Niektórzy tak popadli w samouwielbienie jedynie umieją odbierać w jednej,przede wszystkim podobnej do swojej, tonacji.Wszelkie inne informacje,tym bardziej będące efektem kobiecych przemyśleń,ignorują lub cynizują.I ok mądrale mający patent na rację.Jest jedno ale.Łatwo wyczytać tematy,oglądnąć program w tv i pisać mądrości,trudniej doświadczyć na własnym karku i pisać.A ciekawa jestem tych "autopsji",tyeh nie- publicyzujących a bardziej reporterskich.Interesująca jest nasza służba zdrowia,ha! obecnie schodząca na psy.w tym celu wyrwałam dwie kartki z mojego starego dziennika.Przee zapisuję.
Dzieńjakniecodzień
Przyjmuje mnie zmęczony lekarz.Zadaje rutynowe pytania.Już na wstępie dowiaduję się ,że krew jest droga.Z małą torbą podróżną jadę windą na piąte piętro szpitala. Ze mną mrukliwy pielęgniarz wpatrzony tępo w moją kartę wpisu.Coś mu tam marudzę pod nosem bez przekonania ,że muszę podtrzymywać rozmowę.
Sadzają mnie na przewożnym wózeczku ,wpychają kubek z zimną ,niesłodką herbatą do ręki i każą czekać. Czas dłuży mi się a korytarz szpitalny straszy.Trwa remont ,na jednym piętrze mieszczą się dwa oddziały,ze ścian sypie się tynk,panowie w brudnych kombinezonach wiercą naokoło jakieś otwory,w jednej z sal wyje jak wilk jakiś chory pacjent.Inni ,którzy mogą chodzić samodzielnie,przemieszczają się po korytarzu bezmyślnie,trącają mnie,nie zwracając uwagi na to,na czym siedzę.Wykonuję jakieś taneczne półobroty a we mnie już drgają strachy i lachy, kakofonia emocji,trudnych do okreslenia.
Rozlewam herbatę ,bez żalu,patrzę na swe usidlone na wózku kolana i już czuję się jak kaleka.w końcu podchodzi do mnie pielęgniarka,jakaś taka nowoczesna,już bez czepka ,przykłada mi coś do czoła o wyglądzie pistoletu i odchodzi.Śmieję się do wychudzonego stękajły w brudnej pidżamie ,że pewnie zbadano mi tzw poziom świra.Nie pada żadna odpowiedź,stan wszechogarniających stanów chorobowych zamyka mi usta.Śmiech i głośne rozmowy są tu w niedobrym tonie,wyrażnie nie komponują z zapachem lizolu
i zwyczajnego smrodu.
W końcu prowadzą mnie na salę ,leży na niej osiem starych kobiet ”nieczynnych”,jakiś takich zaśnionych.Łóżko jest twarde,imitująca poduszkę kopa szmat rozsypuje się w żółtawej powłoce pod głową.I znów przykładają mi pistolet do czoła czyli ,jak się okazuje czytnik temperatury.Pielęgniarki są szybkie,wyciszone,konkretne.
Lekarz zadaje mi kilka pytań,kłują mnie igłami,z jednej strony kapie we mnie jakiś brązowy płyn, z drugiej coś ze mnie biorą.Słyszę stęki rozbudzanych staruszek.
Niemadnia
Bo nie ma, chociaż jest i trwa.Jakoś zlewa się z nocą.Chcę otworzyć okno, ale mi nie pozwalają ,bo staruszeczki się przeziębią.Trwam w odorze kup i sików.Jedne z kobiet mają dobrze mocowane wielgachne pampersy, inne zdzierają je z siebie i walą w łóżko ,co organizm wydali.
Przynoszą mi na talerzyku jakieś jedzenie,niedogotowane zwłoki kurczaka z łychą kapusty lub czegoś do niej podobnego.Jednocześnie czule przemawiajaca pielęgniarka wędruje od jednej starowinki do drugiej ,by karmić je z butelki i wycierać tyłki ,myć sikacze i posiwiałe głowy.
Słyszę ,że rodziny nie mają czasu opiekować się starowinami ,jeśli nawet wracają do domów ,to szybko są przywożone z powrotem.Szpital,mimo że nie jest przytułkiem ,musi się w niego przeobrażać.
Z głodu jem bułkę ,którą dano mi z kawałkiem białego serka,patrząc ,jak najspokojniej i z zadowoleniem dłubie sobie w nosie jedna z pań a druga
głośno wydala,co zjadła.Włosy ma nieuczesane ,jak irokezowi sterczą jej nad głową.Co chwila podnosi się z łóżka i słyszę gromkie –Cześka! – po czym opada na poduchy ,zbyt wysoko uniesione,bo łóżko ma zepsutą sprężynę transferu.
W tym miejscu Życie najdobitniej daje swój obraz,malowany Nikiforem.
Nauka pokory trwa.Jeszcze wygłaszam swoją mizerną rację ,że będąc tak starą i chorą ,wolałabym być uśpiona jak usypia się psy, gdy zabiegane pielęgniarki pouczają mnie,że każdy ma swój czas i tylko TEN w górze ma prawo przecinać linie życia.
A potem widzę cicho wchodzące rodziny.Przemykają do swych mam ,babć z tobołkami,głaskają po rękach ,popłakują przy łóżkach i jakoś tak robi się ciepło od tej zwiędłej (i nie )miłości,ukrytej w człowieku może na dnie jestestwa ,przybitej zmęczeniem, złością,niemocą.
Schodzę do automatu ,by kupić sobie batonika i napić się kawy,zauważam wchodzącego męża.Rozmawiamy cicho,spokojnie,jak w oku cyklonu.
- 22 –
11 czerwca 2010-08-27
Jestem w szpitalu.Biel i biel wracają wspomnieniem.Przebieram się szybko w małej toalecie w koszulę nocną ,wciskam rzeczy do torby i upycham ją pod łóżkiem.Gdzieś niżej wyje karetka pogotowia,obok leżąca starsza kobieta przygląda mi się ukradkiem.
Przychodzi lekarz ,dostaję pełno kartek z jakimiś informacjami ,co czeka mnie w wypadku nieudanej operacji.Powikłania prowadzące do śmierci,unieczynnienia czegoś ,coś tam jeszcze ,litery zbiegaja się z sobą,podpisuję,oddaję.
Biorą krew.Nie czuję ,jeszcze próbuję dowcipkować ,wyciagam ciacho z torby,gazetę ,chce poczuć się domowo ,lekko,niestety.Ginekologia ma swoje prawa.Już otrzymuję zakaz jedzenia.Idę na lewatywę.Niewiele mi teraz wolno.Końcowo erotyczna w tej chwili rozkraczam się do badania,rutynowego,tyle w nim uroku ,co w martwej mewie na plaży.
Jakieś prochy i czekam do rana.
Rano
Rozbieraja mnie do naga.Przykrywaja moje ścierwo prześcieradłem i wiozą wyżej i wyżej ta windą do nieba nie z tej piosenki.
Anastezjolog wykrzykuje do mnie ,że nie mam żył ,nie ma jak się wkłuć,tłumaczę mu ,kto zakładał mi sprawnie wcześniej różne rurki,idą po tą kobietę z laboratorium ,jest mi już obojętne ,co i jak mi zrobią.
Budzi mnie okropny kaszel ,okazuje się ,że narkoza była zbyteczna,ja się dusiłam i nie można było przeprowadzić operacji.Chirurg się przeraził,stwierdził,że jestem trefna i on mnie już nie ruszy.Dowiedziałam się także ,że mam małe usta ,wystajacą szczękę i to uniemożliwia dobre przeprowadzenie narkozy.Patrzę do lusterka ,jakoś tego nie widzę, co oni widzą.Nie wiem.Przypomina mi się uśmiechnięta twarz mego rejonowego ginekologa stojącego obok anastezjologa.
Moja wrózka wywróżyła mi powodzenie w operacji a tu taki cyrk.A gdzie mój osobisty Anioł Stróż? Wszystko diabli wzięli w tym swoim państwie na ziemi?
Przychodzi inny ,spokojny i wyciszony lekarz.Ogląda mnie dokładnie ,mówi że powtórzy całościową narkozę ,nie dostrzega wad w układzie mej twarzy,uspokaja.Operować mnie będzie ,zmuszony sytuacją, sam ordynator, najlepszy wśród najlepszych a więc mi się udało.Co prawda wcześniej nakrzyczał na mnie ,że jestem niepoważna,powinnam operację przeprowadzić kilka lat wcześniej,nie ufałam lekarzom itp. itd.cdn


Komentarze
Pokaż komentarze