Szwedzcy rolnicy walczą z ustawą ekologiczną. Chodzi o kontrowersyjną nowelizację aktu o ochronie praw zwierząt. Zagraża ona m.in. hodowli bydła w kraju.
Największe kontrowersje wywołał zapis zakazujący przemocy seksualnej wobec zwierząt. – Rolnicy będą zmuszeni do rezygnacji z badań USG czy inseminacji koni, świń i krów. Odtąd wprowadzenie ręki w zwierzęce genitalia jest przestępstwem– mówi w wywiadzie dla „Svenska Dagbladet” posłanka Hanna Marie Bjoerklund ze szwedzkiej Partii Centrum.
Słuszna interwencja, słuszna nowelizacja, niesłuszna inseminacja.
Po pierwsze już sama ingerencja rolnika podpada pod GMO, bo przecież to jest sztuczne! A co jeśli tam jakieś zmodyfikowane geny się dostaną (np. od rolnika)? A GMO to ZŁO! Na takim rolniku jawi się żel.
Po drugie: ile to było pomyłek w Szwecji? Ile faux pasów? Pamiętacie Państwo jak Karol X Gustaw w 1655 pomylił drogę? Nic dziwnego, że i dziś niejeden rolnik zmyliwszy się w trakcie nocy polarnej omylił rogaciznę z działaczką feministyczną. A taki nietakt podlega już pod paragraf bo mamy do czynienia z niezakontraktowaną czynnością seksualną (pisaliśmy już o tym).
Po trzecie: troska o rolnika jest. Bo taki rolnik to lekko nie ma i urobiony po łokcie. A świnie tylko siedzą w Żuku (Saabie?) i trąbią!
Po kolejne: to jest przecież Szwecja - rozumem nie ogarniesz... Jak można działać tak zachowawczo i połowicznie? Hiszpania nadała małpom prawa człowieka a Szwecja co? Nie umie?
I jak w takiej sytuacji czują się krowy? No jak? No źle się czują!
![]()
Krowa (na środku zdjęcia, w centrum) przyswaja murawę
LINK: Szwecja zachowała jeszcze resztki człowieczeństwa proanimalnego




Komentarze
Pokaż komentarze