Jest tak.Chcę mieć swoje mieszkanie i w nim rządzić sama,to mi każdy intruz w nim niepotrzebny.Tym bardziej,gdy umiem zarobić na czynsz.Jeśli jestem alkoholiczka czy inaczej uzależnioną, to błogosławieństwem dla mnie jest kazdy w ”moim” domu,kto mi pomoże utrzymać mój bajzel.Gdy pomaga,zaczynam go idealizować,żyję w snie narkotycznym,”daję d..” i twierdzę,że jest ok a mój intruz jest mądrym i wspaniałomyślnym darczyńca.
Powoli ów darczyńca coraz bardziej mnie prostytuuje,rozpanasza się,nie śpię już w salonie a w korytarzu,nie na swoim tapczanie a rozkładówce,nie wolno mi tego i owego,mój idol zabija mi kolejnych przyjaciól (Bozia ich odtworzy z tych puzli) i coraz bardziej,coraz bardziej upadla.Ja juz jednak tego nie widzę,tak sie przyzwyczaiłam,tak pogodziłam,że nie pamietam kiedy moje mieszkanie było moje i czy tak w ogóle było.Cieszy mnie kazdy ochłap z pańskiego stołu,w koncu okazuje sie ,że nie dość dobrze zarabiam na swego darczyncę i jestem u niego bardzo zadłuzona.
Z własciciela staje się niewolnikiem,z damy kurwa,z podmiotu przedmiotem,z jasnowidza ślepcem..
w sondazach wypadam dobrze,jestem z siebie zadowolona.Do prasy piszę piękne hymny na cześć mego intruza,czasem nawet udaje mi sie pozować z nim do zdjęc.
Czasami tylko nie rozumiem co robią ci szaleńcy,mieszkańcy mego bloku,stojacy przed moimi drzwiami ,krzycząc.Nic to ,intruz im zaradzi.
Spoko.Jest dobrze.
Ktoś ma czelność zaprzeczyć?
To pewnie człowiek chory psychicznie,należy go leczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)