Bobry
Niedziela na pozór spokojna, sielska.. a tyle niepokoju wniosła.
Poszliśmy na bobry- tzn na obserwacje bobrów. Najpierw rano kiedy my z Franiem smacznie odsypialiśmy cały tydzień, Kuba z ojcem skoro świt, cichaczem, by nas nie budzić wyszli z domu. Na bobrzej tamie spędzili godzinę, a potem wraz z zakupami dotarli na śniadanko.
Kubie buzia się nie zamykała, ” musisz to zobaczyć”, ”bobry to”, ”bobry tamto”. Nie wytrzymałam – ok!, Nie piję niedzielnej kawy, będzie zdrowiej, ubieram się idziemy! Okazuje się że bobry zamieszkały 400m od naszego domu – i to jest super! Ale jednocześnie 10m (dosłownie) od domu pewnego pana, który z tą samą częstotliwością co Kuba- słowo ”bóbr”, używa pewnego słowa na k… Bobrza tama jest niezwykła, las wystających z bagien uciętych pieńków wygląda imponująco. Podziwiam, ale jednocześnie zastanawiam się czyją ziemię bobry poupychały na swojej tamie?
I tu się kłopot zaczyna: Pan – sąsiad bobrów nie chce ich gościć. Nie chce bobrów- jego prawo bo to jego ziemia, a nie rezerwat. Nie będę pisać jak bardzo nie chce.. bo to makabryczne trochę, gmina nie jest zainteresowana – ”bóbr to szkodnik” . Funduszy na bobra brak, na ewentualne odszkodowanie temu Panu co to k. w jego ustach nie milknie również.. A my jesteśmy w kropce.. Przenieść bobry? Gdzie? Myślimy o tym, sprawdzamy możliwości.. Może Wy Drodzy czytelnicy i Czytelniczki wiecie gdzie mogłyby zamieszkać bobry?


Komentarze
Pokaż komentarze