Zbliża się nieuchronnie dzień ,który dobitnie przypomina,że i my kiedyś będzemy pokarmem. Listopad ma mnie zmusić do refleksji,smutku i porządku na grobach.A ja lubię listopad.Nigdy nie robię porządków na cmentarzu, jak co sobotniego trzepania dywanów.Nie jestem smutna i doświadczam najmniej refleksji.To co jest ze mną? „Listopad” niżowy trwał we mnie ok.półtora roku i spowodował niezły chaos w życiu i głowie.Moje eksperymenty finansowe doprowadziły mnie nad przepaść i był powód ,by przymierzać trumnę.Udało mi się i to przepracować i pokonać.Niemniej tego rodzaju stres unaocznia,że wszyscy zbliżamy się z każdym dniem – tak wycieczkowo- do zakładu pogrzebowego.Taki sens,cel i sposób finalizowania never(?)endingstory.Nie wariuję z czyszczeniem groby,już dawno poprosiłam o spalenie mego ścierwa,a jeśli kasy zabraknie ,to wystarczyć mi może i jakiś worek ,jest ok.Nie muszą mi wystawać koronki z dębowej sypialni i nie muszę mieć na sobie eleganckiej kiecki,bo na zabawie z dołowymi gryzonkami mogę być i w dresach.
A ostatnio pogrzeby stały się modne,w moim kręgu wciąż ktoś umiera z mojego pokolenia.Ludzie płaczą a ja myślę sobie –wreszcie! Ma spokój z ta odsiadka!Wmawiaja mi wciąż,że życie jest piękne,nawet w to trochę wierzę ,ale wciąż w mojej obsesji nawiedza mnie myśl,że prawdziwe życie dopiero jest przede mna.Biorę i w ogóle nie biorę tego serio.Owszem przeżywam wszystko ,co mnie spotyka,wyciągam wnioski,uczę się ale przede wszystkim ,przede wszystkim – śmieję.Przecież to teatr,szkoła,sen ..co tam jeszcze chcecie.Czasami okrutny,straszny ,kuriozalny.Z zatajonym ostatecznym sensem.I jakoś nie mogę uwierzyć w wyjątkowość i ostateczność życia.No nie mogę.Czuję się marną bidulą w obliczu tego ,co istnieje niewidzialne a co istnieje na pewno.Przecież czeka mnie najcudowniejsza chwila,odkrycie tajemnicy,pokonanie materii.
Na moim pogrzebie nie będzie przemówień ,orkiestry nawet podejrzewam ludzi,może dwie,trzy osoby (jedna z łapanki) i ksiądz,jak nas będzie na niego stać.Przecież jestem ,kim jestem.Mieszkanką blokowiska ,anonimową ,mądro-głupią kobitą,która nigdy nie umiała wtulić się na tyle w otoczenie,by to otoczenie za nią płakało.Czy to wszystko więc ważne? Dla mnie w ogóle. Nie martwię się niczym.Kocham listopad.Mam gdzieś ,jak mój tekst odczytuje wiwisektor w postaci psychologa,może odkrywa we mnie na siłę znów jakieś kompulsje ,a ja je lubię ,a ja je kocham.Jak Nicholsona w kreacji zbzikowanego pisarza.(„lepiej być nie może”).
No to wszystkiego wesołego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)