której wynikało, że interwencja wojsk Układu Warszawskiego nastąpiłaby tylko wówczas, gdyby obalona została władza PZPR, chcielibyśmy wyjść z Układu Warszawskiego i być przyjęci do EWG lub NATO. W Sprawozdaniu nie podano ani jednego i przykładu na to, że „Solidarność” zmierzała do realizacji takich celów. Polacy marzyli o takiej przyszłości, ale oczywiście byli przy zdrowych zmysłach i mieli w pamięci wydarzenia na Węgrzech w 1956 roku i w Czechosłowacji w 1968 roku.Czytając sprawozdanie Komisji można było dojść i do odmiennych wniosków. „Doktryna Breżniewa” może być dowodem na to, że nie mogło dojść do interwencji wojsk radzieckich, gdyż nie zaistniały w Polsce fakty usprawiedliwiające zastosowanie doktryny. W Polsce nie rządzili ludzie, którzy chcieli uniezależnić się od ZSRR lecz przeciwnie, rządzili usłużni wykonawcy poleceń Kremla. Czyż groźba użycia siły jest równoznaczna z jej użyciem? Każdy przestępca mógłby w ten sposób się bronić: ja złamałem ci tylko rękę, ale musisz być mi wdzięczny, bo mój kumpel groził, że ci ją obetnie. Wybrałem mniejsze zło, jestem więc niewinny. Sędzia z większą wyobraźnią uniewinnił by bandytę, ale ten trzymający się faktów musi ukarać każde wyrządzone zło.
„Mniejsze zło”
Tym argumentem często posługuje się generał Jaruzelski i wszyscy jego obrońcy. Stosując taką filozofię można bronić każdego przestępcę. Filozofia mniejszego zła jest z gruntu fałszywa, gdyż każde zło wyrządzone jest większe od nawet największego, ale jedynie teoretycznego zła. Zło, które się zrealizowało, dotknęło ludzi, którzy później długo cierpią fizycznie i psychicznie. Straty moralne, materialne, złamane kariery, niezrealizowane marzenia, aresztowania, pobicia, ofiary śmiertelne – to rzeczywiste koszty wprowadzenia stanu wojennego.Koszty stanu wojennego to także stracone lata dla rozwoju gospodarczego Polski. W jaki sposób można było w sprawozdaniu twierdzić, że polityka ekipy Jaruzelskiego doprowadziła do rozwoju gospodarczego Polski? Właśnie załamanie się gospodarki pod rządami ekipy Jaruzelskiego doprowadziło do rozmów w 1988 r. z „Solidarnością”, która rok później wymusiła na kontraktowym Sejmie przegłosowanie bolesnej reformy Balcerowicza.
W 1996 r. wniosek mniejszości o pociągnięcie do odpowiedzialności, a nie o umorzenie postępowania, przedstawiał w Sejmie Jacek Taylor, poseł Unii Wolności.
Dziś znowu tego typu jak powyższe argumenty są wysuwane za uniewinnieniem generała. Wówczas one przeważyły. Czy znowu tak się stanie? Mam nadzieję, że nie. Nie chcę się na generale mścić, chciałby tylko aby zło zostało osądzone i skazane. Tak jak kiedyś gen. Jaruzelski skazał NSZZ „Solidarność”. Chciałbym, aby zobaczył choć przez 5 minut zaryglowane drzwi celi z zakratowanym oknem. Niech później posłaniec mu przyniesie akt łaski podpisany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Będę się wówczas mógł nawet ucieszyć jego wolnością.
PS
Zdjęcia są mojego autorstwa


Komentarze
Pokaż komentarze (37)