Blog
Bez przewodniej roli partii
leszek.sopot
leszek.sopot Nie udzielam licencji na korzystanie przez Media Obywatelskie sp.zo.o. z fragmentów bloga
0 obserwujących 126 notek 237476 odsłon
leszek.sopot, 11 września 2012 r.

Każdy z was jest Lechem Kaczyńskim...

 

 

Rozumiem Jarosława Kaczyńskiego, który stara się przypomnieć działalność swojego brata i przypomina fakty z jego działalności. Pragnie, aby o tragicznie zmarłym prezydencie pozostał jak najlepszy obraz. Czyni to jako brat i jako szef największej opozycyjnej partii, której celem jest wykorzystać wszystkie możliwe sposoby na przejęcie władzy w państwie. Z tego powodu – sposobu przedstawiania wydarzeń – trudno ocenić, czy przypominanie niektórych wydarzeń, niektórych tez i kategoryczne opinie to wynik miłości i bólu po stracie najbliższej osoby, czy też zarazem to wyraz partyjnej zapalczywości, która jest wzmacniania przez liczne grono sprzyjających osób. Też chciałbym, aby o Lechu Kaczyńskim pozostała pozytywna pamięć, ale nie uważam, aby w tym celu konieczne było wypaczanie przeszłości czy też poniżanie obecnych przeciwników politycznych.  

Wahałem się czy wtrącić swoich kilka słów w inny sposób przedstawiających  wydarzenia, o których mówił Jarosław Kaczyński. Jednak, jako ten mniej czy bardziej udanie opisujący historię gdańskiej „Solidarności”, poczułem się wywołany do tablicy. Wywołany także przez znajomych z salonu24.

 

Wydarzenia 17 września 1980 roku

Jarosław Kaczyński powiedział 8 września 2012 r. w historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej, że Lech Kaczyński opowiedział się podczas zebrania przedstawicieli z całej Polski komitetów założycielskich NSZZ za jednolitą strukturą związku, i że pogląd swój wyraził wbrew działaczom gdańskiej „S”, którzy zdaniem Jarosława Kaczyńskiego mieli bać się reakcji władz.

Powody były inne. Opowiada o nich Andrzej Gwiazda w książce Gwiazdozbiór w „Solidarności”: „obawialiśmy się, że w regionach, w których nie było w sierpniu strajków, władze związku zostaną opanowane przez ludzi systemu” (s. 178-179). A więc nie z powodu strachu przed władzą rozważano federacyjny model związku (taki sposób organizacji miał powstający wówczas NZS), na którego czele nie byłoby wszechmocnego wodza, lecz byłoby ciało porozumiewawcze. Ta obawa została ujęta także w sprawozdaniu z działalności MKZ NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, w którym zanotowano, że obawiano się także „sytuacji, kiedy nasz region mógł zostać przegłosowany przez działaczy z innych regionów. Dlatego uznaliśmy, że w chwili tworzenia się »Solidarności« władzą winny być MKZ-ty. Natomiast zjazd krajowy to jedynie komisja porozumiewawcza, która może wydawać zalecenia” (Protokół z posiedzenia Prezydium MKZ Gdańsk w dniu 26.09.1980 r.). Taką opinię mieli wówczas wszyscy liderzy gdańskiej opozycji demokratycznej i „Solidarności” na czele z Andrzejem Gwiazdą, Bogdanem Borusewiczem, Bogdanem Lisem, Andrzejem Kołodziejem i Lechem Wałęsą.

Decyzja zapadła inna. Nie stało się jednak to za sprawą zakulisowych zabiegów. Zebranie w straszliwie zatłoczonej sali klubu „Ster” trwało kilka długich, emocjonujących godzin. Na początku gdańszczanie przedstawili swój punkt widzenia. Następnie głos zabierali, najczęściej w sposób bardzo emocjonalny, liczni przedstawiciele z całego kraju. Dominowała opinia, że jeśli nie będzie jednolitej, ogólnopolskiej struktury „to nas rozjadą walcem”. Była to prawda. Im dalej od wielkich ośrodków miejskich, tym władze lokalne mniej liczyły się z inicjatywą powołania „Solidarności” i postulatami lokalnych komitetów założycielskich. Wskazywano, że o wszystkim i tak decydują centralne władze w Warszawie, to i „S” musi mieć centralistyczny charakter. Struktura władzy partyjnej i państwowej, umocowanie w niej ciał decyzyjnych, dyktowała sposób zorganizowania struktur „Solidarności”. Najbardziej i najdobitniej za jednolitą, ogólnokrajową strukturą opowiedział się Karol Modzelewski, który posługiwał się argumentem solidarności międzyzakładowej, międzybranżowej i międzyregionalnej, poparł mniejsze regiony, które nie dały by sobie rady w samotnej walce z aparatem państwowym. Symbolem tej wspólnej walki miała być także nazwa przyjęta przez związek: „Solidarność”. Tę propozycje przyjęto aplauzem, a po niej nie było już powrotu do przekonywania o walorach federacyjnej organizacji „Solidarności”.

Lech Kaczyński był na sali obrad za stołem prezydialnym wśród liderów gdańskiej „Solidarności”. Jako prawnik z pewnością rozważał zalety i wady jednej i drugiej koncepcji. Nie mam powodu nie wierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu, że jego brat opowiadał się od początku za strukturą ogólnokrajową. Jednak to nie Lech Kaczyński, lecz delegaci z kraju, a przede wszystkim Karol Modzelewski zadecydował o przyszłej strukturze związku. Nie wierzę jednak prezesowi PiS, gdy twierdzi, że to z powodu strachu przed reakcją władz przedstawiana była koncepcja federacyjna. Ludzie którzy nie bali się działać w opozycji przed Sierpniem ’80, którzy inicjowali strajk, nie bali się władzy.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu. free counters Popieram Internet Bez Chamstwa
image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Pozdrawiam i dziękuję za płomień :) Zajrzałem tu do Ciebie, bo wiedziałem, że...
  • Naiwny jak Igor Janke Napisał pan: "Gdyby nie SW, być może kompromis części opozycji z...
  • @LESTAT Może w rocznicę zakończenia?

Tematy w dziale