Mecz pilkarzy ze Szkocja rozpoczal sie od prezentu szkockiej obrony, ktotry wykorzystal Maczynski i wydawalo sie, ze pani ogrodka piwnego, ktora powiedzial w sondzie TV, ze bedzie 3:0 dla nas okaze sie ekspertem.
Potem nie tylko blad Szukaly, ale w ogole slabosci naszej obrony (mimo ran Glika tak trzeba to ocenic) przyprowadzily Szkotow do remisu, nastepnie bramka "a la Branco"z wolnego po przerwie i nasz zespol zgasl. Gdyby w tym momencie skonczyl sie mecz, moznaby napisac, ze bohaterowei mecze z Niemcami zawiedli: Milik strzelil z woleja z szesciu metrow nad poprzeczka i potem podobnie glowa z pieciu. "Z pod Piszczka" padla druga bramka dla Szkotow...Tak widoczny w meczu z Nemcami Lewandowski jakby "zniknal" i po pierwszych minutach stal sie "tradycyjnie" niewidoczny - wygladalo,ze gra z jakims urazem...
Wszystko zmienilo wejscie na boisko Sebastiana Mili, ktory sie od razu rzucil na pilke, jakby chcial juz nigdy w zyciu nie miec nadwagi. Nie wiem, czy pomocnik Slaska jest w stanie na tym poziomie rozegrac pelny mecz. Ale po raz drugi wchodzac w "trzeciej tercji" zrobil roznice.
Jego akcja po ktorej Grosicki strzelil w slupek mogla podobnie jak strzal Lewandowskiego po ograniu trzech obroncow na szesciu metrach rozstrzygnac mecz.
Biorac pod uwage ilosc popelnionych i przestoj po drugiej bramce Szkotow - dostalismy nauczke.
Ale gdyby pokazac ostatni kwadrans, w tym genialna bramke Milika ( w stylu" Ajaxu") - powinnismy podbic swiat...
Remis 2:2 ze Szkocja - mecz wielkich emocji i lekkiego niedosytu...



Komentarze
Pokaż komentarze