Po przeczytaniu tego artykułu dowiesz się:
- Jak ASP we Wrocławiu już rozbudowała procedurę dyplomowania o kwestie AI i powołała specjalny zespół opracowujący wytyczne. Studenci będą zobowiązani do jawnego oznaczania wykorzystania narzędzi AI w pracach.
- Czy Rektor uważa, że pytanie "czy korzystać z AI" jest już nieaktualne. Ważniejsze jest to, w jaki sposób i z jaką świadomością się z niej korzysta.
- Jak wygląda prawo autorskie w kontekście AI?
- Jak spór wokół dyplomu wykonanego z użyciem AI pokazał, że studenci chcą jasnych zasad i odpowiedzialnej debaty.
Panie Rektorze, jak zachęciłby Pan maturzystów z całego kraju do studiowania na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu? Co może im w przyszłości zaoferować rynek pracy, jakie będą mieli możliwości?
Studia na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu to dziś znacznie więcej niż nauka tradycyjnego warsztatu artystycznego. Oczywiście nadal uczymy malarstwa, rzeźby, grafiki, projektowania czy scenografii na bardzo wysokim poziomie, ale jednocześnie przygotowujemy młodych ludzi do funkcjonowania w świecie, który zmienia się niezwykle dynamicznie pod wpływem technologii, sztucznej inteligencji i nowych modeli komunikacji wizualnej. Myślę, że warto dziś jasno powiedzieć maturzystom jedną rzecz: kreatywność, umiejętność krytycznego myślenia, projektowania idei, budowania komunikacji wizualnej i tworzenia nowych rozwiązań będą w przyszłości jednymi z najważniejszych kompetencji na rynku pracy. I właśnie tego uczymy na ASP. Nasi absolwenci pracują nie tylko jako artyści. Znajdują swoje miejsce w branży projektowej, gamingu, animacji, filmie, reklamie, architekturze wnętrz, modzie, nowych mediach, sektorze kreatywnym, kulturze, edukacji czy szeroko rozumianym designie. Coraz częściej współpracują także z biznesem i sektorem nowych technologii, bo firmy zaczynają rozumieć, że sama technologia nie wystarcza. Potrzebni są ludzie, którzy potrafią nadawać jej sens, formę i wymiar humanistyczny. Paradoksalnie właśnie w epoce AI rośnie znaczenie kompetencji artystycznych. Sztuczna inteligencja potrafi generować obrazy, ale nie zastąpi wrażliwości, odwagi twórczej, intuicji i odpowiedzialności autora. Dlatego naszym zadaniem jako uczelni jest dziś nie tylko uczenie narzędzi, ale także uczenie świadomego, etycznego i odpowiedzialnego korzystania z nich. ASP we Wrocławiu jest miejscem otwartym, nowoczesnym i bardzo świadomym zmian, które zachodzą wokół nas. Nie uciekamy od trudnych tematów, ale podejmujemy je odpowiedzialnie. Chcemy, żeby nasi studenci byli przygotowani nie do świata sprzed dziesięciu lat, ale do świata, który właśnie się tworzy. A jednocześnie nadal wierzymy, że sztuka pozostaje jedną z najważniejszych przestrzeni wolności, indywidualności i budowania własnego języka. I tego żadna technologia nie zastąpi.
Sztuczna inteligencja wpisała się na stałe w obraz polskiej nauki i kultury. Ostatnio nawet p. Olga Tokarczuk wspominała w wywiadzie, że korzysta z AI. Czy staje się to po prostu kolejnym narzędziem pracy wykorzystywanym przez artystów?
Myślę, że wypowiedź Olga Tokarczuk była dla wielu osób pewnym zaskoczeniem, ponieważ pokazała, że również twórcy kojarzeni z bardzo świadomą, autorską i intelektualną literaturą zaczynają mierzyć się z obecnością narzędzi AI. Jednocześnie późniejsze wyjaśnienia i oświadczenie pisarki istotnie doprecyzowały sens tej wypowiedzi. Pokazały, że nie chodzi o „oddanie twórczości maszynie”, ale raczej o korzystanie z nowych narzędzi w ograniczonym, pomocniczym zakresie. I wydaje mi się, że właśnie tu znajduje się najważniejszy punkt całej dyskusji. Sztuczna inteligencja staje się kolejnym narzędziem pracy, podobnie jak wcześniej fotografia, komputer, internet czy programy graficzne. Historia sztuki i kultury pokazuje, że niemal każda nowa technologia początkowo budziła lęk, opór i pytania o autentyczność twórczości. Kiedy pojawiła się fotografia, wielu uważało, że oznacza koniec malarstwa. Gdy artyści zaczęli korzystać z narzędzi cyfrowych, również pojawiały się głosy, że „prawdziwa sztuka” zostanie zastąpiona przez technologię. Dziś te spory wydają się już niemal historyczne, ponieważ komputer, aparat fotograficzny czy programy graficzne stały się naturalnym elementem współczesnej praktyki artystycznej i projektowej. Warto też zauważyć, że współczesne technologie bardzo często wykorzystują rozwiązania oparte na AI w sposób, którego użytkownik nawet nie dostrzega. Algorytmy sztucznej inteligencji są obecne w aparatach fotograficznych telefonów, w systemach poprawy obrazu, w narzędziach retuszu, skalowania rozdzielczości, automatycznej korekty koloru, czy projektowania graficznego. Funkcje, które jeszcze kilka lat temu wymagały zaawansowanej wiedzy technicznej, dziś działają automatycznie w tle i są traktowane jako oczywisty element współczesnego oprogramowania. Mało kto zadaje dziś pytanie, czy korzystanie z Photoshopa, tabletu graficznego albo aparatu cyfrowego odbiera twórcy autorstwo dzieła. Technologia sama w sobie nie tworzy jeszcze wartościowego przekazu. Nadal kluczowe pozostają decyzje człowieka: pomysł, kompozycja, świadomość formy, kontekst kulturowy, emocjonalność i odpowiedzialność za efekt końcowy. Dlatego wydaje mi się, że prawdziwe pytanie nie brzmi dziś: „czy korzystać z AI?”, ponieważ w wielu obszarach już z niej korzystamy, często nawet nieświadomie. Znacznie ważniejsze jest pytanie: w jaki sposób korzystać z tych narzędzi odpowiedzialnie, świadomie i uczciwie wobec odbiorcy. Na uczelniach artystycznych nie możemy więc ograniczać się wyłącznie do prostego zakazywania lub akceptowania nowych technologii. Naszym zadaniem jest nauczenie studentów krytycznego myślenia o narzędziach, rozumienia procesu twórczego i budowania własnej tożsamości artystycznej w świecie, w którym granica między technologią a kreatywnością staje się coraz bardziej płynna.
Różnica polega jednak na tym, że AI nie jest wyłącznie biernym narzędziem technicznym. Potrafi generować obrazy, teksty, muzykę czy filmy, a więc wchodzi w obszar, który dotychczas kojarzyliśmy przede wszystkim z ludzką kreatywnością. To właśnie dlatego emocje wokół niej są dziś tak silne. Nie sądzę jednak, by przyszłość sprowadzała się do prostego podziału: „sztuka ludzka” kontra „sztuka AI”. Znacznie ważniejsze stają się pytania o świadomość procesu twórczego, o uczciwość wobec odbiorcy, o zakres wykorzystania narzędzi AI i o odpowiedzialność autora za końcowe dzieło. Na uczelniach artystycznych musimy dziś nauczyć studentów dwóch rzeczy jednocześnie. Po pierwsze świadomego korzystania z nowych technologii, bo ucieczka od nich byłaby po prostu nierealistyczna. Po drugie budowania własnego języka, krytycznego myślenia i odpowiedzialności twórczej, ponieważ to nadal pozostaje fundamentem sztuki. AI może wspierać proces twórczy, inspirować, przyspieszać pewne działania czy otwierać nowe możliwości formalne. Ale narzędzie nie zwalnia człowieka z myślenia, wrażliwości i odpowiedzialności za to, co podpisuje własnym nazwiskiem.
Przyszłość AI. Obejrzyj wywiad z Tomaszem Cincio:
Coraz częściej w przestrzeni medialnej padają hasła, że teraz na uczelniach "student udaje, że pisze, a wykładowca udaje, że sprawdza" - oczywiście w kontekście nadmiernego wysługiwania się sztuczną inteligencją, również w procesie twórczym. Jak to się ma do uczelni artystycznych?
To bardzo nośne medialnie hasło, ale jednocześnie mocno upraszczające rzeczywistość. Oczywiście nie można udawać, że problem nie istnieje. Sztuczna inteligencja rzeczywiście zmienia sposób pracy studentów, także na uczelniach artystycznych. Pojawia się pokusa skracania drogi, korzystania z gotowych rozwiązań czy zastępowania własnego procesu myślenia automatycznie generowaną treścią. To wyzwanie, przed którym stoi dziś cały system edukacji na świecie. Jednocześnie uczelnie artystyczne mają pewną specyfikę, która sprawia, że relacja między studentem a prowadzącym wygląda inaczej niż w przypadku wielu kierunków opartych wyłącznie na pracy tekstowej. Proces kształcenia artystycznego w ogromnym stopniu opiera się na bezpośredniej relacji mistrzowskiej, rozmowie, korektach, obserwowaniu procesu powstawania pracy, kolejnych etapów rozwoju projektu, sposobu myślenia autora, jego decyzji, błędów, zmian i poszukiwań. W sztuce bardzo trudno całkowicie ukryć brak własnego języka czy brak świadomości procesu twórczego. Ostateczne dzieło jest oczywiście ważne, ale równie istotna jest droga prowadząca do jego powstania. Na uczelniach artystycznych ocenia się nie tylko efekt końcowy, ale także umiejętność uzasadnienia własnych decyzji, świadomość kontekstu kulturowego, rozwój indywidualnej postawy twórczej i zdolność prowadzenia krytycznej refleksji nad własną pracą. Myślę też, że obecna sytuacja zmusza uczelnie do bardzo poważnej autorefleksji. Być może kończy się epoka edukacji opartej wyłącznie na sprawdzaniu efektu końcowego. Coraz większego znaczenia nabiera proces, rozmowa, seminarium, prezentacja własnego toku myślenia, a także umiejętność świadomego ujawnienia, w jakim zakresie korzystało się z narzędzi AI. Nie chciałbym jednak sprowadzać całego młodego pokolenia do obrazu osób, które „udają”. Większość studentów naprawdę chce się rozwijać, szuka własnego języka i traktuje studia poważnie. Rolą uczelni nie jest dziś wyłącznie kontrolowanie i tropienie technologicznych nadużyć, ale przede wszystkim budowanie środowiska, w którym samodzielność, uczciwość intelektualna i autentyczna kreatywność nadal mają wartość. Paradoksalnie epoka AI może sprawić, że jeszcze mocniej zaczniemy doceniać to, co rzeczywiście ludzkie: indywidualność, doświadczenie, emocjonalność, nieoczywistość myślenia i zdolność tworzenia rzeczy, które nie są jedynie poprawne formalnie, ale niosą prawdziwe znaczenie.
Nowoczesne technologie zmieniają obraz polskiego szkolnictwa, nie można tego ukryć. Czy Pan jako Rektor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu będzie chciał uregulować stosunek uczelni do korzystania z pomocy sztucznej inteligencji przez studentów?
Oczywiście, że tak. Uważam, że uczelnia nie może dziś udawać, że problem nie istnieje, ani pozostawiać tej kwestii wyłącznie indywidualnym decyzjom studentów czy prowadzących. Nowe technologie bardzo szybko zmieniają sposób pracy, również w obszarze sztuki i projektowania, dlatego naszym obowiązkiem jest stworzenie jasnych, odpowiedzialnych i uczciwych zasad funkcjonowania w tej nowej rzeczywistości. Na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu takie działania już zostały podjęte. Rozbudowaliśmy procedurę dyplomowania o kwestie związane z wykorzystaniem narzędzi AI, przygotowaliśmy również projekt zarządzenia regulującego te zagadnienia szerzej na poziomie całej uczelni. Powołaliśmy także specjalny zespół zajmujący się opracowaniem wytycznych dotyczących korzystania ze sztucznej inteligencji w procesie dydaktycznym, artystycznym i projektowym, ale również w użyciu w pracy administracji. Największy nacisk kładziemy na trzy kwestie: etyczność, transparentność i jawność użycia AI. To są dziś absolutnie fundamentalne sprawy. Nie chodzi o tworzenie atmosfery zakazu czy technologicznej podejrzliwości. Sztuczna inteligencja staje się częścią współczesnego świata i nie da się po prostu wyłączyć jej obecności. Naszym zadaniem jest raczej nauczenie świadomego i odpowiedzialnego korzystania z tych narzędzi. Dlatego zgodnie z kierunkiem wyznaczanym między innymi przez europejski AI Act wprowadzamy zasadę jednoznacznego oznaczania wykorzystania AI w pracach studenckich. Dotyczy to zarówno tekstów, jak i projektów, realizacji artystycznych, filmów, obrazów czy innych form twórczości. Odbiorca, promotor i komisja powinni wiedzieć, w jakim zakresie dane narzędzia zostały wykorzystane. To bardzo ważne, ponieważ przyszłość edukacji nie może opierać się wyłącznie na pytaniu: „czy AI zostało użyte?”, ale raczej: „w jaki sposób zostało użyte i czy autor bierze odpowiedzialność za efekt końcowy?”. Chcemy, żeby nasi studenci rozumieli, że technologia może wspierać proces twórczy, ale nie zwalnia z samodzielnego myślenia, odpowiedzialności i budowania własnego języka artystycznego. Nie zabraniamy więc korzystania z AI, ale tworzymy zasady, które mają chronić uczciwość procesu kształcenia i jednocześnie przygotować studentów do świata, w którym te technologie będą obecne praktycznie w każdym obszarze życia zawodowego.
Jak powinniśmy traktować pracę wygenerowane przez sztuczną inteligencję? Ktoś w końcu, zanim AI wygenerowało pracę, musiał napisać prompt. Jak to wygląda z punktu widzenia prawa autorskiego?
To dziś jeden z najbardziej skomplikowanych i jednocześnie najbardziej dynamicznie zmieniających się obszarów dyskusji wokół sztucznej inteligencji. I myślę, że trzeba uczciwie powiedzieć: nie ma jeszcze jednej, ostatecznej i powszechnie zaakceptowanej odpowiedzi na wiele pytań związanych z prawem autorskim i AI. Ten obszar budzi ogromne kontrowersje zarówno w środowisku prawniczym, technologicznym, jak i artystycznym. Ja sam nie jestem ekspertem od prawa autorskiego i wydaje mi się, że dziś poza wyspecjalizowanymi prawnikami niewiele osób może powiedzieć, że posiada pełną pewność interpretacyjną w tym zakresie. Prawo próbuje nadążyć za technologią, która rozwija się znacznie szybciej niż systemy regulacyjne. Pojawia się przecież wiele fundamentalnych pytań. Czy autorstwo przysługuje osobie, która stworzyła prompt? Jak traktować wkład człowieka w proces generowania obrazu, filmu czy tekstu? Gdzie kończy się inspiracja technologiczna, a zaczyna samodzielne stworzenie dzieła przez system AI? Jak traktować modele uczone na milionach istniejących już prac? To są kwestie, które dopiero są przedmiotem intensywnej debaty prawnej i etycznej na całym świecie. Dlatego na naszej uczelni staramy się przede wszystkim budować świadomość problemu, zamiast udawać, że istnieją już proste i ostateczne rozwiązania. Przygotowaliśmy cykl wykładów i spotkań dla społeczności akademickiej, również z udziałem specjalistów zajmujących się prawem autorskim, nowymi technologiami i etyką AI. Chcemy zwiększać świadomość zarówno studentów, jak i kadry dydaktycznej oraz administracyjnej. Wciąż wszyscy się tego uczymy. I wydaje mi się, że właśnie uczciwość wobec tej niepewności jest dziś bardzo ważna. Nie możemy tworzyć fikcji, że świat AI da się opisać prostymi kategoriami wypracowanymi kilkadziesiąt lat temu dla zupełnie innych narzędzi twórczych. Jednocześnie niezależnie od prawnych sporów pozostaje dla mnie niezwykle ważna kwestia odpowiedzialności i transparentności. Nawet jeśli technologia staje się współautorem pewnych procesów, człowiek nadal podejmuje decyzje, wybiera kierunek działania i bierze odpowiedzialność za efekt końcowy. I właśnie tę świadomość chcemy rozwijać na uczelni.
Gdzie Pana zdaniem kończy się i zaczyna granica pomiędzy dziełem autorskim a nadmiernym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji?
To chyba dziś jedno z najtrudniejszych pytań, jakie stawia przed nami rozwój sztucznej inteligencji, ponieważ granica nie jest już tak oczywista jak jeszcze kilka lat temu. Odpowiedź wydaje się złożona właśnie dlatego, że sama rzeczywistość stała się bardziej złożona. Można oczywiście powiedzieć, że stosunkowo łatwo obronią się te działania, które pozostają w pełni manualne: malarstwo, rysunek, rzeźba, ceramika, szkło czy klasyczne techniki warsztatowe. Tam relacja między ręką, materiałem i autorem pozostaje bardzo bezpośrednia. Widzimy fizyczny ślad pracy, procesu, błędu, czasu i doświadczenia. Ale współczesna sztuka i projektowanie od dawna funkcjonują również w przestrzeni technologicznej. Projektanci korzystają z komputerów, oprogramowania 3D, algorytmów, fotografii cyfrowej, montażu filmowego czy narzędzi generatywnych. I właśnie tam pytanie o granicę staje się znacznie bardziej skomplikowane.
Myślę, że kluczowe nie jest dziś samo użycie technologii, ale pytanie o skalę sprawczości autora. Innymi słowy: kto rzeczywiście podejmuje najważniejsze decyzje twórcze? Czy sztuczna inteligencja jest jedynie narzędziem wspierającym proces, czy zaczyna zastępować samodzielne myślenie, budowanie koncepcji i odpowiedzialność za dzieło? Dla mnie bardzo ważne są trzy kryteria. Po pierwsze świadomość procesu twórczego. Autor powinien rozumieć, dlaczego podejmuje określone decyzje i umieć je uzasadnić. Po drugie transparentność, czyli uczciwe informowanie o zakresie wykorzystania AI. Po trzecie indywidualność, ponieważ prawdziwa twórczość zawsze wiąże się z budowaniem własnego języka, a nie jedynie generowaniem poprawnych formalnie obrazów czy tekstów. Mam też wrażenie, że w najbliższych latach coraz bardziej będziemy odchodzić od prostego podziału: „stworzone przez człowieka” albo „stworzone przez AI”. Rzeczywistość będzie znacznie bardziej hybrydowa. Dlatego tak ważne stanie się nie tylko pytanie o narzędzie, ale o intencję, odpowiedzialność i rzeczywisty wkład autora. I być może paradoksalnie właśnie epoka AI sprawi, że jeszcze bardziej zaczniemy doceniać autentyczność procesu twórczego, ludzką niepowtarzalność, doświadczenie materialności oraz wszystko to, czego nie da się sprowadzić wyłącznie do generowania obrazu na podstawie polecenia tekstowego.
W maju rozpoczęła się rekrutacja na Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Czy program ASP uwzględnia przedmioty uczące wykorzystania AI w różnych dziedzinach sztuki? Który wydział jest według Pana najbardziej atrakcyjny dla kandydatów którzy są zainteresowani tematyką łączącą sztuczną inteligencję i sztukę?
Oczywiście. Już dziś na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu funkcjonują kierunki i pracownie, które w bardzo świadomy sposób zajmują się wykorzystaniem nowych technologii, w tym również narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Trudno byłoby zresztą wyobrazić sobie nowoczesną uczelnię artystyczną, która całkowicie ignoruje zmiany zachodzące we współczesnej kulturze wizualnej i projektowej. Najbardziej naturalnym obszarem takich działań pozostaje przede wszystkim Wydział Grafiki i Sztuki Mediów, szczególnie kierunek sztuka mediów, gdzie prowadzone są pracownie wykorzystujące technologie cyfrowe, obraz generowany komputerowo, działania multimedialne, animację, eksperymenty audiowizualne czy narzędzia AI w procesach twórczych i projektowych. To przestrzeń, w której nowe technologie są nie tylko narzędziem technicznym, ale także przedmiotem refleksji artystycznej i krytycznej.
Również na Wydziale Architektury Wnętrz, Wzornictwa i Scenografii prowadzone są pracownie korzystające z nowoczesnych technologii projektowych, modelowania cyfrowego i narzędzi wspierających proces kreacyjny. W projektowaniu bardzo wyraźnie widać dziś, jak szybko zmieniają się metody pracy i jak duże znaczenie zaczynają mieć systemy generatywne czy inteligentne narzędzia wspomagające proces projektowy.
Dla nas bardzo ważne jest jednak to, aby nie traktować AI wyłącznie jako atrakcyjnej nowinki technologicznej. Interesuje nas przede wszystkim świadome badanie możliwości, ograniczeń i konsekwencji tych narzędzi dla szeroko rozumianych sztuk wizualnych. Chcemy, żeby studenci rozumieli zarówno potencjał nowych technologii, jak i związane z nimi pytania etyczne, społeczne oraz kulturowe. Nie zmuszamy nikogo do korzystania z AI, ale też nie izolujemy się od współczesnych rozwiązań. Uważam, że rolą uczelni artystycznej nie jest odwracanie wzroku od zmian cywilizacyjnych, ale tworzenie przestrzeni do świadomego eksperymentowania, krytycznej refleksji i odpowiedzialnego rozwijania nowych form twórczości.
Jak studenci, młodzi artyści reagują dziś na temat sztucznej inteligencji? Bardziej z entuzjazmem, ciekawością czy lękiem?
To bardzo ciekawe pytanie, zwłaszcza w kontekście wydarzeń, które miały miejsce w ostatnich miesiącach także na naszej uczelni. Mogłoby się wydawać, że młode pokolenie bezwarunkowo akceptuje sztuczną inteligencję, ponieważ wychowało się w świecie nowych technologii. Tymczasem rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej złożona. Z jednej strony wielu studentów dostrzega ogromny potencjał nowych narzędzi. AI pozwala eksperymentować, przyspieszać niektóre procesy, testować rozwiązania, do których wcześniej potrzebne były znacznie większe zasoby techniczne lub finansowe. Dla części młodych twórców jest to fascynujące otwarcie nowych możliwości. Z drugiej strony widzę również wyraźny niepokój. Dotyczy on nie tylko rynku pracy czy przyszłości zawodów kreatywnych, ale także bardziej fundamentalnych pytań o sens twórczości, autorstwo i wartość indywidualnego doświadczenia artystycznego. Paradoksalnie bardzo dobrze pokazała to dyskusja wokół głośno komentowanego dyplomu, w którym wykorzystano narzędzia AI. Niezależnie od ocen samej pracy, reakcje części studentów i środowiska artystycznego pokazały, że nie mamy dziś do czynienia z bezrefleksyjną fascynacją technologią. Wręcz przeciwnie. Młodzi ludzie bardzo poważnie traktują pytania o granice wykorzystania sztucznej inteligencji, o uczciwość procesu twórczego, o transparentność oraz o to, czym właściwie jest autorstwo we współczesnej sztuce. W pewnym sensie ten spór był dla mnie interesującym doświadczeniem. Pokazał bowiem, że młode pokolenie nie domaga się wyłącznie dostępu do nowych narzędzi. Domaga się również jasnych zasad, odpowiedzialności i uczciwej debaty. To sygnał, że problem nie sprowadza się do prostego wyboru „za” lub „przeciw” AI. Myślę, że jesteśmy świadkami procesu, który przypomina wiele wcześniejszych przełomów technologicznych w historii kultury. Emocje są naturalne, ponieważ stawką nie jest wyłącznie technologia. Stawką jest sposób, w jaki rozumiemy twórczość, oryginalność i rolę człowieka w procesie kreacji. Dlatego nie interpretowałbym dzisiejszych sporów jako konfliktu między zwolennikami i przeciwnikami AI. Widzę w nich raczej dowód na to, że środowisko artystyczne bardzo serio traktuje pytania o przyszłość sztuki. A to, moim zdaniem, jest zjawisko niezwykle cenne. W najbliższych latach będziemy zapewne wielokrotnie wracać do tych samych pytań, ale właśnie uczelnie artystyczne powinny być miejscem, w którym można o nich rozmawiać otwarcie, krytycznie i bez ideologicznych uproszczeń.
Czy sztuczna inteligencja może stać się pełnoprawnym partnerem procesu twórczego, czy jednak zawsze pozostanie jedynie narzędziem?
Moim zdaniem trzeba tu zachować dużą ostrożność. Sztuczna inteligencja może być bardzo zaawansowanym narzędziem wspierającym proces twórczy. Może inspirować, proponować rozwiązania, przyspieszać pracę, pomagać w analizie, wizualizacji, wariantowaniu formy czy testowaniu koncepcji. W tym sensie może uczestniczyć w procesie twórczym znacznie głębiej niż wiele wcześniejszych technologii. Nie powiedziałbym jednak zbyt łatwo, że staje się pełnoprawnym partnerem w takim samym sensie, w jakim partnerem jest drugi człowiek. Partnerstwo zakłada bowiem świadomość, intencję, odpowiedzialność, doświadczenie i zdolność rozumienia konsekwencji własnych działań. Tego sztuczna inteligencja, przynajmniej w obecnym rozumieniu, nie posiada. Dlatego najbezpieczniej mówić, że AI może być współuczestnikiem procesu, ale nie powinna zwalniać autora z odpowiedzialności za decyzje twórcze. To człowiek określa cel, kontekst, sens i ostateczny kształt pracy. To człowiek podpisuje dzieło własnym nazwiskiem i odpowiada za jego znaczenie. Granica jest więc subtelna. AI może być inspirującym, czasem bardzo silnym narzędziem dialogu, ale autorstwo wymaga czegoś więcej niż wygenerowania efektu. Wymaga świadomości, wyboru i odpowiedzialności.
Czy uczelnie artystyczne powinny dziś bardziej uczyć technologii, czy raczej chronić przestrzeń dla klasycznej pracy manualnej i refleksji humanistycznej?
Uważam, że stawianie tych dwóch obszarów w opozycji jest dziś błędem. Dobra uczelnia artystyczna nie powinna wybierać pomiędzy technologią a klasycznym warsztatem, podobnie jak nie powinna wybierać pomiędzy innowacyjnością a humanistyką. Jej zadaniem jest tworzenie przestrzeni, w której wszystkie te elementy mogą się wzajemnie uzupełniać. Z jednej strony mamy obowiązek przygotowywać studentów do świata, który realnie istnieje. A jest to świat nowych technologii, sztucznej inteligencji, mediów cyfrowych, projektowania generatywnego i dynamicznych zmian na rynku pracy. Ignorowanie tych procesów byłoby działaniem nieodpowiedzialnym. Uczelnia nie może zamykać oczu na rzeczywistość. Z drugiej strony jestem przekonany, że właśnie w epoce gwałtownego rozwoju technologii rośnie znaczenie tego, co przez lata stanowiło fundament edukacji artystycznej: pracy manualnej, bezpośredniego kontaktu z materią, indywidualnego doświadczenia twórczego, refleksji humanistycznej i umiejętności krytycznego myślenia. Paradoksalnie może się okazać, że im bardziej zaawansowane będą narzędzia technologiczne, tym cenniejsze staną się kompetencje, których nie da się łatwo zautomatyzować. Wrażliwość, wyobraźnia, zdolność interpretacji świata, rozumienie kontekstu kulturowego, umiejętność zadawania pytań i budowania znaczeń. To właśnie te cechy odróżniają twórcę od użytkownika narzędzia. Dlatego nie widzę przyszłości uczelni artystycznej ani jako technologicznego laboratorium pozbawionego refleksji, ani jako miejsca zamkniętego w obronie dawnych metod. Widzę ją raczej jako przestrzeń dialogu pomiędzy tradycją i nowoczesnością. W ASP we Wrocławiu nadal uczymy rysunku, malarstwa, rzeźby, ceramiki, szkła czy grafiki warsztatowej, ponieważ wierzymy, że kontakt z materią i procesem twórczym ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju artysty. Jednocześnie rozwijamy obszary związane z nowymi mediami, projektowaniem cyfrowym i sztuczną inteligencją, ponieważ chcemy, aby nasi absolwenci byli przygotowani do funkcjonowania we współczesnym świecie. Nie chodzi więc o wybór pomiędzy technologią a humanistyką. Prawdziwym wyzwaniem jest takie kształcenie, które pozwoli młodym ludziom korzystać z najnowszych narzędzi, nie tracąc jednocześnie zdolności samodzielnego myślenia, wrażliwości i świadomości kulturowej. I właśnie w tym widzę jedną z najważniejszych misji współczesnych uczelni artystycznych.
red.







Komentarze
Pokaż komentarze