W listopadzie 1987 roku wydrukowano artykuł Adama Michnika "Oblicze pierestrojki" w niemieckim „Der Spiegel”. Napisał w nim, że w stosunku do tego, co dzieje się na Wschodzie w Warszawie czas się zatrzymał. Twierdził, że Polską rządzą konserwatyści niezdolni do politycznego otwarcia, którzy nie podjęli żadnych realnych działań reformatorskich. Michnik za pozytywne uznał natomiast:
„publiczne przyznanie, że polityka, zapoczątkowana wojskowym zamachem stanu, poniosła klęskę. [...] Ideologia stanu wojennego, głosząca, że kryzys polski jest efektem działań »Solidarności«, została przekreślona przez życie. Czas sformułował odmienną diagnozę: obecny kryzys komunizmu ma charakter międzynarodowy i dotyczy systemu władzy nad życiem społecznym i gospodarką. Co więcej: w Moskwie powiedziane zostało, że warunkiem skutecznej reformy w gospodarce jest reforma polityczna: demokratyzacja. Choć nie do końca wiadomo, co kryje to słowo, to trzeba odnotować, że podobne głosy rozległy się w Pekinie i Budapeszcie. O potrzebie zmian mówi się w Sofii. Nawet Praga, rządzona przez »ludzi z betonu«, wypuszcza pewne odwilżowe sygnały. Tendencja jest tak oczywista, że Jaruzelskiemu trudno się z niej wyłamać. [...] Jest jeszcze konserwatywna NRD. Ale nic nie wprawiło władców Polski w takie zdenerwowanie, jak podróż Honeckera do RFN” (cytat z: „Krytyka” 1988, nr 27, s. 6-8).
Zbliżenie się do siebie dwu krajów niemieckich i jednocześnie dokonujące się reformy Gorbaczowa stanowiły test dla ekipy generała Jaruzelskiego. Michnik pytał wprost: „Oto Honecker, niemiecki komunista odległy od liberalnych pokus, potrafił zdobyć się na zbliżenie z RFN w imię racji stanu niemieckiego narodu. Czy Jaruzelski zdobędzie się na równie dalekowzroczny gest w stronę polskiej opozycji!?”
Pytał dalej, czy Jaruzelski widzi, że czas dyktatorów mija, a świat komunizmu jest w największym kryzysie. Odpowiadał, że generał tego nie widzi, że jest więźniem przeszłości i myśli według wojskowego paternalizmu, co objawia się między innymi ciągłymi oskarżeniami „Solidarności” o agenturalność na rzecz USA.
Michnik postawił hipotezę, że dlatego gen. Jaruzelski nie zdobył się na dialog z Wałęsą bo liczył na „porażkę orientacji proreformatorskiej w Rosji i innych krajach”. Analizował, że część radzieckiej nomenklatury odbiera reformy Gorbaczowa mające wzmocnić system jako atak na system: „Konflikt w obrębie radzieckiego aparatu staje się coraz bardziej czytelny. [...] Niepokój aparatu można zrozumieć: zmiany – mimo wszystkich niekonsekwencji – poszły dalej niż można było oczekiwać. [...] Powraca temat opozycji demokratycznej z epoki breżniewowskiej. Prostują karki uciemiężone narody. To więcej niż spodziewali się obserwatorzy zagraniczni. Więcej niż pragnęłaby konserwatywna część aparatu. Ale być może mniej niż spodziewało się skrzydło reformatorskie”.
Jaruzelski nie chciał politycznego otwarcia i wciąż wahał się nad wdrożeniem znaczących reform gospodarczych. W 1987 roku wciąż były to tylko gesty i zapowiedzi. Michnik uważał, że generał obawiał się szybkich zmian, gdyż kalkulował, czy Gorbi skończy jak Dubczek zmieciony przez partyjną konserwę. Dlatego Michnik życzył sukcesu demokratycznym reformom w ZSRR i przypominał słowa Jana Pawła II, które wypowiedział w czerwcu 1987 r. podczas pielgrzymki do Polski o podmiotowości społeczeństwa i potrzebie przestrzegania praw osoby ludzkiej, czego pragnęło całe polskie społeczeństwo i dlatego te sprawy musiały stać się podstawą publicznego dialogu.
Od przełomu 1987 na 1988 rok nad Polską zaczęło krążyć widmo społecznego wybuchu, za który odpowiedzialny był ogromny kryzys gospodarczy, a nie działania słabej opozycji. Nic wciąż nie zapowiadało, że generał dąży do przełomu, do porozumienia – czym dziś uzasadnia wprowadzenie stanu wojennego. Do reform w Polsce nie dochodziło nie z powodu polityki ZSRR lecz postawy aparatu partyjnego na czele z gen. Jaruzelskim. Generał nie chciał przyznać się do klęski, do kłamstw zawartych w uzasadnieniu wprowadzenia stanu wojennego. Dalej się nie przyznaje – oskarża o kryzys gospodarczy „Solidarność”, wini porozumienia zawarte 31 sierpnia 1980 r., że pchnęły Polskę w przepaść. Przedstawia sytuację tak jak partyjny beton z lat PRL. Mówi prawie to samo, co mówił 13 grudnia 1981 roku.
W przemówieniu obwieszczającym wprowadzenie stanu wojennego mówił, że jest to droga do normalizacji, zaprowadzenia spokoju i... demokracji: „Nie zmierzamy do wojskowego zamachu, do wojskowej dyktatury. Naród ma w sobie dość siły, dość mądrości, aby rozwinąć sprawny, demokratyczny system socjalistycznych rządów”. Rysował apokaliptyczny obraz kryzysu gospodarczego oraz gotującej się do zamachu stanu „Solidarności”. Kłamał mówiąc: „Strajki, gotowość strajkowa, akcje protestacyjne stały się normą. Wciąga się do nich nawet szkolną młodzież. Wczoraj wieczorem wiele budynków publicznych było okupowanych. Padają wezwania do fizycznej rozprawy z »czerwonymi«, z ludźmi o odmiennych poglądach. Mnożą się wypadki terroru, pogróżek i samosądów moralnych, a także bezpośredniej przemocy”.
Nigdy nie podano żadnego przykładu na zastosowanie „bezpośredniej przemocy”, a wszystkie strajki po apelu prymasa Glempa zostały 12 grudnia zakończone lub przerwane. W następnym zdaniu, tak aby jego przesłanie wiązało się z obciążeniem „Solidarności” za wszelkie zło w kraju, dodawał: „Szeroko rozlewa się po kraju fala zuchwałych przestępstw, napadów i włamań. Rosną milionowe fortuny rekinów podziemia gospodarczego. Chaos i demoralizacja przybrały rozmiary klęski. Naród osiągnął granice wytrzymałości psychicznej. Wielu ludzi ogarnia rozpacz. Już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę”. Kto zdaniem generała miał odpowiadać za chaos i „milionowe fortuny” – oczywiście „Solidarność”, a nie partia i kierowany przez nią rząd. Kłamstwa i pomówienia prześcigają się z propagandową demagogią.
Inaczej tłumaczył wprowadzenie stanu wojennego w wąskim partyjnym kręgu najbardziej oddanych „demokracji socjalistycznej” ludzi. Z protokołu nr 19 z posiedzenia Biura Centralnego KC PZPR z 13 grudnia można dowiedzieć się, że pierwszy za wprowadzenie stanu wojennego gratulacje złożył mu Breżniew oraz że wyprowadzenie wojska na ulice ma służyć zniewoleniu za pomocą psychozy strachu całego społeczeństwa:
„otrzymałem telefon od tow. Breżniewa, który z sympatią odniósł się do nas i stwierdził, że skutecznie przystąpiliśmy do walki z kontrrewolucją. [...] Wysoko zostało ocenione moje przemówienie. Zapewnił, że możemy liczyć na pomoc ekonomiczną. W rozmowie mocno zaakcentowałem sprawę pomocy ekonomicznej. Moment przez nas wybrany był ostatni i optymalny, wcześniej była zła sytuacja, a później jeszcze gorsza. Lepszego momentu nie mieliśmy [...]. Legalnie istniejąca władza wprowadziła środki zabezpieczające państwo. To są argumenty dla Zachodu. [...] Będzie mijać element zaskoczenia, szoku. Codzienne trudności teraz będą adresowane do władzy, bo nie ma »Solidarności«.
[...] Na zdobytych materiałach pokazywać, czego udało się uniknąć. W ostatniej chwili zażegnano groźne niebezpieczeństwo. Należy utrzymywać szok, wywołany podjętymi przez nas decyzjami. [...] Publikować decyzje o ukaraniu winnych. [...] Działania muszą być śmiałe, należy wyegzekwować podjęte sprawy. Nie targować się, działać. [...] Pozostaje w mocy sprawa zagrożenia. Należy utrzymywać zorganizowane partyjne grupy. Należy stworzyć atmosferę działania w partii i wśród aktywu. Ludzie muszą czuć się, że przystąpili do walki. [...] Trzeba utrzymywać psychozę stanu wojennego, grozę i powagę z uwierzytelnianiem spraw zapowiedzianych. [...] Trzeba publikować życiorysy działaczy opozycji: Rulewski, Kuroń. Pokazywać, kto za nimi stoi. [...] Tow. Czyrek powinien postawić w rozmowach z sojusznikami sprawę pomocy żywnościowej. Brać wszystko, co oferują”.
Społeczeństwo, naród miało być przedmiotem podlegającym „psychozie” i „grozie”, nie miało być gospodarzem w swojej ojczyźnie. W protokole z posiedzenia Biura Centralnego KC PZPR nie ma słowa o tym, że zażegnano groźbę sowieckiej interwencji. Generał mówił o drodze ku „demokracji”, a partyjnym towarzyszom tłumaczył, że ma ona polegać na zastraszeniu społeczeństwa i surowych wyrokach.
Czy było to konieczne, skoro już podczas kolejnego posiedzenia Biura Politycznego 22 grudnia gen. Kiszczak, mówił, że „Solidarność” „nie jest zdolna zagrozić władzy ludowej”? Wiele miesięcy przygotowań, propagandy mającej wykreować zbrojne podziemne, inspirowanie napięć i konfrontacji było niepotrzebne. Polskie społeczeństwo nie chciało przelewu krwi, chciało wolności obywatelskich w drodze dialogu, chciało demokratyzacji życia społecznego, a nie wojny domowej. Wojna wypowiedziana przez Jaruzelskiego własnemu narodowi była niepotrzebna. Pokazują to pierwsze tygodnie stanu wojennego. Na przykład, w siedmiu ówczesnych województwach Polski północnej poza Gdańskiem nie było w zasadzie protestów. W województwie koszalińskim 13 grudnia strajkował jeden zakład w Białogardzie, w województwie bydgoskim – w Chojnicach, a w toruńskim – w Grudziądzu. W kilka godzin poradzono sobie z „Solidarnością” we wszystkich mniejszych miejscowościach. W większych – w ciągu kilku dni.
Polska nie stała pod szantażem wkroczenia do kraju wojsk sowieckich. To przywódcy PZPR byli szantażowani, że jeżeli nie mogą poradzić sobie z „Solidarnością” to ich stanowiska zajmą inni polscy komuniści. Przywódcy PZPR byli bowiem oceniani nie z sukcesów osiąganych przez swoje kraje, ale z gorliwości wykonywania politycznych wytycznych płynących z Moskwy. Tylko najwierniejszy z wiernych wykonawców moskiewskich poleceń mógł być szefem polskiej partii i rządzić krajem. Właśnie w ten sposób należy odczytywać zachowane dokumenty wschodnioniemieckiej SED, w których odnotowano, że 16 września Ciosek w rozmowie z nieznanym przedstawicielem SED mówił, że Jaruzelski przeszedł proces przemyśleń i „jeżeli strona radziecka go postawi pod silnym naciskiem, może dojdzie on do pozytywnego rozstrzygnięcia”, którym miało być wprowadzenie dyktatury wojskowej. W podobnym duchu miał mówić Kociołek 28 września do członka Biura Politycznego SED i sekretarza organizacji berlińskiej Konrada Naumanna, że znalazł dla swego stanowiska zrozumienie u Jaruzelskiego i zwracał uwagę na różnice między Kanią a Jaruzelskim.
Z dokumentów wynika, że pierwotnie planowano wprowadzić stan wojenny dopiero wówczas, gdy sytuacja w kraju będzie alarmistyczna, albo gdy do MSW dotrze potwierdzona informacja o zamiarze ogłoszenia przez „Solidarność” strajku generalnego. To założenie po zamianie Kani na Jaruzelskiego było już nieaktualne.
Interwencja wojsk radzieckich i ewentualnie innych krajów socjalistycznych spowodowałby sankcje ekonomiczne na wielką skalę dla całego bloku sowieckiego. Mogło to spowodować bankructwo systemu. Stąd polityczna gra polegająca na zmuszaniu Jaruzelskiego do samodzielnych działań. Wprowadzenia stanu wojennego przez Jaruzelskiego było dla Moskwy najlepszą opcją a dla Polski najgorszą. Decyzja generała uniemożliwiła demokratyzację kraju, zaostrzała wewnętrzne podziały polityczne, podważała autorytet Wojska Polskiego, a przede wszystkim spowodowała, że zachodnie sankcje gospodarcze dotknęły tylko PRL.
Jaruzelski domagał się zwiększenia radzieckiej pomocy gospodarczej w zamian za podjęcie akcji samodzielnej. Jego prośby były dla ZSRR nierealne. W protokole obrad Biura Politycznego KC KPZR z 10 grudnia 1981 r. odnotowano, że traktowano naciski Jaruzelskiego jako szantaż. Podczas tych obrad Jurij Andropow tłumaczył prośby Jaruzelskiego o wprowadzenie wojsk radzieckich do Polski jako próbę wciągnięcia ZSRR w akcję, która naraziłaby dobre imię ZSRR i spowodowała ekonomiczną katastrofę całego bloku: „Jaruzelski wysuwa wobec nas dość wyraźne postulaty gospodarcze i uzależnia przeprowadzenie »operacji X« od naszej pomocy gospodarczej; nawet więcej – on wysuwa, chociaż nie bezpośrednio, żądania pomocy wojskowej. W związku z tym pragnę stwierdzić, że nasza pozycja sformułowana dawniej i na ostatnim posiedzeniu politbiura, a jeszcze wcześniej wyrażona przez Leonida Iljicza, jest w pełni słuszną i nie powinniśmy od niej odstępować. Wyrażając się inaczej, my zajmujemy pozycję pomocy międzynarodowej, przejmujemy się sytuacją zaistniałą w Polsce, ale co się tyczy »operacji X«, to jest to sprawa, która winna być wyłącznie w gestii polskich towarzyszy. Tak będzie, jak oni zadecydują. My nie będziemy więcej naciskać ani ich od tego odciągać”.
Dziś gen. Jaruzelski tworzy legendę męczennika, który uratował Polskę przed katastrofą a jest ścigany i potępiany. Swoimi słowami niszczy to, co go broniło i być może w przyszłości jeszcze bronić będzie. Postawa w 1988 i 1989 r. – ale wtedy… czyż to była łaska generała, że zgodził się na Okrągły Stół czy jego bezradność. Mamy być mu wdzięczni ponownie, że nie wyprowadził wojsk na ulice, lecz zrobił to, co powinien był zrobić już w 1981 roku? Mógł oczywiście Polskę zamienić znowu w koszary. Bylibyśmy jak Korea Północna czy Kuba. Tak by się może stało gdyby nie Gorbaczow, który będąc w Warszawie w 1988 r. sam namawiał do demokratyzacji i publicznie powiedział, że polscy komuniści muszą sobie radzić sami, gdyby nie usilne starania Jana Pawła II i polskiego Kościoła oraz podziemnej „Solidarności” Jaruzelski nie podjąłby żadnej pozytywnej decyzji. Przegrał 7 lat dziejów Polski. Nie obronił nas przed niczym, nie zaradził kryzysowi, po prostu rządził nami jak dowódca koszarami. Adam Michnik w 1987 roku miał rację.
202
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)